Psy.pl

partnerzy serwisu

                                                      

Obaszar logowania się do serwisu
Obaszar wyszukiwania
szukanie zaawansowane

POLECAMY

Chcesz wiedzieć więcej? 

Przeczytaj artykuły, które polecamy!

CZYTAJ

Kącik adopcyjny

Dzień w schronisku

Konrad Piskała

16-12-2008

Mój Pies: 1/2009 (208)

strona: 70

2247 psów było w schronisku Na Paluchu 26 listopada, gdy powstawał ten reportaż. Zajmuje się tu zwierzętami 50 osób - przyjrzeliśmy się ich pracy

8.00 - Jak minęła noc?
Autobus długo jedzie ulicą Na Skraju, zanim dotrze na Paluch. Ciemno, temperatura trochę powyżej zera, spadł śnieg z deszczem. Z daleka słychać donośne szczekanie. Magdalena Sikorska, opiekunka w tym warszawskim schronisku, przed bramą zjawia się przed czasem. Przebiera się w zielony uniform, zakłada grube swetry, rękawiczki, czapkę, bo już po godzinie pracy w boksach trzęsie się z zimna. A ma do obejścia dwa długie pawilony - ponad 150 zwierząt. Idzie wolno wzdłuż wybiegów. Psy na jej widok szczekają, skaczą na kraty, warczą na siebie, więc czasem na nie krzyknie. W ciągu kilku minut musi sprawdzić, czy któryś nie został pogryziony i czy wszystkie przetrwały noc w dobrej kondycji. Zimą i wczesną wiosną odchodzi najwięcej psów.
Numer 2250/03 jest w dobrej formie, 2341/05 też, ale 1348/07 musi iść do lekarza. Psy formalnie dostają jakieś imiona, gdy są przyjmowane do schroniska - np. wszystkie bullowate suczki to Sary - ale tak naprawdę zwierzaki to numery. Informują, który kiedy tu trafił, ile czasu „siedzi”. Zresztą kto miałby tutaj czas wymyślać tyle imion?
Dziś psy Magdy czują się w miarę normalnie - choć trudno powiedzieć, że dobrze. Opiekunka idzie więc po karmę. Jest drobną dziewczyną w okularach. Ukończyła Międzywydziałowe Studia Ochrony Środowiska i przyszła na Paluch. Mogłaby znaleźć posadę w ciepłym biurze, ale woli pracować tutaj, bo kocha zwierzęta.
Kiedy przydźwiga i rozdzieli 60 kg karmy, musi wybrać szuflą nieczystości z boksów i wywieźć je na taczkach. Jeśli padało, to trzeba też usunąć wodę, a czasem posypać wybieg piachem. Przez pierwsze dwa tygodnie takiej pracy bez przerwy miała zakwasy. Teraz - jak mówi - już się wyrobiła fizycznie. Ale i tak zdarzają się takie dni, że nie ma siły ruszyć ręką.

9.00 - Hurra, idziemy do weterynarza!
Około godz. 9 przychodzą do schroniska więźniowie i skazani przez sąd na prace społeczne. W biurze jest ruch, trwa przydział zajęć. Zaczynają się też interwencje.
- Kot! Co mamy z nim zrobić? Pani mówi, że to zwierzak wolno bytujący. Jest karmicielką i przekonuje, że powinniśmy go wypuścić - woła jeden
z pracowników do Wandy Dejnarowicz, dyrektorki schroniska.
- Jak to: wypuścić? Przecież widać, że to domowy kot. Gruby, dobrze utrzymany. Nie da sobie rady na wolności. Wypytaj dokładnie! - Do taczek, weź ich do taczek - dyrektorka zwraca się do jednego z opiekunów, który rozdziela prace, skazanym. - Kto ma dziś najciężej?
- A mnie, a mnie? Mnie też dajcie jednego do pomocy! - upomina się ktoś o dodatkową parę rąk. Tuż przed zimą przyda się ona np. do remontowania bud.
Śnieg, deszcz, niska temperatura, zimne boksy robią swoje. Nie ma dnia, żeby kilku psom coś nie dolegało. Opiekunowie zabierają je do lekarza. Jeden ma nadgryzione ucho, inny biegunkę, jeszcze inny kaszel kenelowy.
Gdy zwykły pies czeka na wizytę u weterynarza, zazwyczaj trzęsie się ze strachu i chce jak najszybciej opuścić poczekalnię. Tu jest inaczej. Jeden z opiekunów właśnie czeka na przyjęcie przez lekarza. Obskakują go trzy kundelki - liżą po twarzy, merdają ogonami. Wizyta w gabinecie to okazja do wyjścia „na spacer”, pogłaskania, kontaktu z człowiekiem.
Lekarz weterynarii Kamila Wołosiak-Kęska pracuje na Paluchu od dwóch miesięcy. Wzięła stąd dwa psy - Tosię i Rudego. Dziś nie ma „nocki”, czyli dyżuru. Przyjmuje zwierzaki do godz. 12, potem idzie do schroniskowego szpitala. Teraz martwi się stanem psa, który trafił do niego niedawno. Numer 1823/05. - Nie wstaje, leży cały czas na boku. Ma sztywność kończyn i napięcie mięśni szyi. Trzeba go karmić, bo nie jest w stanie podnieść się do miski. Chyba ma uszkodzony kręgosłup. Rentgen da odpowiedź. Ale na razie lekarka pochyla się nad kolejnym psem i opatruje nadgryzione w walce ucho.

