Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Czterdzieste czwarte wezwanie

Zofia Mrzewińska

23-12-2005

Mój Pies: 1/2006 (172)

strona: 18

Przez ponad pół tysiąca godzin suka Burak na hasło "Szukaj, człowiek" przeszukiwała wyznaczony teren, by ratować ludzkie życie. Niestety, jej samej żaden człowiek nie był już w stanie pomóc...

Ciemnowilczaste szczenię urodzone 18 marca 1996 roku zapisano w księgach rodowodowych jako Uti Borek Zwierzyniecki, owczarek niemiecki, suka. Uti było jej imieniem przez pierwsze cztery miesiące życia. Nie znajdowali się chętni, którzy chcieliby ją wziąć - bura, o niemodnym umaszczeniu, żółtooka, nie zapowiadała się na miss wystaw.

Nie wybierano więc Uti do hodowli ani na pokazy. Aż na krakowskiej wystawie szczeniak łypnął jastrzębim oczkiem na panią szukającą burej, tylko burej suki, by w domu nie było zbyt pusto po wyjeździe córki na studia. I gdy spotkały się wzrokiem - Uti została Burą. A Marta Gutowska, nowa właścicielka już nie Uti, lecz Burej, lekarz weterynarii i wieloletni trener psów ratowniczych, nie pozwoliła szczeniakowi wyrastać na kanapowca.

JAK BURA ZOSTAŁA BURAKIEM
Chociaż modna budowa owczarka utrudnia swobodny ruch w terenie innym niż wystrzyżony trawnik czy równy asfalt, Bura zbierała dzielnie na leśno-łąkowych wyprawach rozlatujące się łapy, atakowała półmetrowe piaszczyste wzniesienia, leciała w dół na łeb, na szyję i próbowała jeszcze raz i jeszcze raz.

Zawzięta, uparta suczka chętnie pokazywała, że nie ma ochoty być tylko pluszakiem do zagłaskiwania, aż kiedyś córka Marty krzyknęła do szalejącego szczeniaka: „Ty nie jesteś Bura, tylko wstrętne Buraczysko!”. I tak Bura zamieniła się w Buraka. I jako Burak zapisała najpiękniejsze karty w historii polskiego ratownictwa, pracując w Stowarzyszeniu Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami Storat od chwili jego zawiązania w Rzeszowie w 2000 roku. Była pierwszą suką w Polsce pracującą z bringselem - po znalezieniu ofiary chwytała zawieszony pod obrożą pasek (bringsel), wracała z nim po przewodnika i doprowadzała do zaginionego.

Pierwsza zdała egzaminy na psa lawinowego, tropiącego, poszukiwawczego i gruzowego według regulaminu międzynarodowej organizacji ratowniczej IRO (International Rescue Dog Organization). Od 2000 roku uczestniczyła w 43 poszukiwaniach - nie licząc kończących się w chwili przyjazdu, po informacji, że zaginiony sam wrócił ze spaceru. 43 razy, łącznie przez 517 godzin, Burak na hasło „Szukaj, człowiek” sprawdzała wyznaczony teren.

SKUTECZNIEJSZA OD LUDZI
Skuteczności pracy psa ratowniczego nie mierzy się liczbą odnalezionych ludzi. Pies przeszukuje przecież także teren, na którym nikogo nie ma. Nie zdarzyło się jednak nigdy, by w terenie sprawdzanym przez Buraka i oznaczonym jako pusty pozostał nieodnaleziony człowiek. Bura suka znalazła natomiast zaginioną kobietę w miejscu starannie przeszukanym przed nią przez dziesiątki ludzi...

Praca psa ratowniczego kończy się często dramatycznie. 20 marca 2001 roku pojawił się w radiu komunikat o tym, że w Załużu na Rzeszowszczyźnie dzień wcześniej zaginęło trzyletnie dziecko. Była to trzecia akcja zespołów ratowniczych Storatu i Buraka. Z ciężkim sercem wyruszono nocą do lasu - marznąca mżawka nie dawała trzylatkowi dużych szans na ocalenie, ale... Może dziecko znalazło szałas, może spotkało kogoś, kto zabrał je domu, a nie zdążył powiadomić rodziców?

Po kilku godzinach przeszukiwania Burak zatrzymała się przy dużej żółtawej lalce leżącej w rowie, dotknęła jej nosem i oczekiwała pochwalnego okrzyku radości. Ale tym razem Marta nie mogła pochwalić psa radośnie. Bo to nie była lalka, w kałuży leżało martwe, zamarznięte dziecko. Padały pytania: dlaczego poprzedniego dnia ludzie nie znaleźli dziecka, dlaczego nie wezwano wcześniej ekipy z psami - niestety, mało kto wiedział o takiej możliwości. Pozostał ogromny żal i świadomość, że tylko pies mógł zdążyć z ratunkiem, bo jeden użyty w poszukiwaniach pies jest skuteczniejszy od wielu ludzi. I akcji z psami było coraz więcej.

