Psy.pl

reklama

Wyszukiwarka

Obaszar wyszukiwania
Zapisz się do naszego newslettera

Zapisz się do serwisu

Obaszar logowania się do serwisu

Forum

Tagi

Co za dużo, to niezdrowo

Urszula Charytonik

25-04-2005

Mój Pies: 5/2005 (164)

strona: 34

Czy psa można szkolić z powodzeniem w różnych dziedzinach, czy lepiej stawiać na psią specjalizację?

Od wieków jedne psy przygotowywano do jednej, wąskiej specjalności, podczas gdy inne spełniały różnorodne zadania. Wielu specjalistów, szczególnie zajmujących się pasterstwem, twierdzi, że jeśli chce się mieć naprawdę dobrego użytkowo - czy sportowo - psa, nie należy „mieszać mu w głowie” innymi dyscyplinami. Inni dopuszczają łączenie dyscyplin, ale podkreślają, że pasterstwo powinno być pierwszą dziedziną, którą pies poznaje. W przeciwnym razie dyscypliny te mogą ze sobą kolidować.

Instynkt i wyuczenie
Największy konflikt dotyczy dyscyplin opierających się na wrodzonym instynkcie psa i nawykach wyuczonych. Do dziedzin instynktownych należy przede wszystkim pasterstwo i tropienie. Praca „na instynkcie” różni się od szkolenia w pozostałych dziedzinach. Tutaj pies w zasadzie wie, co ma robić (to właśnie podpowiada mu instynkt), natomiast człowiek ukierunkowuje ów instynkt, uczy psa reagować na komendy i dzięki temu steruje jego zachowaniem.

Natomiast dyscypliny takie jak posłuszeństwo, agility, flyball i frisbee należą do wyuczonych i są właściwie dla psa czymś sztucznym. Oczywiście w pewnym stopniu opierają się na instynkcie, a właściwie popędzie łowieckim (zwanym powszechnie w środowisku szkoleniowym popędem łupowym) albo popędzie pokarmowym - ale tylko w zakresie motywacji psa do wykonywania ćwiczeń. Można powiedzieć, że pies pasie, bo sprawia mu to przyjemność, ale biega po torze agility, bo liczy na rzut piłeczki.

Szkolenie sportowe a pasterstwo
Z większym lub mniejszym powodzeniem można wyszkolić prawie każdego psa w dziedzinach, których można wyuczyć. Nie przeszkadzają też one sobie nawzajem, choć może brakować czasu na ich równoległe rozwijanie. Konflikt pojawia się dopiero, gdy chcemy uprawiać z psem dwie bardzo podobne do siebie dyscypliny, w którym są jakieś sprzeczne wymagania.

Oczywiście większość psów „zawodowo” pracujących jako pasterze raczej nie ma czasu na robienie czegoś jeszcze. Jeśli zaś chodzi o psy pasące przy okazji, to w zależności od ich predyspozycji, można pewne dziedziny z pasterstwem połączyć. Jednak jeżeli pasterstwo ma być główną linią prowadzenia psa, to cała reszta będzie dla niego jedynie dodatkiem. Przykładem jest dwukrotny mistrz świata agility, border collie Loch Mac Leod. Specjalizował się on właśnie w agility, natomiast pasterstwo było urozmaiceniem. Oczywiście zdarzają się psy, które doskonale radzą sobie w wielu dyscyplinach, w tym również w pasterstwie. Jest ich jednak niewiele.

O tym, jak bardzo szkolenie sportowe w kierunku agility czy posłuszeństwa sportowego koliduje z nauką pasterstwa, przekonało się wiele osób. Pies długo ukierunkowany na tego typu sport, nie mający kontaktu z pasterstwem, jest w pewnym sensie „zepsuty”. Jego instynkt jest zagłuszony, a pies ma wpojone inne wzorce zachowań. Problem pojawia się głównie wówczas, gdy pies za bardzo zwraca uwagę na przewodnika i nie potrafi skoncentrować się na innych zwierzętach. Oczywiście instynkt, o ile tylko pies go ma, można wydobyć, ale wymaga to wiele pracy. Lepszymi pasterzami są psy „nieskażone” żadnym szkoleniem. Znacznie mniej, a zdaniem niektórych - wcale, szkolenie sportowe przeszkadza w tropieniu.