11.00 - Jeszcze jeden pies
Przed jedenastą straż miejska przywozi szczeniaka. To ona dostarcza najwięcej zwierząt do schroniska. Strażniczka wyjmuje psiaka spod kurtki. Znaleziono go na Płockiej przywiązanego przy wejściu do budynku. Nikt z mieszkańców się do niego nie przyznał. Szczeniak trzęsie się ze strachu, ale trudno - musi dostać obrożę z numerem. Przemysław Florek, pracownik biura adopcji, wypisuje mu kartę przyjęcia do schroniska. Będzie numerem 3159/08. W karcie zaznacza się, w jakim stanie tu trafił, czy wymaga leczenia i w jakich okolicznościach go znaleziono. Malca ominie czipowanie, bo czip może się z wiekiem przesunąć, więc wszczepia się go dopiero półrocznemu szczenięciu. Zdaniem pracownika schroniska psiaczek nie będzie długo czekał na adopcję. - Ładny, mały, więc pójdzie szybko. Góra do niedzieli znajdziemy mu dom.
Gorzej jest ze starszymi psami, które przechodzą kwarantannę. Zanim się je odda do nowego domu, musi minąć trochę czasu, w którym czeka się na pierwszego właściciela. Ludzi szukających swoich zaginionych psów zgłasza się do schroniska kilkoro dziennie.
Jakiś czas temu zjawił się człowiek, który dopytywał się o owczarki niemieckie. Dlaczego je sterylizują? Czy właściciel może je odebrać, gdy są na kwarantannie, ale jeszcze przed sterylizacją? Po kilku dniach wrócił i przedstawił się jako właściciel jednego z owczarków. Nie miał książeczki szczepień ani zdjęć psa. Zapytano go, czy zwierzak miał tatuaż. No i mężczyzna wpadł, bo nie wiedział, że tak (choć nieczytelny). Zapewne szukał reproduktora do pseudohodowli.

12.00 - Ten jest taki zwyczajny
Około godz. 12 na terenie schroniska jest już kilkunastu odwiedzających. Dziewczyna z chłopakiem szukają małego pieska. Jednak któryś z czworonogów ochlapał ich błotem i poszukiwania natychmiast się kończą. Błoto w boksach mimo codziennego sprzątania ma specyficzny zapach.
Między pawilonami przechadza się też małżeństwo spod Warszawy. Szukają psa podwórzowego. - Widzisz tego? Wygląda ładnie i może lubi dzieci - kobieta zwraca się do męża. - Możemy go wziąć - woła opiekuna.
- Jakiego psa państwo szukają - samca, suczki, dużego czy małego? - wypytuje Magda Sikorska. - Do dzieci? To on się nie nadaje. Może Kubuś? - łagodny, spokojny.
- Nie, nie, ten jest taki zwyczajny - pani się krzywi.
Przeszli wolno wzdłuż pawilonów, ale żaden inny pies im się nie spodobał.
- Przeciętna paluchowa - komentuje Magda. - Tu naprawdę trudno nie znaleźć psa. Chyba że się szuka husky z niebieskimi oczami. Ludzie nie chcą starych psów. Ale dla niektórych stare to nawet te, które mają trzy lata. Numer 1755/04, czyli Kubuś, to łagodny, przyjacielski pies dla każdego. Ale nikt go nie chce, bo jest zwyczajny. A ludzie zwyczajnych psów nie lubią. Dlatego siedzi tu już cztery lata.
Pies, którego chciało wziąć to małżeństwo, ma zdaniem Magdy najtrudniejszy charakter spośród jej podopiecznych. - Trafił do schroniska z łańcuchem na szyi. Udało mi się go oswoić, ale... - dziewczyna unosi rękaw zielonego uniformu i pokazuje dwie sine pręgi na przedramieniu, ślad po zębach. - Siedem dni zwolnienia z pracy - komentuje. - Tylko dlatego, że gdy weszłam do jego klatki, pogłaskałam sunię, która z nim w niej siedziała. Ale będziemy nad tym pracować.

