Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Ewa Złotowska

wysłuchała Magdalena Ciszewska

16-04-2007

Mój Pies: 5/2007 (188)

strona: 64

Zaczęło się krótko po wojnie i jeszcze przed moim urodzeniem... Moja mama usłyszała, że w szczelinie w warszawskich gruzach coś piszczy. Okazało się, że to pekińczyk, który zamieszkał później w naszym domu i otrzymał imię Pejpus. Gdy przyszłam na świat, wychowywaliśmy się wspólnie i wyjadaliśmy sobie nawzajem z misek.

Od tej chwili zwierzęta towarzyszą mi przez całe życie - miałam patyczaki, chomiki i myszki, a podczas przedszkolnej wycieczki pozbierałam pięć wspaniałych ropuch. Niestety mama powiedziała mi, że mają one swoje rodziny, dzieci i że muszę je odnieść na miejsce. Zrobiłam to, ale byłam zrozpaczona.

Tak zostało mi na całe życie. Spośród zwierzaków, które znajdowały u mnie schronienie, szczególnie wzruszająca jest historia Oskara. Wracałam kiedyś samochodem do domu i zauważyłam przy sklepie mieszańca doga. Po paru godzinach jechałam tą samą drogą i znów go spotkałam, jak kuśtykał, ciężko dysząc. Wiedziałam, że to on, bo mam taką przypadłość, że ludzi nie pamiętam, a psy owszem. Było to blisko mojego domu, podjechałam więc, wzięłam kawałek kiełbasy i gdy dochodził do płotu, wyciągnęłam rękę, by mu ją podać. Taki widok chyba źle mu się kojarzył, bo się przestraszył. Po chwili jednak wszedł do domu, a gdy podałam mu w misce jedzenie, szybko je spałaszował, a następnie rzucił się do płotu, by pilnować domostwa. I tak już zostało - na trzy lata. Kochał mnie tak mocno, że aż miał łzy w oczach, gdy na mnie patrzył. Jego lojalność była bezgraniczna. Niestety po trzech latach pękł mu tętniak w płucach - zaprzyjaźniony lekarz weterynarii nic nie mógł poradzić. Moja przyjaciółka powiedziała wtedy: „Zwierzęta, które Pan Bóg chce zabrać, zawsze przedtem przyprowadza do ciebie, żeby przez jakiś czas mogły żyć szczęśliwie”.

Dziś w moim domu i ogrodzie mieszkają dwie suczki i pies oraz dwie kotki i cztery koty. Psy trafiły do mnie dlatego, że ich niezwykle rasowe matki związały się z niekoniecznie rasowymi psami. Właściciele, szukając potomstwu domu, trafiali do mnie. Baraszkują więc u mnie: Klara, która miała być owczarkiem, Gracja - niedoszła wyżlica po matce medalistce, która urodę odziedziczyła po nieznanym ojcu, no i Norman - chodząca dobroć i ciepło, uwielbiający taplać się w kałużach - co mu zostało po przodkach nowofundlandach.

Wszystkie koty mam ze schroniska albo... z drogi do niego - niektóre nawet wyjmowałam z koszyka osobom idącym tam je oddać. Jest więc Kacper ojcujący reszcie towarzystwa - gdy trafiły do nas małe kotki, lizał je, grzał i przytulał. Zarządza też ogrodem, doskonale wie, gdzie mieszkają zaskrońce, myszy, kret czy żaby. Latem rzadko bywa w domu - woli wygrzewać się na słońcu. Dalej są burasek Gucio i Filusia żyjąca w przyjaźni z psami, ale popadająca w konflikty z kotami. Lucek pilnuje porządku - jest spośród nas najmądrzejszy. Tak, nas - bo uważam, że i ludzi mądrością przewyższa. Najmłodsze są Ksenia i Cyryl. Ksenia traktuje mnie jak matkę, śpi na mnie, a gdy wracam do domu, opowiada, co się działo pod moją nieobecność. W kocim towarzystwie są oczywiście różne układy. Panowie stworzyli klub kawalerów (wszystkie zwierzaki są wykastrowane), uznali bowiem, że panie nie są im do niczego potrzebne. Ganiają więc Ksenię, aż pierze leci - ale wszystko kończy się dobrze.

Zajmuję się nie tylko moim zwierzyńcem. Zabiegam o utworzenie schroniska dla zwierząt w Górze Kalwarii. Od dwóch lat organizuję na Polach Mokotowskich w Warszawie przy pubie Lolek akcję „Pokochaj sierściucha”. Towarzyszą jej widowiska dla dzieci. Gwiazdy rozdają autografy. A wszystko po to, by zebrać środki dla bezdomnych zwierząt. W tym roku spotkamy się 27 maja.

Wiem, że w Polsce jest wiele biedy, ale najbiedniej mają zwierzęta. Zachęcam więc do zaglądania do schronisk i pomagania im. Do tego nie trzeba być bogatym. Zbędny koc czy miska znajdą się u każdego. Gdy kogoś stać na więcej, niech przekaże budę dla psa czy półkę dla kota. A może, gdy napotka wzrok spragnionego miłości zwierzaka, zabierze go do siebie albo weźmie na spacer?

wysłuchała Magdalena Ciszewska

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0.0
Zobacz także artykuły:
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0