Psy.pl

reklama

Obaszar logowania się do serwisu
Obaszar wyszukiwania
szukanie zaawansowane
Zapisz się do naszego newslettera

Forum

Samarytanka w psiej skórze

Marek Osiecimski

24-07-2006

Mój Pies: 8/2006 (179)

strona: 20

Suczka Belle ocaliła swojego pana... dzwoniąc na pogotowie. Dostała za to nagrodę od organizacji przyznającej wyróżnienia za użycie telefonu komórkowego do ratowania życia

To miał być dzień jak każdy inny. 34-letni Kevin Weaver obudził się około 9.30. Pospałby sobie pewnie jeszcze trochę, ale jego 2,5-letnia suczka Belle była dziwnie niespokojna. Szturchała go nosem, piszczała, drapała...

- Pomyślałem, że musi wyjść na dwór. Choć zazwyczaj, gdy chciała się załatwić, wychodziła do ogródka przez otwarte drzwi kuchenne - opowiada Kevin. Tym razem jednak Belle wyraźnie próbowała coś dać swojemu panu do zrozumienia. - Kazałem jej wyjść, ale ona nie chciała odejść ode mnie na krok, a do tego zaczęła szczekać, patrząc mi prosto w oczy. Kevin się zdenerwował. Dziś już wie, dlaczego nie potrafił trzeźwo ocenić sytuacji. Jeszcze raz zdecydowanie powiedział suczce, by wyszła.
Belle musiała wykonać polecenie. Poszła, ale ciągle się oglądała, jakby przeczuwała coś niedobrego. - Przymknąłem drzwi, aby nie mogła dostać się do środka. „Niech się wybiega” - pomyślałem. Podszedłem do zlewu, nalałem wody do czajnika i... runąłem jak kłoda na posadzkę. Kevin stracił przytomność około godziny 10 rano. W szpitalu znalazł się przed 12. Te dwie godziny stały się symbolem miłości, jaką pies może darzyć swojego pana.

Czytanie z oddechu
Kevin od kilku lat cierpi na cukrzycę. Dwa lata temu jego stan pogorszył się na tyle, że musiał zrezygnować z pracy stewarda w jednej z amerykańskich linii lotniczych. Teraz jest recepcjonistą w Disneylandzie. - Stała pasażerka moich linii lotniczych, która wiedziała, że choruję, powiedziała mi, że powinienem przeszkolić swojego psa. Słyszała o treningu, podczas którego uczy się zwierzaka wyczuwania poziomu cukru we krwi swojego pana - wspomina Kevin. - Uśmiałem się serdecznie, bo nie sądziłem, że moja kochana, ale trochę ciapowata Belle mogłaby mi służyć jako wskaźnik medyczny.

Kevin kupił Belle jako szczenię w sklepie ze zwierzętami. - Zobaczyłem małego psiaka z nieproporcjonalnie dużymi oczami i nosem. Od razu poczułem, że muszę go mieć. W dodatku usłyszałem, że już dwa razy ktoś ją kupował, a potem oddawał. Ludzie skarżyli się na jej nieporadność. A ja czułem, że mimo komicznego wyglądu ten pies coś w sobie ma.

Choć wciąż nie do końca wierzył, że Belle da radę nauczyć się czegoś tak skomplikowanego, znalazł w internecie instytucję, która mogłaby ją przeszkolić. Intensywny trening pod okiem fachowców z organizacji Dogs4Diabetics (Psy dla Cukrzyków, patrz ramka) sprawił, że po dziewięciu miesiącach suczka potrafiła rozpoznawać poziom cukru we krwi Kevina, wąchając jego oddech. Gdy poziom glukozy gwałtownie spadał, miała szczekać, skakać, drapać; słowem - nie dawać mu spokoju, dopóki nie zrobi sobie zastrzyku z insuliny. - To naprawdę działało. Kiedy Belle zaczynała ujadać, robiłem test i zawsze się okazywało, że jak najszybciej powinienem wziąć zastrzyk - opowiada Kevin.

Tamtego ranka Kevin najwyraźniej jednak zapomniał, jak doskonale wyszkolona jest jego suczka. Zaspany i osłabiony nie skojarzył niespokojnego zachowania Belle ze stanem swojego zdrowia. Kiedy kazał jej wyjść, musiała przeżywać ogromny stres - wyczuwała przecież niebezpieczeństwo.

