11 godzin w luku bagażowym

„- W sobotę rano pojawiłem się na dworcu autobusowym, by odebrać znajomą z Krakowa – opowiada. – Kierowca zaczął wypakowywać bagaże. Nagle, ku mojemu osłupieniu, wyciągnął kojec z żywym, niewielkim psem. Jak się dowiedziałem od swojej znajomej, zwierzak został „nadany” w Krakowie jak paczka.” CZYTAJ DALEJ

źródło: wspolczesna.pl