14.00 - Aleee my chcieeeliśmy pieskaaa
Około godz. 14 wybucha kłótnia.
- Proszę opuścić schronisko! Psy nie tolerują osób pod wpływem alkoholu - tłumaczą pracownicy jakimś ludziom.
- Aleee my chcieeeliśmy pieskaaa - pada bełkotliwa odpowiedź.
- Proszę wyjść. W tym stanie i tak żadnego psa nie mogą państwo otrzymać.
Wychodzą obrażeni. Okazuje się, że schronisko przyciąga osoby nadużywające alkoholu - w ciągu kilku godzin przyszły aż cztery. - Ci ludzie potrzebują kontaktu ze zwierzętami - tłumaczy Przemysław Florek. - Czasem przychodzą tylko po to, aby je pooglądać, wzruszyć się...

16.00 - Zgubieni i odnalezieni
Po południu zjawiają się zwykle ludzie, którzy zgubili swoje psy.
Po godz. 17 można się próbować umówić już tylko indywidualnie. Wzdłuż boksów chodzi starszy pan i szuka swojej wilkowatej suni. - Niestety, nie ma jej tu - mówi
do pracowników. Jest przybity. Wiesza ogłoszenie na ścianie. - Jakby był jakiś podobny pies, to proszę dać znać. Na pewno przyjadę i sprawdzę, czy to nie ona.
Szczęśliwa jest za to pani Agata, która trzyma na rękach małego pieska i głos jej się łamie ze wzruszenia.
- Myśleliśmy, że już jej nie znajdziemy - mówi. - Żabka zginęła przedwczoraj, ale
na szczęście jest! Trochę się pogryzła z innymi psami, ale to nic. Liczy się tylko to, że już wraca do domu.
Żabka wychodzi ze schroniska z zabandażowaną łapą, ale - jak ocenia właścicielka - w niezłym stanie psychicznym.

18.00 - Czas dla ulubieńców
Dzień w schronisku kończy się, gdy zapada zmierzch. Większość pracowników idzie do domu o godz. 16. Zostają dyżurni - lekarz, opiekun, kucharz, pracownik biura adopcyjnego - i ci, którzy chcą, głównie opiekunowie. Wanda Dejnarowicz zajmuje się wtedy swoimi ulubieńcami. Idzie do Dzikuska - numer 1191/08. Piesek przypomina trochę liska. Podobno nie miał kontaktu z człowiekiem. Dyrektorka schroniska próbuje go trochę socjalizować. Kilka dni temu dał się po raz pierwszy pogłaskać. No i koniecznie musi odwiedzić Sarę, której uratowała życie, bo suka zagryzła kilka lat temu człowieka. Skoro dostała dożywocie
w schronisku, to trzeba się nią szczególnie opiekować.

20.00 - Niespokojny sen
Po godz. 20 do schroniska wchodzą tylko służby miejskie. Psy idą spać. - Choć tak naprawdę - mówią pracownicy - to miejsce nigdy nie zasypia. Nawet w środku nocy wybuchają psie awantury. A zwierzakom, którym uda się w tych warunkach zasnąć - mimo przenikliwego chłodu i dojmującej tęsknoty - może choć przyśni się prawdziwy dom...

 

Możesz się przyczynić do zmniejszenia liczby psich nieszczęść...

Adoptując Kubusia, o którym mowa w tekście, lub innego psa z Palucha. Jeśli nie możesz przygarnąć psa, podaruj mu choć spacer - to może być jego jedyny spacer w życiu! Wszystkie osoby pełnoletnie serdecznie zapraszamy do wolontariatu na Paluchu. Więcej informacji na www.paluch.org.pl

Konrad Piskała

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.0
Zobacz także artykuły:
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0