Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

800 uratowanych goldenów

Marek Osiecimski

25-08-2006

Mój Pies: 9/2006 (180)

strona: 22

Carole Cappellino wydawało się, że nikt nie chciałby się pozbyć goldena - okazało się, że nawet 8 godzin dziennie to mało na ratowanie psów tej rasy

Nie wiem, od czego zacząć... - nagrodzona za uratowanie ponad 800 goldenów Carole Cappellino uśmiecha się bezradnie, gdy proszę, by opowiedziała o którymś ze swych podopiecznych. Zerka na leżącą właśnie u jej stóp suczkę i zaczyna mówić. - Trafiła do nas z kliniki weterynaryjnej z pustynnych terenów Arizony. Wszczepiony czip wskazywał na jakąś firmę transportową z... Meksyku. Była wycieńczona. Miała typowe objawy niedożywienia: wypłowiałą, przypominającą włosy punk-rockowca sierść, a także zainfekowane, krwawiące dziąsła i brudne zęby. Udało nam się ją wyleczyć i wkrótce znajdziemy jej dobry dom - opowiada. Wspomina też goldena wyciągniętego za pomocą helikoptera z kanionu, do którego wpadł podczas górskiej wyprawy z właścicielami. Miał połamaną miednicę i łapy, właściciele spisali go na straty - ale został wyleczony i znalazł dom.

Carole Cappellino, mieszkanka Coto de Caza w Kalifornii, otrzymała nagrodę - National Starfish Award - przyznawaną przez Golden Retriever Club of America. W ramach swojej działalności jako koordynator Golden Retriever Club of Greater Los Angeles Rescue od sześciu lat wyszukuje w schroniskach psy tej rasy, leczy je i umieszcza w nowych domach. Klub, którego jest dyrektorką, stał się jedną z najbardziej skutecznych instytucji ratujących goldeny przed śmiercią. Są wśród nich nie tylko rodowodowe zwierzęta, ale również mieszańce z collie, labradorami, owczarkami, a nawet cocker spanielami.

Na pełen ETAT
Carole wraz z mężem prowadzi sklep z winami na południowym wybrzeżu Kalifornii. Poza tym zajmuje się domem, a mimo to swojej ulubionej psiej rasie poświęca 8-10 godzin dziennie. - Jak to możliwe? - pytam. - No cóż, wstaję o trzeciej w nocy - mówi Carole. - Odpowiadam na e-maile, załatwiam sprawy papierkowe. Akcje ratunkowe przeprowadzam rano. Około południa jadę do winiarni i przez kilka godzin pomagam mężowi. Gdy wracam do domu, znów telefonuję w sprawach psów i planuję następny dzień. Właśnie pracuję nad zebraną ostatnio w powiecie Orange grupą psów, które potrzebują domu - jest ich 15.

Carole pokochała goldeny, kiedy jej młodszy syn wyjechał na studia. Zostawił jej pod opieką suczkę, którą zaczęła szkolić na psa terapeutę. Odwiedzała z nią później ośrodki rehabilitacyjne i szpitale, w których wspólnie pomagały pacjentom powracać do zdrowia. Pies był również szkolony w zakresie posłuszeństwa, a jego umiejętności Carole prezentowała na wielu pokazach. Po kilku latach kupiła kolejnego goldena. Wiedzą na temat rasy chciała się podzielić z innymi. Zapisała się więc do lokalnego klubu zrzeszającego jej miłośników. Szybko została jedną z jego dyrektorek. Środowisko goldeniarzy postanowiło się zająć znajdowaniem nowych domów dla psów, których właściciele chcieli się z różnych powodów pozbyć. Działalność tę nazwano ratownictwem, a klub przyjął nazwę Golden Retriever Club of Greater Los Angeles Rescue. - Część zespołu ratowników postanowiła rozszerzyć działalność również o schroniska - mówi Carole. Zapał wolontariuszy tak jej się udzielił, że choć miała się tylko rozeznać w ich prawnym przygotowaniu do działania, postanowiła sama wziąć udział w akcjach ratowniczych na terenie kalifornijskiego hrabstwa Orange.

