Rześki poranek w Santa Monica w Kalifornii. Dla Bruca Hookera zaczyna się kolejny dzień pracy. Zanim jednak dotrze na godzinę dziesiątą do sklepu ze sprzętem dla surferów, który prowadzi, najpierw udaje się nad ocean. – Nie ma nic przyjemniejszego niż poranek na wodzie. Tylko ty, fale, deska i… pies – mówi Bruce, któremu w codziennych wyprawach towarzyszy jego czteroletni jack russell terrier Buddy. – Odkąd nauczyłem Buddy’ego surfować, nie ma dnia, byśmy nie spędzili razem chociażby dwudziestu minut na falach. On, podobnie jak ja, kocha ten sport – twierdzi Bruce.
W Ameryce widok psów ślizgających się na deskach nie jest niczym nadzwyczajnym, choć nikt nie wie, gdzie powstał taki pomysł. Bruce Jenkins, dziennikarz amerykańskiego magazynu „Surfing”, przyznaje, że nie trafił w swoich poszukiwaniach na wzmianki o historii dyscypliny. – Można tylko przypuszczać, że psie surfowanie narodziło się tam, gdzie sam surfing, czyli na wyspach Polinezji i na Hawajach. To właśnie tam w latach 60. XX w. widziano właścicieli psów surfujących wspólnie ze swoimi pupilami. Sądzę jednak, że czworonogi na deskach pływały znacznie wcześniej – twierdzi Bruce.
Po pierwsze: nie przestraszyć psa
Jak nauczyć swojego pupila surfować? – Wystarczy mieć deskę surfingową i przekonać psa, by z niej korzystał – mówi Kevin Reed, autor podręcznika „The Dog’s Guide to Surf” („Jak nauczyć psa surfować”), właściciel teriera Keitha, z którym pływa na desce już od pięciu lat. – Potrzeba jednak trochę czasu, zanim osiągniemy zamierzony cel. Najważniejsze to nie przestraszyć psa. Pamiętajmy, że morze nie jest naturalnym środowiskiem dla czworonogów. I choć potrafią one pływać, to może się zdarzyć, że nie będą chciały bawić się z nami w wodzie.
Kevin zwraca w swym podręczniku uwagę na to, że psa trzeba oswoić ze wzburzoną wodą, bo co innego jezioro, a co innego ocean, na którym fale są nieporównywalnie większe. Co więc zrobić? – Musimy sprawić, żeby stał się on dla niego miejscem zabawy. Trzeba na przykład rzucać do wody piłkę i kazać psu ją aportować – instruuje Kevin.
Gdy pies przezwycięży strach i oswoi się z falami, to znak, że można przejść do kolejnej lekcji – ćwiczeń z deską. I znowu za cel trzeba sobie postawić zainteresowanie nią psa. Najlepiej położyć ją na trawniku i chwilę poobserwować zachowanie pupila. – Jeżeli sam się zorientuje, że na deskę można wejść i położyć się na niej, to jest duża nadzieja na wychowanie mistrza psiego surfingu – twierdzi Kevin. – W żadnym wypadku nie możemy zmuszać go do wejścia na nią. To może go tylko zrazić i wystraszyć, a wtedy nici z uprawiania tego sportu.
Kolejna zasada dotyczy usytuowania psa na desce, tak by jej w wodzie nie przeważył. Optymalna pozycja to trzy czwarte długości, mierząc od przodu.
Po drugie: pozwolić mu wyczuć sytuację
Po ćwiczeniach z deską na sucho pora wyjść na plażę i rozpocząć treningi w morzu, ale na razie przy brzegu. Wprawieni instruktorzy radzą rozpocząć od rzucania deski na wodę i nakłaniania pupila do wskoczenia na nią. – Trzeba pozwolić psu wyczuć nową sytuację. Niech spróbuje balansować ciałem. Czworonogi robią to zresztą doskonale, pokładając się na desce – tłumaczy Kevin.
Na otwartą wodę można się wybrać dopiero wtedy, kiedy nabierzemy pewności, że nasz uczeń już dobrze wie, jak się ma zachować. Pozostaje tylko poczekać na dobrą falę, i naprzód! Oczywiście tu niezbędny jest człowiek. Przede wszystkim musi ocenić wielkość nadchodzącej fali i wypuścić deskę w odpowiednim momencie. – Pamiętajmy, że fale muszą być naprawdę niewielkie, aby nasz pupil bezpiecznie dopłynął do brzegu – przestrzega autor podręcznika o surfujących psach.
Po trzecie: zabezpieczyć psa
– Bezpieczeństwo zwierzaka to priorytet – mówią zgodnie właściciele psów, niektórzy nauczeni własnym doświadczeniem. – Gdy pierwszy raz zabrałem Buddy’ego na surfing, początkowo wszystko szło dobrze – opowiada Bruce.
– Za którymś razem pies stracił jednak równowagę i spadł z deski. Na dodatek wessała go fala. Byłem zbyt daleko, żeby móc szybko zareagować. Czas mijał, a Buddy nie wypływał, myślałem, że go straciłem. Na szczęście po prawie minucie wynurzył się i co sił łapał powietrze. Od tamtej pory zawsze, gdy idziemy razem surfować, zakładam mu kapok.
