Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Póki sił w łapach

Rozmawiał Tomasz Jastrzębowski

19-01-2007

Mój Pies: 2/2007 (185)

strona: 44

Chociaż w tym roku prawdziwej zimy na razie nie widać, psy ratownicze cały czas ćwiczą szukanie ofiar lawin. Jak wyglądają takie ćwiczenia, opowiada Witold Cisowski z Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego

Podobno w Polsce nie ma psów lawinowych?
Ani jednego! Nie używamy po prostu tego określenia. Szkolimy psy ratownicze, wyspecjalizowane w poszukiwaniu osób zasypanych przez śnieg. Wbrew pozorom jest różnica. Szukanie ofiar lawin to tylko wąski wycinek umiejętności naszych psów. Potrafią one również znaleźć turystę, który zaginął lub któremu coś się stało w górach, brały udział w akcji ratunkowej po zawaleniu się hali targowej w Katowicach.

W GOPR psy powinny też uzyskać inne specjalizacje: poszukiwanie osób w terenie otwartym i zalesionym oraz umiejętność tropienia po śladach. Łącznie mamy 21 wyszkolonych psów (w siedmiu grupach regionalnych), sześć kolejnych jest w trakcie nauki.

W jakim wieku rozpoczyna się szkolenie?
Gdy psy mają ok. trzech miesięcy. Początkowo jednak uczy się raczej przewodnik. Więcej jest w tym czasie zabawy z czworonogami niż ich prawdziwego szkolenia. Ćwiczenia praktyczne zaczynamy, gdy psy ukończą dziewięć miesięcy.

Jakie metody się stosuje?
W szkoleniu zimowym dla początkujących psów przede wszystkim metodę pięciu kroków. W układzie zygzaka o coraz dłuższych bokach kopiemy różnej głębokości dziury, w których ukrywają się ludzie. Stopniowo zwiększamy stopień trudności: najpierw przewodnik wchodzi do pierwszej dziury, potem do drugiej - ale po przejściu przez pierwszą, żeby psu było łatwiej go znaleźć. Wreszcie pozorant chowa się w dziurze tak, by pies tego nie widział.

Następny etap szkolenia polega na pogłębieniu dziur - nawet do trzech metrów - a ostatni to praca na lawinisku. Wykorzystujemy stare lawiny lub odpowiednio przygotowane stoki symulujące lawiny. Stopniowo wprowadzamy utrudnienia - porzucone plecaki czy narty, ukrywamy w dziurze jedną osobę za drugą, tak by nie była od razu widoczna. Uruchamiamy skutery, wprowadzamy na lawinisko innych ludzi - staramy się wiernie oddać to, co się dzieje podczas prawdziwej akcji ratunkowej. Zmieniamy miejsca ćwiczeń, nawet kilka razy dziennie, aby psy nie mogły pracować na pamięć czy po śladach poprzednika.

A jeśli - tak jak w tym roku - nie ma śniegu?
To psy ćwiczą elementy poszukiwań letnich: przeszukiwanie rewiru, szukają osób schowanych np. w zapadliskach, wykrotach, pod stosem gałęzi.

Czym się różni szkolenie w zależności od wieku psa?
Młode psy szukają na mniejszym terenie. Nie chodzi przecież o to, aby biegały z wywieszonymi językami przez 40 minut, ale by mogły szybko znaleźć człowieka i miały siły na powtórzenia ćwiczeń. To powinna być dla nich fajna zabawa. Trenowanie starszych psów polega raczej na testowaniu ich wcześniej zdobytych umiejętności, sprawności fizycznej i odporności psychicznej. Ćwiczą na stokach o różnych kątach nachylenia, różnym podłożu i stopniu zalesienia. Ludzi ukrywamy nawet na drzewach w ambonach myśliwskich czy w jaskiniach.

