A w tle ujadał pies - łańcuchowy Reks. Ani mi do głowy przyszło jego też pogłaskać - miałam się do niego nie zbliżać, bo ugryzie. Traktowałam go więc jak powietrze.
Na takim poziomie - kilkulatki niezdolnej do wyciągania własnych wniosków - zatrzymuje się wielu właścicieli psów łańcuchowych. Gdy zwraca się im uwagę, że pies to nie rzecz - a i rzecz by się zmarnowała, leżąc na klepisku jak rok długi - w najlepszym razie uśmiechają się: trochę niepewnie, jak ja bym się uśmiechnęła wtedy, gdyby ktoś postawił przede mną ten problem.
Trzydzieści lat później, Dolina Chochołowska, środek sezonu. U wejścia bernardyn na łańcuchu, bez budy, i owczarek podhalański na łańcuchu pod gołym niebem. Gdyby ktoś choć raz pomyślał, zatroszczyłby się - jeśli nie o psy, to przynajmniej o nasz wizerunek na świecie.
Zapraszam do udziału w naszej akcji „Zerwijmy łańcuchy!”