PIES NIE WIERZY OCZOM
Człowiek wierzy temu, co zobaczy - dla psa najważniejsze są informacje, które uzyska za pomocą nosa. W czerwcu 2002 roku wezwano Storat do Gorzyc - chora kobieta zniknęła bez śladu. Rodzina i sąsiedzi przeszukali dom i zabudowania gospodarcze. Ale Marta skierowała Buraka do dokładnie sprawdzonej przez ludzi i równie dokładnie zamkniętej stodoły. Po sześciu minutach intensywnego węszenia Burak szczekaniem i uniesionym nosem wskazała niedostępny dla niej stryszek - tam ktoś jest! Gdy przystawiono drabinę, okazało się, że na belkowaniu stryszku, niewidoczna dla patrzących z drabiny czy z dołu, leżała nieprzytomna kobieta. Gdyby odzyskała świadomość, nie mogłaby sama zejść, ponieważ drabina została odsunięta przez ludzi prowadzących wcześniej poszukiwania... Najkrótsza praca Buraka zakończyła się uratowaniem życia człowiekowi. Także w 2002 roku, dwa miesiące później, po kilkugodzinnej nocnej akcji Burak doprowadziła nad ranem do niemal pionowego urwiska nad Sanem. Do miejsca, z którego 90-letnia kobieta spadła w naniesione przez wodę podczas powodzi krzaki i gałęzie. Troje ratowników z trudem wyciągnęło staruszkę z pułapki - jakimś cudem przeżyła zimną, deszczową noc. Mijały miesiące i lata pracy. Były strasznie trudne, przerywane tylko na chwile odpoczynku 27-godzinne poszukiwania 8-letniej Oli w Biadaszkach.

I głośna akcja w Żorach, gdzie drugi zespół Storatu, także z owczarkiem niemieckim, pracując równocześnie z Burakiem, ale w innym terenie, uratował dziecko, którego przez trzy dni bezskutecznie szukały setki ludzi...

NA WŁASNĄ ŁAPĘ
Pies ratowniczy nie ma urlopów - aby zachował kondycję, konieczne są ustawiczne treningi. Były zatem codzienne ćwiczenia - i łapa obdarta ze skóry, gdy suka o własnych siłach wydostała się z zastawionych przez kłusownika wnyków. Pokazy i nieustanne przerabianie zachowań w nowych sytuacjach, by komunikacja między psem a człowiekiem ratownikiem była pewna i niezawodna.

Jak sprawdzić, czy tropiący pies ratowniczy wie, o co chodzi? Pies sportowy musi starannie wypracować ścieżkę śladu i nie schodzić z niej na krok. Pies ratowniczy wie, że celem nie jest samo tropienie, lecz znalezienie źródła zapachu, czyli zaginionego. Pozorujący ofiarę człowiek idzie więc łąką czy lasem, skręca pod wiatr, wraca trasą równoległą do pierwszej i ukrywa się tak, by pies nie mógł go zobaczyć. Tropiący pies ratowniczy w chwili złapania dobiegającego z boku silniejszego zapachu człowieka, identycznego z zapachem śladu, musi opuścić ślad, skręcić i doprowadzić do „ofiary”. Bez komendy, na własną łapę - bo podczas prawdziwej akcji to pies wybiera sposób pracy.

CZY TO JUŻ PORA...?
Pewny był nos Buraka, jej niezawodna pasja pracy, samodzielność i wytrwałość, zdolność komunikacji z trenerką. Ale łapy i kręgosłup modnie hodowanego owczarka niemieckiego słabną około siódmego roku życia. Po trwających parę miesięcy odpoczynku i rehabilitacji Burak przez kolejne dwa lata odpowiadała na hasło „Szukaj, człowiek”! Latem 2005 roku decyzja o tym, że Burak przechodzi na emeryturę, była nieodwołalna. I chociaż suka jeździła na krótkie treningi, to przecież nie dała się oszukać - pies ratowniczy wie, kiedy przewodnik wyrusza na prawdziwą akcję. Pozostawała wtedy w domu, smutna, przygaszona, w oczekiwaniu, że i do niej przyjdzie wezwanie. Przecież ona nadal chce, umie, pamięta...

Jesienią 2005 roku raptownie zmieniała się pogoda. Po dusznym 6 listopada w nocy lżej było oddychać, ale serce Buraka nagle zabiło niespokojnie. Podniosła się z legowiska przy łóżku pani, trąciła swoją śpiącą partnerkę nosem: „Ja coś czuję, czy to już pora?”. Zanim Marta zbiegła do gabinetu po słuchawki i środki nasercowe, Burak sama odpowiedziała na wezwanie. Na ostatnią, czterdziestą czwartą akcję wyruszyła sama, jak zawsze szybko, nie oglądając się, bez wahania, jak gdyby chciała dogonić i wyprzedzić w biegu dźwięk najważniejszych dla niej słów: „Burak, szukaj, człowiek”...

Zofia Mrzewińska

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0