Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Policjant psu bratem

Irena Rubinowska

18-09-2007

Mój Pies: 10/2007 (193)

strona: 56

Nie tylko psy policyjne ratują ludzi - w Zakopanem mieszka policjant, który uratował psa

Upalny początek lipca. Aspirant Bernard Nagłowski z zespołu ds. nieletnich Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem jedzie wraz z żoną Agatą po brata do Starachowic. Ponieważ są spóźnieni, postanawiają wracać krótszą drogą przez las. W pewnej chwili Bernard Nagłowski widzi unoszącą się znad asfaltu psią główkę. Zatrzymuje auto i prosi bliskich, by sprawdzili, co się dzieje ze zwierzakiem. Kiedy idą w jego stronę, szczeniaczek robi jeszcze dwa, trzy kroki na - jak się potem okazało - złamanych przednich łapkach i upada.

Musiał zostać wyrzucony z pędzącego samochodu, a potem dość długo leżeć na drodze, bo z jego drobnego ciałka zdążyły sobie już zrobić żerowisko setki much i ich larw - oblepiły go szczelnym pancerzem i z pewnością, gdyby nie przyszła pomoc - żywcem by go zjadły. - Ten psiak miał śliczne oczy, a w nich wypisane, że chce żyć - wspomina Bernard Nagłowski.

W poszukiwaniu pomocy
Pojechali do lekarza weterynarii w Wąchocku, który stwierdził trzy złamania przednich łapek, w tym poważne uszkodzenie stawu barkowego. Opatrzył pieska, ale nie podjął się przeprowadzenia operacji. - Nie wyobrażaliśmy sobie, że mu nie pomożemy. Zawinęliśmy go w kocyk i pojechaliśmy dalej - opowiada Bernard Nagłowski.

Gdy dotarł do Zakopanego, zwrócił się do mnie, wiedząc, że jestem wolontariuszką Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, że uratowałam już wiele psich i kocich istnień i że nie przejdę obojętnie wobec psiego nieszczęścia. Zaczęliśmy razem szukać ratunku. Po wielu telefonach okazało się, że na całym Podhalu nie ma możliwości zrobienia prześwietlenia ani żaden lekarz nie podejmie się przeprowadzenia skomplikowanej operacji. W końcu dodzwoniliśmy się do kliniki Arka w Krakowie, gdzie powiedziano nam, że tego rodzaju zabieg jest możliwy, ale jego koszt wyniesie ok. 1,2 tys zł. - Byłem niezmiernie szczęśliwy, że nareszcie znalazł się ratunek dla pieska. Chciałem pokryć koszty operacji i niezależnie od wyników leczenia przygarnąć czworonoga - mówi Nagłowski.

To nie pierwszy przygarnięty przez niego zwierzak. Trzy lata temu, gdy uczestniczył w Kościelisku w interwencji dotyczącej podziału majątku, okazało się, że nikt nie chce wziąć podobnego do owczarka mieszańca, który był zagłodzony i miał wrośnięty w szyję łańcuch. Od tamtej pory Tasior mieszka z rodziną Nagłowskich i ma 100 mkw. wybiegu z widokiem na Giewont.

Obszary dobroci
Zaraz po zostawieniu pieska pod opieką lekarzy z Arki przystąpiłam do działania, by uchronić Bernarda Nagłowskiego przed kosztami, które pochłonęłyby lwią część policyjnej pensji. I tu otworzyły się przede mną kolejne obszary dobroci. Po wydrukowaniu i rozwieszeniu apelu, w którym prosiliśmy wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc finansową na leczenie szczeniaczka, w ciągu zaledwie dwóch dni zebrałam 800 zł od różnych osób, przeważnie członków naszego towarzystwa. Szczególnie wzruszył mnie pewien alkoholik, który usłyszawszy niecodzienną historię policjanta i pieska, przeznaczył na pomoc 100 zł, co stanowiło jedną czwartą jego renty - i do tego chciał pozostać anonimowy.

Gdy po dwóch dniach pojechaliśmy do kliniki odebrać psa, który przeszedł pod narkozą skomplikowaną operację wszystkich złamań, w tym dwa gwoździowania, okazało się, że koszt - ze względu na wyjątkowość sytuacji - został obniżony i wystarczyła kwota, którą zebraliśmy. W ten sposób lekarz weterynarii Piotr Derkowski z kliniki Arka w Krakowie przyłączył się do naszego łańcuszka ludzi wielkiego serca.

To nie koniec listy osób nieobojętnych, które zaangażowały się w ratowanie Tofika (rodzina Bernarda Nagłowskiego nadała mu takie imię ze względu na przypominającą kolor cukierków sierść). Po operacji groziło mu zatrucie moczem, ale lekarz weterynarii Bożena Płowiecka zrobiła usg, podała leki i założyłą cewnik - za żadną z tych czynności nie wzięła wynagrodzenia.

Towarzystwo do jednej miski
Dziś Tofik rośnie jak na drożdżach. Jest w znakomitej formie i choć porusza się jeszcze dość pokracznie, z każdym dniem widać poprawę. Jedna z łapek, w której były złamane dwie kości, jest trochę krzywa, ale pieskowi to nie przeszkadza, a i nikt z jego nowych opiekunów nie zwraca na to uwagi.

Zarówno wcześniej przygarnięty przez aspiranta Bernarda Nagłowskiego Tasior, jak i trzyletni sznaucer miniaturowy Miki (kupiony w hodowli dla 9-letniej córki Kamilki) oraz Tofik doskonale się dogadują. Jedzą chętnie z jednej miski. Tylko w ekstremalnych zabawach czasem sobie dogryzają. Tofik jest jeszcze za krótko w tym domu, by mieć na koncie takie dokonania jak Miki, który pogryzł skutecznie metalowe żaluzje i czekał dumny w oknie na powrót właścicieli.

- Dla Kamilki wszystkie psiaki są ważne, ze szczególnym wskazaniem na Tofika. My traktujemy je dobrze, ale ona podchodzi do nich jak do ludzi - opowiada Bernard Nagłowski. - Sam zawsze chciałem być przewodnikiem psa policyjnego, ale służba ułożyła mi się inaczej. Realizuję więc moje marzenia, wychowując trzy psy. Hobbystycznie je szkolę. Miki wie doskonale, co znaczy: siad, łapa, leżeć. A przy nim szybko uczy się Tofik.

Irena Rubinowska

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 2
  • 2014-06-23 23:15:13
    ~ELIZA WŁODARCZYK

    Tak się cieszę, że wśród wielu złych ludzi są takie CUDOWNE OSOBY, kochające zwierzaczki. Wielki szacunek dla Pana aspiranta i Jego rodziny.

  • 2014-03-21 00:36:18
    ~Monika

    CUDOWNIE! :) Brawo panie policjancie! :)