Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go” – te słowa piosenki Skaldów trafnie oddają różnicę między agresją gończą a łowczą (opiszemy ją w następnym numerze) – pierwsza jest złagodzoną formą drugiej. Jej celem nie jest zabicie – i zjedzenie – ofiary, tak jak w czasie prawdziwego polowania. Sekwencja zachowań jest jednak podobna: pies wypatruje poruszającego się obiektu i rzuca się za nim w pościg (bodźcem wyzwalającym zawsze jest ruch). Może być przy tym wyraźnie pobudzony, ale raczej nie agresywnie. Nie przyjmuje wysokiej pozy, nie jeży się, nie warczy, nie szczeka – chyba że uniemożliwi mu się pogoń (wtedy dołącza się frustracja) albo gdy jest szczególnie podniecony.
Po dogonieniu „ofiary”, jeśli ta ciągle jest w ruchu, może ją ugryźć. Jeżeli jednak obiekt zatrzyma się wcześniej, pies prawdopodobnie zatrzyma się również, chyba że jest mocno pobudzony – wtedy może go obskoczyć, a także łapać zębami. W grupie psy osiągają o wiele wyższy poziom pobudzenia, do czego przyczynia się z pewnością rywalizacja i to, że polowanie na duże ofiary jest działaniem zespołowym. A opisywane zachowanie ogromnie przypomina łowy...
Kara dla właściciela...
Obiekty pobudzające do pogoni mogą być różne: ludzie w ruchu (uprawiający jogging, jadący na rowerze, na deskorolce, na łyżworolkach), samochody i motory, a nawet inne psy czy koty, o ile pies był z nimi socjalizowany i nie stara się ich naprawdę upolować (wtedy mówilibyśmy o agresji łowczej).
Kiedy pies spróbuje ścigać obiekty w ruchu, szybko zachowanie to urasta do poważnego problemu, o ile nie zacznie się mu natychmiast przeciwdziałać. Zwierzę zawsze zostaje nagrodzone: nie zdarza się przecież, że goniony obiekt zatrzyma się i je ukarze, a pogoń dostarcza najwyraźniej bardzo pozytywnych przeżyć. Kara musiałaby być silna, bo pies jest wtedy bardzo pobudzony i łagodniejsze bodźce nie zrobią na nim wrażenia. Zastosowana przez opiekuna nie zda się zresztą na wiele, bo nastąpi dopiero po zakończeniu pościgu i złapaniu winowajcy – czyli po tym, jak doznał on już satysfakcji. Z tego powodu o wiele łatwiej zapobiegać, niż leczyć. A karę w postaci słusznych wymówek zbiera zwykle sam właściciel...
...a dla psa zabawa
Jak zapobiegać? Reagować już podczas pierwszych prób gonienia ludzi czy pojazdów, nie dopuszczając do pościgu i dając psu w zamian okazję do zabawy w przeciąganie. Możliwość gryzienia i szarpania przedmiotu pozwala dokończyć łowiecki ciąg zachowań, jest więc najlepszą nagrodą. Jeżeli za-
reagujemy, nim zwierzak pozna w pełni przyjemności pogoni, mamy dużą szansę na to, że w przyszłości ten typ agresji nie przysporzy nam zmartwień.
Najlepiej oswajać psa z rowerami, osobami na desko- i łyżworolkach oraz na motorach w okresie socjalizacji (pierwsze trzy miesiące życia), a przynajmniej jak najwcześniej. Trzeba dbać o kontakt z tymi bodźcami przez długi czas, a nawet przez całe życie psa. Właściciel może sam jeździć z pupilem na rowerze – nie daje to wprawdzie pełnej gwarancji, że zwierzak nie będzie gonił innych osób w ruchu, ale ryzyko takiego zachowania ograniczymy do minimum.
Gdy niepożądane zachowanie zdążyło się już utrwalić, praca z psem trwa o wiele dłużej, a wyniki są zwykle gorsze. Wobec zwierzaka, który rozsmakował się w ściganiu, być może nigdy nie będziemy mogli sobie pozwolić na osłabienie czujności. Choć wytrwałym ćwiczeniem możemy sprawić, że – reagując w porę! – zapanujemy nad pupilem i odwołamy go, zanim rzuci się w pościg, zawsze będziemy musieli bacznie obserwować otoczenie i wypatrywać potencjalnych „ofiar”. Zdarzają się też jednak przypadki podnoszące na duchu: w idealnej sytuacji, po wytrwałych ćwiczeniach, nazywanych przeciwwarunkowaniem, pies na widok roweru pędzi do właściciela w oczekiwaniu emocjonującej zabawy.
Jak ćwiczyć?
Reagujemy od razu, gdy pies zauważy obiekt w ruchu – żywo wołamy go do siebie (pomaga błyskawiczne odbieganie w przeciwnym kierunku). Jeżeli mimo to puści się w pogoń, musimy być gotowi ją przerwać. Można do tego wykorzystać długą linkę (12-20 m) czy obrożę na sprężone powietrze uruchamianą zdalnie (wydaje syczący dźwięk odwracający uwagę psa; to bodziec awersyjny, ale łagodny). Kiedy zatrzymamy zwierzaka, zaraz zachęcamy go, aby pobiegł za nami. Gdy się zbliży, prowokujemy do żywiołowej zabawy w szarpanie. (Większość psów od szczenięctwa ją uwielbia, ale niemal w każdym zwierzaku można rozwinąć zamiłowanie do tego działania).
Każda przerwana pogoń przybliża nas do celu, a każda udana – z punktu widzenia psa – od niego oddala. Do pełnego sukcesu potrzeba setek, a może tysięcy powtórzeń ćwiczenia. W praktyce może to oznaczać potrzebę wytrwania w tej pracy przez rok lub dłużej. Nie ma jednak innego wyjścia: powtarzane pościgi niechybnie spotęgują problem.
Obroża elektryczna to ostateczność
Trzeba tu wspomnieć o obrożach elektrycznych, pozwalających ukarać psa zdalnie wyzwalanym impulsem elektrycznym. Wiele psów pod jego wpływem przerywa pogoń. Ale to bardzo silna kara i niesie z sobą wiele niebezpieczeństw. Zwierzak może skojarzyć impuls z przypadkowym bodźcem, który pojawi się jednocześnie, albo ze strachu popędzić przed siebie, zamiast przybiec do właściciela. To nie koniec: stosowanie nawet tak silnej kary działa tylko doraźnie. Aby kontrolować zachowanie psa w obecności bodźców, które wyzwalają u niego pogoń, obrożę elektryczną trzeba by stosować stale. Kiedy przestaniemy ją zakładać, zwierzak szybko wróci do niepożądanego zachowania. Trzeba się więc zastanowić, czy chcemy stosować tak awersyjny bodziec wobec zwierzaka przez wiele lat, zwykle do końca życia (przynajmniej co pewien czas). Kary powodują ogólne zahamowanie. Wiele psów z obrożą elektryczną na szyi biega wolniej, mniej się oddala i w ogóle mniej „robi”. Choć może się to wydawać korzystne dla właściciela, trzeba wiedzieć, z czego wynika. W niektórych krajach europejskich używanie obroży elektrycznej jest zabronione. Namawiam więc, aby – jeśli ktoś zdecyduje się na zastosowanie tego narzędzia – zrobił to pod okiem bardzo doświadczonej osoby. Niewprawne użycie go może przynieść więcej szkody niż pożytku.


