Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Więźniowie lasu

Konrad Piskała

20-03-2007

Mój Pies: 4/2007 (187)

strona: 58

Niewiele osób pomaga psom uwiązywanym w lasach przez zwyrodniałych właścicieli. A one mają tak mało czasu, zanim dopadną je lisy lub jenoty...

Zadzwonił telefon. Za oknem było upalne lato. Zanim Zbigniew Wróblewski podniósł słuchawkę, już wiedział, o co chodzi. I rzeczywiście się nie mylił. Wystarczyły dwa słowa: „Przyjeżdżaj. Pies”.

Błyskawicznie - bo liczy się każda minuta - włożył buty odpowiednie do lasu, chwycił kluczyki do samochodu - i w drogę. Wie dokąd. Najczęściej znajdują je przy trasie Szczecin - Świnoujście. Można ruszać w ciemno.

„Tamtym” wydaje się, że trasa szybkiego ruchu zapewnia anonimowość. Wystarczy zwolnić, wypchnąć psa z samochodu - i gaz do dechy. Zwierzak gna za właścicielem do utraty tchu, potem zaczyna bezradnie błąkać się wśród mknących aut.

Większość ginie pod kołami, ale część przeżywa, i te próbują uratować wolontariusze. Jednak „tamci” się boją. Czasem ktoś zapisze numery rejestracyjne. Potem jest policja, prokuratura, sąd. Dlatego niektórzy wolą psa przywiązać do drzewa. Wydaje im się, że szanse na jego znalezienie maleją do zera. I tu się mylą.

Nielegalni wolontariusze
Zbigniew Wróblewski jest członkiem międzynarodowego zespołu prowadzącego badania dla dr. Adama Miklosiego z wydziału etologii Uniwersytetu Eotvos w Budapeszcie. Zajmuje się dziczeniem psów domowych.

- Moja praca to godziny spędzane w lesie. Od początku często natykałem się na psy porzucone albo to, co po nich pozostało: skórę i reszki sznurka - opowiada. Próbował zainteresować tym problemem straż miejską, leśną, policję, myśliwych - bez skutku. Kilku strażników leśnych i obrońców praw zwierząt zgodziło się jednak prywatnie uczestniczyć w takich patrolach. Teraz tropią psy porzucone w lesie tak często, jak tylko się da.

- Strażnicy leśni robią to nielegalnie, bo często w ramach swojej pracy - mówi Zbigniew Wróblewski. - Ale są efekty. Na terenie województwa zachodniopomorskiego udaje się nam uratować około trzech, czterech psów tygodniowo.

Najwięcej zwierząt zostawianych jest w czasie wakacji i koło Bożego Narodzenia. Wolontariusze jeżdżą wtedy po głównych drogach i autostradach. Znają już miejsca, w których psy są najczęściej porzucane. Czasem, gdy wchodzą do lasu, intuicja podpowiada im: o, tu może być pies - i często jest...

Kilka na tydzień
- Najczęściej wyrzucają psy mieszkańcy miast - tłumaczy Sandra Koćmiel z fundacji Pro Equo, która również zajmuje się poszukiwaniem czworonogów porzuconych w okolicach Szczecina. - Nie opłaca się im jechać 100-km, robią to więc tuż za miastem. Zatrzymują się przy leśnych parkingach lub duktach, idą około 300 metrów w głąb i tam przywiązują psa do drzewa.

- Zwykle ukrywają go w największych chaszczach - dodaje Zbigniew Wróblewski.

Często nie słychać żadnych odgłosów. Te psy nie szczekają, szarpią się ze sznurkiem w milczeniu. Wolontariusze szukają więc ruszających się krzaków, śladów na ziemi.
Pies przywiązany do drzewa wcale nie tak często umiera z głodu czy pragnienia. Czasem się dusi albo po kilkunastu godzinach walki zostaje zagryziony przez lisy i jenoty, a na południu kraju - także przez wilki.

Są jeszcze dwa zespoły szukające porzuconych w lasach czworonogów: w okolicach Rzeszowa i w Wielkopolsce. - Wymieniamy się informacjami o znalezionych psach - mówi Zbigniew Wróblewski. - Im też udaje się ocalić parę zwierząt tygodniowo, a przecież jest nas ledwie kilka osób...

Zatrzymaj się na spacer
Wróblewski zwraca uwagę, że pies, któremu uda się przegryźć sznurek, i tak ma niewielkie szanse, by przeżyć: ginie pod kołami samochodów albo... spotyka ludzi. Wolontariusze często znajdują psy zastrzelone przez myśliwych - nawet te uwiązane. Według Wojciecha Muży z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami psa przywiązanego do drzewa nie można zakwalifikować jako kłusującego w lesie, więc odstrzał jest nielegalny.

