Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Niania do kochania

Rozmawiała Dorota Jastrzębowska

14-07-2009

Mój Pies: 8/2009 (215)

strona: 16

– Doszłam do wniosku, że nie muszę już wszystkich wychowywać – mówi superniania Dorota Zawadzka i przymyka oko, gdy ogar Nemrod wskakuje do łóżka

Miała wiele różnych psów, ale ta rasa ją zaskoczyła. Choć wiedziała, czego się spodziewać, bo ogar polski wpadł jej w oko dwa lata przed tym, zanim go z mężem kupili. To były dwa lata czytania, szukania, dowiadywania się. Chciała mieć psa rodzinnego, niespecjalnie uciążliwego, nie za dużo szczekającego, bez ADHD, bo tego ma wystarczająco dużo w pracy. A przy tym mądrego i pięknego. I spotykała psy o cudnych oczach, ale długo nie wiedziała, jak się nazywa ta rasa. Aż w końcu kiedyś spytała o to właścicielkę. I od tej pory zaczęła się jej przygoda z Nemrodem.

Psa niekłopotliwego szukała Pani wśród ras myśliwskich?
Bo taki pies myśli! Gdy ogar podczas polowania „idzie w las”, musi podejmować decyzje. I o to mi chodziło. Poza tym to pies zeroagresywny. Chodzimy na spacery, na których bywa 10-15 ogarów i nie ma żadnych konfliktów. Na ringu ogarowym na wystawie jest podobnie. Oczywiście ta samodzielność oznacza, że Nemrod nigdy nie wykona polecenia natychmiast... Dopóki liczy na to, że postawi na swoim, to próbuje. Ale mam wrażenie, że rozumie wszystko, co do niego mówię. Proszę: idź do siebie – i idzie. Mówię: Idź zobacz, co robi Jędrek [młodszy syn – red.] – i on to wykonuje. Właśnie tą mądrością codziennie mnie zaskakuje. A że jest okropnie uparty? Cóż, ja też taka jestem. Oboje mamy na drugie Osiołek – więc są teraz dwa Osiołki w domu, choć on jest chyba bardziej inteligentny i szybciej się uczy.

Taki osiołkowaty upór przydaje się w wychowaniu psa?
Na pewno – upór, wytrwałość, konsekwencja. Tyle że ja Nemroda nie wychowuję, bo mało przebywam w domu. Nie chcieliśmy odwlekać w nieskończoność decyzji o kupnie psa i w efekcie układa go głównie mąż. Ja jestem panią od kochania. Gdy wracamy do domu, pies wita się tylko ze mną i trwa to czasem kilkanaście minut. Za to nie słucha mnie zupełnie. Wie, że może ze mną więcej wygrać, że go wpuszczę do łóżka czy na kanapę. A ja doszłam do wniosku, że nie muszę już wszystkich wychowywać.

Ale podobno pies bardziej przywiązuje się do osoby, która go szkoli...
To są dwa różne rodzaje przywiązania. Rzeczywiście Nemrod niepokoi się trochę bardziej, gdy zniknie mu z pola widzenia Robert, niż gdy zniknę ja. Z nim lepiej się dogaduje w kwestii wykonywania poleceń. Mnie podskakuje i robi różne rzeczy, których dobrze wychowany pies robić nie powinien. Ale gdy jestem chora, przychodzi „chorować” razem ze mną. Kiedy mam ochotę na zabawę, też to wyczuje i przynosi swoje bambetle, a gdy nie mam nastroju, nigdy się to nie zdarza.
Oczywiście żal mi, że czasem od Roberta dowiaduję się, jak postępować z Nemrodem – wolałabym zawsze osobiście uczestniczyć w szkoleniu. Jeździłam z nimi do psiej szkoły na 8 rano 40 km od Warszawy. Wszystko wiem teoretycznie, ale czasem nie mam siły egzekwować tego w praktyce. Na przykład na spacerze zdarza się, że pies mnie pociągnie. A Robert będzie się tak długo zatrzymywał, aż zacznie iść przy nodze. Dlatego wychodzimy z założenia, że akurat to „dziecko” wychowuje mój mąż. Zresztą mężczyźni lepiej radzą sobie ze szkoleniem, bo funkcjonują zadaniowo, a kobiety – emocjonalnie. Nam żal zrzucić psa z kanapy, bo sobie tak wygodnie leży...