Ile czasu zajmuje szkolenie?
Przewodnik powinien co najmniej trzy razy w tygodniu samodzielnie pracować z psem, by utrzymać go w formie. Dwa razy w roku organizowane są obowiązkowe szkolenia (zimowe i letnie), które trwają tydzień. Poza tym odbywają się ćwiczenia w grupach - dwa razy w miesiącu część psów się z sobą spotyka. Dzięki temu możemy ocenić pracę przewodników i w razie potrzeby coś skorygować.

Te spotkania są też ważne ze względu na testowaną przez nas od kilku lat metodę poszukiwania z wszystkimi dostępnymi psami jednocześnie. Dobrze się ona sprawdza - czworonogi rozbiegają się po lawinisku i znajdują poszczególne osoby, nie rywalizując z sobą. Kiedyś podczas treningu specjalnie ukryliśmy o jednego pozoranta mniej, niż było psów. Kolejne psy zostawały przy swoich znaleziskach, a ostatnie dwa poszły razem do ostatniego i współpracowały z sobą.

Pies może pracować nie ze swoim przewodnikiem?
Na ćwiczeniach - tak. Psy znają wszystkich przewodników, bo podczas szkoleń są często wyprowadzane grupami przez jednego z nich. Podczas prawdziwej akcji nie gwarantowałbym jednak skuteczności takiego rozwiązania - psy pracują ze swoimi właścicielami, bo to z nimi tworzą zespół.

Kiedy pies może uzyskać uprawnienia do poszukiwania zasypanych ludzi?
Pierwsze testy przechodzą już roczne psy - ale to są dopiero kwalifikacje. Pół roku później podczas centralnego szkolenia mogą podchodzić do sprawdzianu i uzyskać podstawową klasę (np. na teren otwarty, na poszukiwania w śniegu). Odtąd pies w zakresie swoich uprawnień bierze udział w akcjach. Oczywiście podczas egzaminu oceniamy nie tylko psa, ale i przewodnika. Uprawnienia są ważne przez rok.

Jak często psy biorą udział w akcjach?
Mój 13-letni Czak, który w tym roku przeszedł na emeryturę, zaliczył 51 akcji poszukiwawczych i ratunkowych. Według naszych wytycznych powinien pracować tylko do dziewiątego roku życia, ale ponieważ w pewnym momencie zostałem z nim sam w Beskidach, musiałem mu przesunąć termin przejścia na emeryturę. Praktycznie nasze psy pracują, dopóki mają siły.

Ile czasu mają psy na znalezienie kogoś żywego pod śniegiem?
Nie sposób precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. Jeżeli ktoś np. zemdleje, zanim zdąży się zestresować i szybko się wychładza, to popada w stan hibernacji. Zmniejsza się wtedy zapotrzebowanie na tlen. Przy minimalnym dopływie powietrza (a śnieg przepuszcza go trochę) może przeżyć nawet parę godzin. Wylękniony człowiek w tych samych warunkach prawdopodobnie umrze szybko.

Szanse przeżycia zależą też od tego, jakiego rodzaju lawina zeszła. Decyduje jej struktura, temperatura, to, czy śnieg jest mokry, czy suchy,
i wiele innych czynników. My szukamy do skutku. Akcję przerywamy tylko w sytuacji zagrożenia życia ratowników.

W jaki sposób psy docierają na miejsce tragedii?
Wszystkimi możliwymi środkami lokomocji - od samochodów i skuterów po śmigłowce, a czasami na piechotę. Na teren poszukiwań idą w kolejności: ratownicy, przewodnicy, a dopiero na końcu psy. Chodzi o to by, zwierzak szedł po ubitym śniegu - oszczędzamy w ten sposób jego siły.

Ile czasu pies pracuje?
Teoretycznie po 20-40 minutach powinien zostać zluzowany. Praktycznie często pracuje, dopóki jest w stanie poruszać zmarzniętymi łapami - zwłaszcza gdy jest sam na lawinisku, a inne czworonogi są dopiero w drodze...

Jeśli mamy od razu kilka psów, to zwykle najpierw na szybkie przeszukanie lawiniska puszczamy tzw. ściganty - psy bardzo szybkie, ale mniej dokładne. Następnie idą psy wolniejsze, ale sprawdzające każde podejrzane miejsce, każdy zapach.

