Uwielbiam Boże Narodzenie. Ale wcale nie z powodu świątecznego stołu, z którego zawsze coś spadnie. Ani z powodu prezentów. A już zwłaszcza nie dlatego, że tradycyjnie w wigilię państwo nakładają mi czerwoną czapkę z pomponem i potem mają nieładną zabawę, patrząc, jak usiłuję się jej pozbyć. Też mi przyjemność. I ludzie to robią w święto, które nazywają ciepłym i rodzinnym.
Lubię Boże Narodzenie, bo łamie rytuały. Zamiast zamykać się, jak robią to przez cały rok, ze swoim jedzeniem w kuchni, państwo zastawiają półmiskami stół w salonie. Orgia zapachów. W wigilię, przed ciastami, niewiele jest dla mnie. Śledzi nie lubię, grzybów nie uznaję, galareta od karpia jest jak śnieg. Zaraz się rozpuszcza. Za to Wigilia to orgia lizania. Ludzie dzielą się ze mną opłatkiem i dają buzi, a ja mogę im wylizać twarze. Nawet uszy. Bez skakania. Bez opędzania się. W atmosferze życzliwości.
Dwa dni świąt to orgia kąsków istotnych. Szynki, polędwice, balerony, schaby. Nawet gdy pani apeluje, żeby mi już nie dawać, bo się rozchoruję (akurat), to zawsze ktoś dyskretnie podsunie pod stołem plasterek albo mu coś upadnie na dywan i po co sprzątać, skoro jestem pod ręką. Piękny czas, nawet ciast udaje się posmakować. Ech, gdyby tak święta trwały cały rok. Ale przez cały rok trzeba się odżywiać zdrowo, czyli monotonnie i niesmacznie. Kiedy więc widzę, że pan zabiera się do oprawiania choinki, zaczynam się ślinić.
Kiedy mnie częstują, cieszę się, macham ogonem i okazuję wdzięczność. Pan mówi, dając mi kawałek wędliny, że nasz wzajemny stosunek jest jak między władzą i społeczeństwem. On, dobra władza, daje, a ja, społeczeństwo, łykam i merdam ogonem z radości. Różnica jest taka, na mój skromny, psi rozum, że jak on nie da, to ja go nie pogryzę ani nie wygryzę.
W wigilię wszyscy czekają też, że coś powiem ludzkim głosem. Mógłbym, ale nie chcę. Przy święcie nie wypada mówić, co sądzę o smyczy, a co o obroży. I tak dobrze, że mi nie nakładają nigdy kagańca, bobym nie wytrzymał. Powiedziałbym, co myślę, i nie byłoby to miłe.
Z okazji Bożego Narodzenia życzę wszystkim pobratymcom mniej łańcuchów, kolczatek, obroży i smyczy, a więcej smakołyków i łakoci.
Lucky, pies z charakterem