I nigdy, przenigdy nie bywa Pani supernianią?
Ależ bywam – gdy widzę biegające luzem bez kagańca duże psy. Wtedy jestem supernianią i upierdliwą babą. Zwłaszcza że psy w Polsce są fatalnie socjalizowane – nerwowe, ujadają na wszystko, co się rusza. A ich przerażeni właściciele często kompletnie nad nimi nie panują.
Wychowując psy, ludzie popełniają inne błędy niż w wychowaniu dzieci. Paradoksalnie, dla psów mają trochę więcej czasu niż dla swoich pociech. Bo z psem trzeba wyjść, a z dzieckiem – niekoniecznie. Bo dziecko może sobie samo wziąć jedzenie z lodówki – a psa trzeba nakarmić. Psa należy wybiegać, a dziecko samo idzie na podwórko. Dlatego w wychowywaniu zwierzaka przeszkadza bardziej brak wiedzy niż brak czasu. Zakładamy, że jakoś to będzie.
Gdy braliśmy Nemroda, hodowczyni dała nam spis 12 punktów socjalizacji szczeniaka, które musieliśmy zrealizować. Myślę, że 90 proc. właścicieli szczeniąt nie ma pojęcia, że powinni dopilnować, by miały okazję chodzić po różnych powierzchniach, poznawać różnych ludzi, w różnych strojach, dotykać różnych przedmiotów – po to, by w przyszłości się tego wszystkiego nie wystraszyć i nie zareagować agresją. Jeździliśmy więc z Nemrodem windą i metrem, a Robert nakładał dziwne rzeczy – pelerynę, kapelusz...

W efekcie tej pracy Nemrod nie ma żadnych wad?
Bez przesady. Wciąż jest szczeniakiem, więc często trudno mu wytłumaczyć, że czegoś nie wolno. Bywa nadaktywny. Czasem chce się bawić za wszelką cenę. W przypadku ogara praca nad posłuszeństwem musi trwać przynajmniej do ukończenia trzeciego roku życia. Poza tym pies – zwłaszcza myśliwski – nie może się nudzić, bo z tego się biorą głupie pomysły: ucieczki, niszczenie, ale również depresja.
Nemrod tylko raz próbował „przeczytać” książkę – ale to dlatego, że spadła na podłogę. Jest nieuciążliwy. W niedzielę sypia do 11 – oczywiście, jeśli wpuścimy go do łóżka... Cóż, odkąd jest z nami, żyjemy w psiej budzie – mieszkanie jest dalekie od ideału, brudne, wszędzie jest sierść, wychlapana z miski woda, a ściany są w łapach po serdecznych powitaniach. No i ogary się ślinią... Ale nie wyobrażam już sobie domu bez psa.

Przy wyborze psa miało dla Pani znaczenie, że to polska rasa?
Znaczenie miały charakter i uroda. Wprawdzie kiedyś powiedziałam coś takiego, że polska rasa w polskim domu – ale zaraz się ugryzłam w język. Jednak to prawda, że sprowadzamy labradoodle'e, a mamy piękne psy o wspaniałych charakterach.
Nemrod osiągnął już pierwsze sukcesy: na wystawie klubowej został najładniejszym „baby” (psem do pół roku). Jeśli jednak nie będzie się nadawał na reproduktora (a do tego nie tylko musi być piękny, ale też przejść pozytywnie testy psychiczne), to go wykastrujemy – po co ma mieć ciężko w życiu: tęsknić i „kochać się”, skoro i tak nie będzie go można rozmnożyć?

