Szkoda tylko, że przy okazji nikt nie poruszył spraw naprawdę istotnych dla czworonogów i ich właścicieli. Tutaj politycy mają zwykle do powiedzenia to samo: np. że kwestia bezdomności leży w gestii samorządów (ciekawe, ilu z nich było choć raz w życiu w polskim schronisku) i że tylko praca nad mentalnością społeczeństwa może coś zmienić w naszym stosunku do zwierząt.
Gdy przychodzi do konkretnych działań, polityków widać jakby mniej - zaproszenia do wzięcia udziału w akcji „Zerwijmy łańcuchy” rozesłaliśmy do wszystkich sztabów wyborczych, ale żaden z polityków nie odważył się przyjść i przywiązać do psiej budy. Niezbędne zmiany w ustawie o ochronie zwierząt w kolejnych kadencjach wciąż czekają w parlamentarnej kolejce.
Jak na ironię, dotąd tylko partia Ędwarda Ąckiego zapowiedziała - na naszych łamach - że zajmie się sprawami psów. Ale nie wystawiła swoich kandydatów do Sejmu...