Polityka „trzech dni”
Był rok 2000. - Myślałam, że w schroniskach będzie zaledwie parę takich psów, bo kto chciałby się pozbywać goldenów?! - wspomina Carole. Tymczasem okazało się, że jest ich tam wiele. - Sporo osób je kupuje, bo słyszeli, że to psy rodzinne i przyjazne dzieciom, ale nie sprawdzają, jaką osobowość ma konkretny zwierzak. Nie zdają sobie też sprawy, że goldeny są żywiołowe i wymagają szkolenia. Poza tym ich piękna sierść musi być regularnie szczotkowana i trzeba na to znaleźć trochę czasu. Po pięciu miesiącach niewyhasany szczeniak nie traci co prawda swego uroku, ale zaczyna jeść nasz dom, i to dosłownie. A to już się jego właścicielom nie podoba i niektórzy postanawiają się go pozbyć - tłumaczy Carole.

Brakuje im jednak wyobraźni, by uświadomić sobie, że oddając psa do schroniska, praktycznie skazują go na śmierć. - Większość schronisk w Stanach Zjednoczonych stosuje politykę „trzech dni”. Oznacza to, że jeśli to przepiękne stworzenie w ciągu trzech (czasem pięciu - w zależności od prawa obowiązującego w danym powiecie) dni nie znajdzie nowego domu, może zostać uśpione! - mówi poruszona Carole.

W Stanach Zjednoczonych nie ma problemu bezpańskich psów wałęsających się po ulicy. Ludzie z reguły natychmiast informują o nich schroniska. - Jeśli dzwonią do naszego klubu osoby, które znalazły goldena - opowiada Carole - prosimy, żeby odwiozły zwierzaka do wskazanego przez nas schroniska, z którego go później odbieramy.

Klub Carole dostaje tylko drobne dotacje od Golden Retriver Club of America, np. gdy odratowany pies wymaga poważnej operacji. Większość środków muszą jednak zdobywać sami - pochodzą one od indywidualnych darczyńców. Co roku w marcu organizują duże spotkanie obejmujące całą metropolię Los Angeles, a co dwa miesiące - mniejsze w powiecie Orange, podczas których zbierają środki na ratowanie czworonogów. - Walczymy o każdego centa. Nie stoi za nami żadna bogata osoba ani korporacja, która regularnie wspierałaby nas finansowo - mówi Carole.

W powiecie Orange klub ma do dyspozycji 40 wolontariuszy. W metropolii Los Angeles jest ich 125. Zadania są podzielone: część osób jeździ z psami ze schronisk do weterynarzy, część wychodzi z nimi na spacer, część sprawdza domy, do których mają trafić.

Ratujemy wszystkie
Psy odebrane ze schroniska zwykle przewozi się do weterynarza. Przechodzą tam dokładne oględziny. Sprawdza się uszy, serce, płuca, oczy... Poddaje się je zabiegom pielęgnacyjnym, dzięki którym zaczynają przypominać goldeny. Następnie trafiają do domów opieki zastępczej. Tam mogą je zobaczyć osoby zainteresowane adopcją. To bardzo ważne, żeby działo się to w warunkach domowych.

Zdarza się, że pies jest w takim stanie, iż nie wystarczą standardowe zabiegi. - Wtedy nie umieszczam jego zdjęcia na naszej stronie internetowej www.grcglarescue.org. Trafi na nią dopiero wtedy, gdy uznam, że wszystko jest w porządku. Oprócz wyleczenia ciała muszę się też zająć jego charakterem i nauką posłuszeństwa - mówi Carole. Trwa to czasem wiele tygodni. Z klubem współpracują behawioryści. - Pomagają nam naprawiać psychikę psów, które były bite lub wpadły pod samochód - tłumaczy Carole.

Adopcja goldena
Żeby zaadoptować uratowanego goldena, trzeba najpierw wypełnić formularz zgłoszeniowy. Następnie do domu zainteresowanej osoby wysyłany jest wolontariusz, który ma ocenić warunki, w jakich pies miałby mieszkać, i zweryfikować informacje zawarte w formularzu. - Szczególną uwagę zwracamy na wielkość ogrodu. Musimy wiedzieć, czy nadaje się dla młodszego, czy raczej dla starszego psa - wyjaśnia Carole. Istotna jest nawet wielkość trawnika. - Jeśli do danego domu miałaby trafić suczka, która się nie załatwi, jeśli nie będzie miała możliwości wyjścia na trawę, a zamiast trawnika jest tam beton, to musimy szukać czegoś innego - dodaje. - Sprawdzamy, czy psy będą mogły spędzać odpowiednio dużo czasu w domu. Nie chodzi o to, żeby miały do niego wstęp przez całą dobę, ale niektóre z nich po prostu wolą przebywać w pomieszczeniu.

