Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Szczęściarz ze śmietnika

Marek Pawlusiewicz

28-08-2006

Mój Pies: 9/2006 (180)

strona: 59

Polska rodzina uratowała psiego oseska znalezionego na hiszpańskim śmietniku. Szczeniaki porzucone w reklamówkach to - jak się okazuje - nie tylko polski sposób na pozbycie się niechcianego miotu

Późnym wieczorem na początku sierpnia, podczas spaceru po ulicach hiszpańskiego miasteczka Hernani, zatrzymaliśmy się obok dużego pojemnika na śmieci. Z jego wnętrza wydobywał się jakiś dziwny dźwięk. Zaczęliśmy nasłuchiwać. Na początku wydawało się nam, że to głos zamkniętego przez przypadek kota. Otworzyliśmy kontener, w środku nic się jednak nie poruszyło. Ale tajemniczy dźwięk dochodził teraz do nas jeszcze wyraźniej. Nie potrafiliśmy odejść obojętnie - postanowiliśmy doszukać się tego biednego stworzenia w stosie odpadków. Wyjęliśmy jeden worek ze śmieciami, potem drugi i kolejne... Na samym dnie pojemnika leżała niebieska reklamówka. Gdy zajrzeliśmy do środka, zobaczyliśmy maleńkie, bezradne, ślepe szczenię...

Zdani na siebie
Byliśmy w szoku. Moja kuzynka Dorota oprzytomniała pierwsza i wzięła malucha na ręce. Przytuliła pieska, aby go uspokoić i choć trochę ogrzać. Nie wiedzieliśmy jednak, co dalej robić. W pobliżu był posterunek policji, więc postanowiliśmy udać się tam po pomoc. Policjanci wpuścili nas, kazali zaczekać i zadzwonili do tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt. Czekaliśmy ponad pół godziny, ale w schronisku nikt nie odbierał telefonu. Zbliżała się północ, więc zdecydowaliśmy się zabrać maleństwo do domu. Nazwaliśmy pieska Suerte - co po hiszpańsku znaczy „szczęście”. Bo on naprawdę miał wielkie szczęście - pół godziny po znalezieniu go przez nas śmieciarze opróżniali kontenery. W domu nakarmiliśmy szczeniaka mlekiem, ale i tak przez całą noc nie dał nam zmrużyć oka. Wciąż piszczał - tęsknił za mamą i pewnie nadal był głodny, bo krowie mleko nie jest odpowiednim pokarmem dla psiego oseska.

Rano wybraliśmy się do lekarza weterynarii.Stwierdził, że maluch jest zdrowy i określił jego wiek na 2-3 dni. Powiedział, że musimy go karmić mlekiem dla szczeniąt. Nie był zbytnio zdziwiony, że znaleźliśmy żywe zwierzę w śmieciach - widocznie zdarzyło się to już nie raz...

Smoczek i termofor
Najgorsze były pierwsze noce. Taki malec budzi się co godzinę lub dwie i popłakuje. Nie zawsze wiadomo, co mu dolega. Nie mieliśmy pojęcia, jak mu pomóc. Dawaliśmy ciepłe mleko, głaskaliśmy i tuliliśmy, podkładaliśmy termofor z ciepłą wodą. Nie wiedzieliśmy, czy jest głodny, czy mu zimno, a może po prostu tęskni za mamą i rodzeństwem? Na wszelki wypadek kładliśmy obok niego pluszową maskotkę, żeby miał się do czego przytulić... Rozumieliśmy jednak, że nawet nasza najlepsza opieka nie zastąpi mu tego, co mu odebrano - psiej rodziny. Przez pierwsze dni byliśmy bardzo zmęczeni. Oprócz karmienia co dwie, trzy godziny trzeba było po każdym posiłku masować maleństwu brzuszek, aby pobudzić do pracy jelita - taki masaż zastępuje lizanie przez matkę. Do karmienia używamy specjalnej buteleczki z małym smoczkiem (po dwóch tygodniach, gdy piesek urośnie, wymienimy smoczek na większy, a po miesiącu będzie już mógł jeść z miski). Dobrze jest też po karmieniu wziąć malucha na ręce i utulić do snu - przypuszczamy, że to go uspokaja, ponieważ czuje ciepło i bicie serca.

Trzy „mamy” i dwóch „tatusiów”
Po tygodniu naszych intensywnych starań zauważyliśmy, że sierść psiaka nabrała połysku, a on sam trochę urósł. Ma duży apetyt, szczególnie - niestety - w nocy... Pilnujemy go na zmianę w pięć osób - z rodzicami, moją dziewczyną i kuzynką. Zaczął „raczkować”, coraz szybciej się porusza i wyżej podnosi głowę. Cały czas trzeba go mieć na oku.

Suerte jest u nas już ponad tydzień. Ostatniej nocy zbudził nas tylko dwa razy. Wizyta u weterynarza potwierdziła, że rozwija się prawidłowo. Poinformowano nas też, że w tym tygodniu powinien otworzyć już oczka. Czekamy na to ze wzruszeniem - niewiele osób ma okazję obserwować rozwój swojego podopiecznego od urodzenia. Musieliśmy zastąpić Suerte mamę i staramy się robić to jak najlepiej. Wierzymy, że wyrośnie na zdrowego i szczególnie przywiązanego do nas psa.

Marek Pawlusiewicz

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0