Szczekanie w słuchawce
Co się działo później, możemy sobie tylko wyobrażać. Jakimś cudem, przez lekko tylko uchylone, ciężkie, zasuwane drzwi kuchenne, Belle dostała się do środka. A potem zaczęła realizować drugą część szkolenia - przygotowaną przez specjalistów z Dogs4Diabetics na najgorszą ewentualność - posługiwanie się... tele­fonem komórkowym. Utrata przytomności jest bowiem dla cukrzyka pierwszym krokiem na krótkiej drodze do zapadnięcia w śpiączkę, która często kończy się śmiercią. Liczy się wówczas każda minuta. Belle znalazła w kieszeni Kevina jego komórkę i zębami próbowała wdusić przycisk, pod którym zaprogramowany był amerykański numer alarmowy 911. W końcu jej się udało!

Kiedy operatorzy w centrum koordynacyjnym usłyszeli w słuchawce szczekanie, mieli mieszane uczucia. Prawo amerykańskie nakazuje jednak wysłać ekipę ratowniczą, nawet jeśli ze słuchawki nie dobiega głos. Specjalny system zidentyfikował miejsce, z którego dzwoniono. Karetka przyjechała po kilkunastu minutach. Lekarze nie mieli wątpliwości, że gdyby Kevin otrzymał dawkę insuliny chwilę później, prawdopodobnie nie zdołaliby go uratować. Ratownicy pod wrażeniem wyczynu niepozornej suczki pozwolili jej wskoczyć do karetki i towarzyszyć panu w drodze do szpitala. Kevin obudził się kilka godzin później. Słaby i oszołomiony zobaczył u swego boku Belle. Zrozumiał, że uratowała mu życie.

Inwestycja życia
20 czerwca Belle poleciała ze swoim panem do Waszyngtonu, aby odebrać nagrodę VITA Wireless Samaritan Award. Jest pierwszym zwierzęciem, które otrzymało to wyróżnienie, przyznawane przez CTIA Wireless Foundation osobom korzystającym ze swojego telefonu, aby uratować komuś życie lub udaremnić przestępstwo. Kandydaturę Belle zgłosił jeden z największych operatorów telefonii komórkowej w Stanach Zjednoczonych - Cingular Wireless, którego abonentem jest Kevin Weaver. - Nie da się przecenić roli, jaką komórki odgrywają w niesieniu pomocy w niebezpiecznych sytuacjach. A to, co zrobiła Belle, jest tego najlepszym przykładem. I nie ma znaczenia, że to pies - powiedział dyrektor fundacji CTIA David Diggs, uzasadniając tę niecodzienną nominację.

Szkolenie Belle nie było tanie - dziewięciomiesięczny kurs kosztował ok. 9 tys. dolarów. - Pieniądze w ogóle się tu nie liczą - ucina Kevin próbę jakichkolwiek kalkulacji. - Kiedy się obudziłem w szpitalu, wiedziałem, że mam najwspanialszego na świecie przyjaciela, a tego nie da się kupić za żadne pieniądze. Belle ofiarowała mi największy dar: życie! Kocham ją i podobnie jak ona dla mnie, ja też jestem gotów zrobić dla niej wszystko.

 

Psy dla cukrzyków
Organizacja Dogs4Diabetics (www.dogs4diabetics.com) istnieje od 1998 r., ma siedzibę w San Francisco. Na początku szkoliła tylko własne psy. W 2005 r. zaczęła się też zajmować czworonogami mającymi już właścicieli. Prawdziwe sukcesy zaczęły się od The Armstrong Project. Jego twórca Mark Ruefenacht, trener psów przewodników z Pensylwanii, postanowił tak wyszkolić psy, aby potrafiły wykryć u ludzi cukrzycę insulinozależną i w odpowiedni sposób zareagować. Wpadł na ten pomysł, gdy jego własny pies uratował mu życie, kiedy prawie zapadł w śpiączkę cukrzycową.
Labrador Armstrong trafił do D4D w październiku 2003 r. Potrafił wyczuć zmiany w wydychanym powietrzu, charakterystyczne dla cukrzyka, któremu spadł poziom glukozy we krwi. Odtąd D4D z powodzeniem uczy też psy, jak znaleźć i nacisnąć zębami odpowiedni przycisk na telefonie komórkowym, w razie gdyby ich właściciel stracił przytomność. (MO)

Marek Osiecimski

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0