W Stanach Zjednoczonych kapoki można kupić praktycznie w każdym sklepie z psim asortymentem. Surfowanie jest dzięki nim nie tylko bezpieczniejsze, ale również wygodniejsze. Kamizelki mają specjalny uchwyt pozwalający złapać psa i postawić go na desce.
Kevin przypomina o jeszcze jednym ważnym z punktu widzenia bezpieczeństwa czworonoga elemencie. Amatorzy surfingu zabezpieczają się przed nagłym odpłynięciem deski, przypinając do kostek specjalną linkę. – Jednak nie wolno takiej linki przypinać psu
– ostrzega Kevin. – Kilka lat temu skończyło się to uduszeniem czworonoga podczas zawodów w psim surfingu. Zwierzę straciło równowagę i wpadło do wody, a deska dalej płynęła na fali, ciągnąc je za sobą. Linka, którą czworonóg był przyczepiony do deski, owinęła mu się wokół szyi...
Dlatego zdaniem Kevina najlepiej na wszelki wypadek w ogóle odczepić linkę od deski, na której ma surfować pies.
Kto choć raz miał okazję być w Kalifornii lub na Hawajach, zauważył na pewno podczas spaceru po plaży dziesiątki amatorów surfingu czatujących w oceanie na nadejście tej jednej, właściwej, najlepszej fali. Nie straszne im ziąb i zła pogoda.
Zabierając na surfing swojego pupila, pamiętajmy jednak o tym, że nie ma on na sobie pianki, która izoluje od zimna. Choć futro chroni go zarówno przed gorącem, jak i przed chłodem, to dłuższe przebywanie w wodzie może spowodować wyziębienie organizmu.
– Gdy zauważymy, że zwierzak zaczyna się trząść z zimna, to znak, że trzeba zrobić przerwę w zabawie – mówi Kevin.
Po czwarte: wystartować w zawodach
Psie surfowanie stało się w Stanach Zjednoczonych tak powszednie, że na plażach Kalifornii – San Diego, Del Mar, Long Beach, Santa Monica czy innych
– nie ma praktycznie dnia, by nie urządzano zawodów. Ich organizatorzy, podobnie jak w przypadku imprez, w których biorą udział ludzie, nawet na nich zarabiają. Sponsorami zostają duże sieci handlowe z asortymentem dla zwierząt, które tworzą już specjalne działy poświęcone psiemu surfingowi. Oprócz desek i kapoków można w nich kupić ręczniki, bandanki czy inne gadżety, np. kartki pocztowe z wizerunkiem surfujących psów lub kalendarze ścienne ze zdjęciami z zawodów.
Jedną z największych imprez są zawody w zatoce Coronado, tuż przy amerykańskiej granicy z Meksykiem. Organizowane od czterech lat, mają swoich stałych bywalców, takich jak choćby Andra Lee i jej sześcioletni golden retriever Kalani. Na początku lipca tego roku Andra i jej pupil zwyciężyli w kategorii psów ważących powyżej 22 kg. – Od trzech lat bierzemy udział w zawodach i zawsze plasowaliśmy się w czołówce. Przed tegoroczną imprezą trenowaliśmy miesiąc. Musiało się udać – mówi Andra. Kalani został doceniony m.in. dlatego, że w trakcie surfowania udało mu się dwa razy zmienić kierunek.
Podczas zawodów oprócz samej umiejętności pływania na desce sędziowie biorą pod uwagę długość manewru oraz właśnie zwrotność. Mistrzowie, jak chociażby pies Kevina, który zdystansował podczas tych samych zawodów ponad trzydziestu konkurentów w kategorii mniejszych czworonogów, aż cztery razy zmieniał kierunki, przez co zyskiwał na długości. – Jeżeli chodzi o naukę manewrowania deską, to tu rola człowieka się kończy. Psy z czasem same dochodzą do wprawy w kierowaniu nią – mówi Kevin.
Choć jurorzy – przeważnie mistrzowie surfingu – mają swoją skalę i oceniają występy uczestników tak jak podczas zawodów dla ludzi, to jednak nikt nie przywiązuje większej wagi do ich ocen. – Chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę – zapewnia Andra.
W zawodach nie ma ograniczeń co do wielkości czy rasy zgłaszanych psów. Jedyne kryterium to umiejętność pływania na desce. Dzieli się też uczestników na kategorie wagowe. Czworonogi rywalizują z równymi sobie.
– Już dzisiaj przygotowujemy się do kolejnych zawodów. Ćwiczymy specjalny numer, który – mam nadzieję – wprawi sędziów w osłupienie. Na pewno wygramy – zapewnia Andra, ale nie chce zdradzić, o jaki trik chodzi. – Niech to pozostanie naszą słodką tajemnicą. Konkurencja nie śpi!
Wielbiciele tego sportu najlepsze warunki do jego uprawiania mają na Hawajach, w Kalifornii czy na wybrzeżach Australii. Podróż tam jednak sporo kosztuje, dlatego naszych surfingowców możemy spotkać np. na Półwyspie Helskim w rejonie Władysławowa. Kilka razy w roku, zwłaszcza po ustąpieniu sztormu, fale osiągają tam wysokość 2,5-3 m, a to już wystarczy do pływania na desce.
Wszystko to nie powinno odstraszyć właścicieli psów, którzy chcieliby spróbować surfingu ze swoim pupilem, ponieważ dla niego potrzebne są mniejsze fale.