Rodzice pytają Panią czasem: czy mam wziąć pieska dla dziecka?
Często. Krew mnie wtedy zalewa! Piesek nigdy nie jest dla dziecka – piesek jest do domu. Obowiązki trzeba podzielić, ale zawsze za większość z nich będzie odpowiedzialny dorosły.
Pies jest dziecku potrzebny – ale decyzję musi podjąć cała rodzina, bo pies zmienia życie, i to na kilkanaście lat! Nie pojedziemy na urlop, dokąd chcemy, nie spędzimy dnia w centrum handlowym – i nie wystarczy wrócić do domu na chwilę, by go wyprowadzić, bo on musi z nami być.

Dziś, kiedy nawet dzieci nie mają czasu na psa, może lepiej kupić lalkę Barbie z psami?
Dziecko powinno mieć czas się poprzytulać. Cudowne wynalazki typu tamagotchi nie spełnią tego zadania. Niedługo będzie wchodził facet do McDonalda z zarzuconymi na pasku: żoną, dzieckiem, drugim dzieckiem... Jeśli nie możemy mieć psa, to może kota. Albo chomika – ale to już dla starszego dziecka, bo chomik żyje krótko i maluch będzie miał z tym większy problem.

W jakim wieku powinno być dziecko, kiedy w domu pojawi się pies?
Może być w każdym. Tyle tylko, że obowiązkami związanymi z jego obecnością można się dzielić dopiero z dzieckiem sześcioletnim. A jeśli kupujemy psa głównie z myślą o dziecku, to najlepiej by miało już dziesięć lat.
Musimy pamiętać o tym, że fascynacja dziecka nowym domownikiem trwa najwyżej miesiąc. Ważne, by gdy ten okres minie, nie robić z opieki nad psem przykrego obowiązku, kary. Trzeba pokazywać, że to jest fajne, np. wspólny spacer do lasu. Warto poznać je z rówieśnikiem, który też ma psa. Można umówić się z dzieckiem, że np. w weekend damy mu pospać i sami pójdziemy na spacer. Mój siedemnastoletni syn polubił wychodzenie z psem po roku. Na początku się buntował, że będzie to robił tylko raz dziennie...

A jeśli fascynacja przerodzi się w niechęć, a co gorsza – w znęcanie się nad zwierzakiem?
Najlepiej wywieźć psa z domu na dobę czy na tydzień – nie byłeś dla psa dobry, to nie będziesz go miał. Niech dziecko za nim zatęskni. Czasem trzeba pójść do psychologa. Może to efekt tego, że nie mamy czasu dla naszej latorośli?
Dzieci mają różne pomysły: „Fajny pies. A gryzie? A jakby go kopnąć?”. Trzeba im tłumaczyć, że to żywe istoty. Pracowałam w „Superniani” z dziewczynką, która zakładała psu na głowę pończochę. Porozmawiałam z nią na temat „żywe i martwe”. Robiła okrągłe oczy, pytała: jak to, żywe? I przynosiła miśka. Mówiłam: patrz, żywe się rusza. I tłumaczyłam, co cechuje żywą istotę.
Jeśli dziecko ciągnie psa za ucho i nie chce przestać, to też je trzeba pociągnąć za ucho. Boli? Psa też boli. Pies piszczy, ty też piszczysz... Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, da się to wytłumaczyć już trzylatkowi. Jeśli dziecko męczy psa, to znaczy, że ma na to przyzwolenie dorosłych.

Dorota Zawadzka - Pedagog i psycholog rozwojowy, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, znana z programu telewizyjnego „Superniania”. Obecnie prowadzi program „I ty możesz mieć superdziecko” w TVN Style.

Rozmawiała Dorota Jastrzębowska

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 1
  • 2013-01-17 10:55:46
    Sonia :)

    Wywiad prawdziwy i życiowy. Pozdrawiam