Kiedy np. w formularzu jest prośba o młodego psa, a wypełniły go osoby, którym właśnie zdechł starszy zwierzak, wolontariusze upewniają się, czy taka rodzina zdaje sobie sprawę z różnic w opiece wynikających z młodego wieku i czy warunki są odpowiednie dla bardziej żywiołowego zwierzaka.

Wszystkie te działania służą temu, by nie dochodziło do pomyłek i by psy nie musiały ponownie przeżywać koszmaru odrzucenia. - Trudno jednak zupełnie wykluczyć takie sytuacje, dlatego w umowie zawarta jest klauzula umożliwiającą oddanie psa bezpośrednio nam, a nie z powrotem do schroniska - wyjaśnia Carole. Osobie adoptującej gwarantuje się, że pies, który do niej trafi, ma wszystkie badania i dokumenty potwierdzające leczenie oraz wszczepiony czip z danymi organizacji. W każdej chwili może ona też liczyć na porady szkoleniowe i weterynaryjne. Poza tym wolontariusze regularnie dzwonią do takiej rodziny i pytają o zwierzaka, a co jakiś czas odwiedzają go w nowym domu.

Nie istnieje z góry ustalona stawka za psa. - Z reguły prosimy jednak o datek, którego wysokość zależy od jego wieku. Za psa poniżej roku nie powinien być mniejszy niż 400 dolarów, za liczącego 1-3 lata wynosi zazwyczaj 300 dolarów. Później te sumy stopniowo się obniżają - mówi Carole. Rachunki za poniesione wcześniej przez klub koszty trafiają do nowego właściciela wraz z innymi dokumentami.

Dopóki starczy mi sił
Carole Cappellino chciałaby kontynuować swoją pracę jak najdłużej, a nagroda dodatkowo utwierdza ją w przekonaniu, że to, co robi, ma sens. - Będę ratowała goldeny, dopóki starczy mi sił. Chciałabym również wpłynąć na zwiększenie świadomości ludzi, którzy traktują je jak zabawkę. Gdy stanie się nieznośnie ruchliwa i wymaga zbyt dużo uwagi, po prostu pozbywają się jej. Chciałabym, żeby zrozumieli, że jeśli poświęci się goldenowi trochę cierpliwości i zapału, potrafi się odwdzięczyć dozgonną miłością i przywiązaniem.

 

Kto ratuje goldny w Polsce?
Większość goldenów trafiających do polskich schronisk to zguby odbierane po kilku dniach przez właścicieli. Pozostałe mają problemy psychiczne lub zdrowotne, a właściciele pozbyli się ich świadomie. Takim goldenom pomagają w w Polsce: „Szansa - na pomoc goldenom” (www.goldenretriever.pl); lista dyskusyjna Goldeny (groups.yahoo.com/group/goldeny); Klub Miłośników Goldena, (www.klubgoldena.com); uczestnicy forum dyskusyjnego serwisu Dogomania (www.dogomania.pl/forum).
Pierwsza uratowana przez Klub Miłośników Goldena wraz z uczestnikami listy dyskusyjnej Goldeny rodowodowa suczka tej rasy to Szansa, którą w wieku siedmiu miesięcy jej pierwsi właściciele przywieźli do weterynarza, by ją uśpić z powodu agresji. Potem trafiła do warszawskiego schroniska Na Paluchu, skąd w grudniu 2002 roku zabrała ją Anna Radwańska, współzałożycielka serwisu www.goldenretriever.pl. Po latach rehabilitacji, m.in. za pomocą klikera, Szansa wiedzie normalne psie życie. Oprócz niej nowy dom znalazło jeszcze 14 psów tej rasy lub jej mieszańców.
Dzięki internetowi grupy ratujące goldeny mają zasięg ogólnopolski. Pieniądze potrzebne na operacje czy transport zbierane są wśród miłośników tej rasy, najczęściej właśnie za pośrednictwem sieci. Działacze akcji „Szansa - na pomoc goldenom” rozesłali do schronisk w całym kraju informacje o swojej działalności z prośbą, aby przekazywać im wiadomości o każdym goldenie, który się w nich znajdzie. Niestety, niewiele schronisk jest otwartych na taką współpracę. (MU)

Marek Osiecimski

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0