- Myśliwi uważają, że psy w lesie dziczeją. Tymczasem według naszych badań aż 90 procent nie dziczeje. Przeciwnie: pies zostawiony w lesie bardzo garnie się do ludzi - zapewnia Zbigniew Wróblewski.

Sandra Koćmiel wspomina, jak kiedyś jej psy wytropiły zwłoki szczeniaka. Leżał pod drzewem, tak jak go zostawił jego „właściciel”. - Chyba wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jak niewiele osób pomaga czworonogom porzucanym w lasach. Wszystkim się wydaje, że to trudne: wypatrzyć psa w ogromnym lesie - ale to nieprawda - mówi. Jej zdaniem wystarczy podczas podróży choć raz zatrzymać się na parkingu i w razie potrzeby wykręcić numer do straży leśnej. A spacer służy przecież zdrowiu...

Sandra Koćmiel zaznacza, że podchodząc do uwiązanego psa, należy zachować ostrożność - ale zaraz dodaje, że z reguły te udręczone zwierzaki są już tak zobojętniałe, że nawet nie próbują walczyć.

Bo jechaliśmy na wakacje
Tym razem, kiedy Zbigniew Wróblewski dotarł na miejsce, okazało się, że strażnicy miejscy znaleźli małego kundelka przywiązanego do drzewa. - Chłopaki ze straży zawsze mnie wzywają, gdy są trudne przypadki, bo znam zachowania psów - tłumaczy. Ta suczka nie wydawała się wprawdzie agresywna, ale była bardzo pogryziona przez lisy. Musiała całą noc walczyć o życie i nie było wiadomo, jak po tym wszystkim zareaguje. - Ledwo ją dotknąłem, zaczęła się łasić i merdać ogonem, mimo wszystko wierzyła człowiekowi - opowiada Wróblewski. Teraz Ada ma dobry dom, a rany już się zagoiły. Zdaniem Wróblewskiego psy z lasu są ufne i z reguły nie mają problemów z psychiką.

Zgadza się z tym Sandra Koćmiel, która ma dwa psy z lasu. Jeden z nich to Axa - krzyżówka charta z dalmatyńczykiem, która dwa razy była brana ze schroniska i dwa razy ktoś wyrzucał ją do lasu.

- Zawsze sprawdzamy, czy pies nie ma tatuażu albo czipa i szukamy właściciela - mówi Zbigniew Wróblewski. - Chcemy zrozumieć, dlaczego to robią, skoro można psa za darmo oddać do schroniska.

Wbrew pozorom, do takiego okrucieństwa są zdolni nie tylko ludzie z marginesu społecznego. Niedawno właścicielem psa przywiązanego do drzewa okazał się profesor Uniwersytetu Szczecińskiego. - Nie mógł się nadziwić, że go odnaleźliśmy - opowiada Wróblewski. - „Córka dostała psa na urodziny, a jechaliśmy na wakacje. Nie było co z nim zrobić” - tłumaczył. Zatem w drodze na lotnisko między Szczecinem a Goleniowem przywiązał szczeniaka do drzewa...

Niestety, bardzo rzadko udaje się udowodnić komuś winę. - Mamy zdjęcia, ale to nie wystarcza, bo sądy umarzają sprawy ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu - ubolewają wolontariusze.


Ona uniknęła oklrutnej śmiercin

Do warszawskiego schroniska Na Paluchu również trafiają psy z lasu. - Teraz jest u nas suczka Felisia, uratowana przez straż miejską. Niewiele wiemy o jej losie. Ma około pięciu lat. Gdy ją znaleziono, była odwodniona i wychudzona. To pies, który mieszkał w domu, bo nie boi się ludzi - tłumaczy dyrektorka schroniska Wanda Dejnarowicz.

Jednak historię z ubiegłego roku pamiętają chyba wszyscy pracownicy schroniska. - We wrześniu przyjechało do nas dziewięć maluszków - wspomina Wanda Dejnarowicz. - Młode małżeństwo wybrało się z wilczurem na grzyby. Ledwie wypuścili psa z samochodu, ten coś zwęszył. Zaczął kopać jak szalony i nagle spod piasku zaczęły wyłazić szczeniaki... Maluchy cudem przeżyły. Wszystkie znalazły domy.

Według przedstawicieli straży miejskiej psy w Warszawie przywiązuje się niekoniecznie w lasach - również nad Wisłą czy w ogródkach działkowych. Nawet do znaków drogowych - byle na uboczu...


MÓJ PIES RADZI: Jak pomóc psu przywiązanemu do drzewa
 

  • podaj mu wodę
  • przykryj czymś ciepłym
  • zadzwoń do schroniska lub po straż miejską
  • poczekaj przy psie na wezwaną pomoc

Konrad Piskała

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 1
  • 2014-03-21 00:30:43
    ~jestem zla!

    Smieci społeczne ,zera i scierwa-to wszyscy ci,ktorzy tak postepuja ze zwierzętami. Na cholere to lazi po swiecie....