Jak połączyć różne dyscypliny?

Maria Kuncewicz, właścicielka hovawartki Louli - licencjonowanego psa tropiącego, z którą uprawiała także agility, obedience i sporty obronne

Moim zdaniem tropienia można uczyć równolegle z każdym innym sportem. Ważne, żeby nie uczyć wszystkiego na raz. Pies musi najpierw dobrze przyswoić jedną dziedzinę, zanim rozpocznie się drugą.

Ja zaczęłam z Loulą od tropienia w stylu francuskim (pies tropi luzem, często w dużej odległości od przewodnika). Jeżeli od tego się nie zacznie, psu trudno potem oddalić się tak daleko od przewodnika, zwłaszcza, że w tropieniu użytkowym razem z przewodnikiem tworzą zespół. W tropieniu użytkowym miałam problemy ze śladami zwodniczym, bo ślad naturalny był stary, a jeden ze śladów zwodniczych - świeży. Są to jednak sytuacje do rozwiązania.

Jeśli chodzi o inne sporty typu agility, frisbee, taniec z psem czy obedience, uważam, że można je trenować jednocześnie. W przypadku sportów obronnych, zależy to od psa. Uważam, że łatwiej przejść ze sportów typu Ring (dyscyplina francuska) czy Mondioring do IPO, a nie odwrotnie. W IPO pies gryzie sztywny rękaw, natomiast w Ringu kostium jest miękki i pies często wyczuwa przez niego ciało pozoranta. Jeśli nie jest do tego przyzwyczajony, od razu puszcza.

Przy przejściu z jednej dyscypliny do drugiej (przy dyscyplinach tego samego rodzaju, jak np. różne typu tropienia czy obrony) przed startem trzeba zaplanować okres adaptacyjny. Nie można dziś startować w IPO, a za tydzień w ringu.


Wszystko zależy od psa

Anna Calomfirescu, właścicielka amstafki Keny i border collie Jaspera

Kena początkowo była szkolona w agility, posłuszeństwie sportowym, flyballu itp. Dopiero po paru latach, gdy Anna zainteresowała się ratownictwem, najważniejszym zajęciem Keny stało się ratownictwo gruzowe.

Border collie Jasper od początku szkolony na ratownika, ma podwójną specjalność psa gruzowego i terenowego (poszukującego osób zaginionych np. w lesie). Dodatkowo uprawia te same sporty, co Kena. Anna prowadzi też jednostkę ratownictwa specjalistycznego przy OSP Wrocław.

Teraz szkolenie zaczynam od przygotowania psa do tego, do czego został przeznaczony, czyli w moim przypadku - do ratownictwa. Cała reszta dostosowywana jest do możliwości i predyspozycji psa i właściciela.

W przypadku ratownictwa sportowe posłuszeństwo zdecydowanie odpada. Pies ratowniczy musi być posłuszny bardziej niż pies-sportowiec - musi on wykonać polecenie, bo od tego może zależeć jego życie. Czasem posłuszeństwo sportowe może nawet przeszkadzać ratownikowi. Ciągłe patrzenie na przewodnika, wymagane w posłuszeństwie sportowym, jest niedobre w ratownictwie, bo pies powinien patrzeć pod swoje łapy. Poza tym w posłuszeństwie pies po komendzie „naprzód” powinien biec prosto, niemalże na ślepo, podczas gdy ratownictwie musi mądrze wybierać drogę.

Z psem ratownikiem można natomiast bawić się w agility. Pozwala to utrzymać go w dobrej kondycji fizycznej, poza tym na torze przeszkód dla psów ratowniczych są elementy bardzo podobne do toru agility. Sport ten wzmacnia też więź psa z przewodnikiem. Nie przeszkadzają też ratownikowi flyball czy frisbee, wzmacniające pasję aportowania, bardzo pomocną w szkoleniu ratowniczym.

Urszula Charytonik

Oceń artykuł

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0.0
dodaj swoją opinię Komentarze: Opinii użytkowników: 0