Jaka jest skuteczność?
Uważam, że 100 proc. Pies nie tylko odnajduje zaginionego, ale wyklucza też, że w danym terenie ktoś jest, dzięki temu kierujący akcją może przesunąć ratowników w inne miejsce. Kiedyś dwie osoby znalazły się pod lawiną - jedna na głębokości ok. 8, a druga - 10 metrów. Miały urządzenia detekcyjne działające na zasadzie rozchodzenia się fal. Pole namierzenia sygnału wynosiło 15 x 15 metrów, do tego 10 metrów głębokości. Pies zawęził pole poszukiwań do prostokąta
3 x 2 metry nad zasypanym.

Do jakiej głębokości psy są w stanie wyczuć zasypanego człowieka?
Na treningach bez problemu znajdują ludzi zakopanych na głębokości 5-6 metrów.

Pies potrafi na lawinisku w porę dostrzec grożące mu niebezpieczeństwo?
Raczej nie. Do tego stopnia zapamiętuje się w pracy, że traci instynkt samozachowawczy. Dlatego to przewodnik musi o niego dbać.

To jedyna jego rola?
Skąd! Przewodnik ma podczas poszukiwań bardzo trudne zadanie: musi ustalić kształt lawiniska, wybrać kierunek i kolejność poszukiwań, przewidzieć miejsca bezpieczne, kierunki ewentualnej ucieczki. Ponadto musi oznaczyć miejsca obwąchane przez psa, gdzie „coś jest na pewno”, „być może coś jest”, „trzeba sprawdzić - rozkopać”. Lawina jest strukturą niejednorodną, zapach przenosi się na różne sposoby. Czasem z jednej strony pies nic nie wyczuwa, a tuż obok już tak. Zdarzyło się nam kiedyś, że pies wyczuł zapach kilkanaście metrów od miejsca, gdzie znajdowała się zasypana osoba. Okazało się, że poszkodowany leżał tuż nad strumykiem i jego zapach przenosił się po wodzie. Doświadczenie przewodnika może więc zadecydować o czyimś życiu.

Witold Cisowski jest Przewodniczącym Podkomisji Psów Ratowniczych Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego


Ciekawskie średniaki z GOPR

Pies ratowniczy musi być chętny do zabawy (to ułatwia szkolenie), mocno związany psychicznie z przewodnikiem, zrównoważony i łagodny. W GOPR pracują głównie owczarki niemieckie. Ostatnio coraz więcej jest jednak labradorów - m.in. ze względu na ich dobry węch. Rodzice tych psów też pracowali - w policji, straży granicznej, GOPR albo w innych jednostkach ratowniczych.

Większość psów mieszka ze swoimi przewodnikami, którymi muszą być ratownicy GOPR lub kandydaci na nich - czyli osoby po wstępnych egzaminach. Ratownicy sami kupują czworonogi i je utrzymują. Dopiero gdy pies jest już wyszkolony, niektóre grupy GOPR pomagają im, np. finansując zakup karmy. GOPR pokrywa też koszty szkolenia, transportu oraz ubezpieczenia OC i NW psów.

Szczeniaki przechodzą najpierw wstępny test (reakcja na rzucone klucze, na wejście kogoś do pokoju itp.). Wybiera się te, które nie są ani przesadnie odważne, ani zbyt tchórzliwe - tzw. ciekawskie średniaki. Gdy trochę podrosną, poddaje się je testowi PAWS, pozwalającemu ocenić takie cechy psa, jak jego poczucie własności, koncentrację, chęć do pracy, instynkt. Testuje się też ich zapał do aportowania zabawki w wysokiej trawie, gotowość do przedzierania się przez chaszcze i inne przeszkody w terenie. Później pozostają już „tylko” codzienny trening, ćwiczenia, szkolenia, sprawdziany, egzaminy i oczywiście udział w akcjach ratowniczo-poszukiwawczych.

Rozmawiał Tomasz Jastrzębowski

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0