3 bezdomni muszkieterowie - Psy.pl

3 bezdomni muszkieterowie

Kilka niechcianych psów znalazło w Nieporęcie dom i ludzi, którzy chcą im pomóc. Niestety, trudno im to robić całkiem w zgodzie z przepisami - i konflikt gotowy

Dom stoi prawie na skraju lasu. Prowadzi do niego wąska piaszczysta droga. Dookoła puste pole. Zimą nad ranem można tu zobaczyć oszronione sylwetki dzików szukających pożywienia. Czasem pojawi się sarna, przemknie zając. Na osiedlu domków jednorodzinnych Leszczyna przy ulicy Jana Kazimierza w Nieporęcie mieszkają głównie ludzie, którzy uciekli tu przed zgiełkiem miasta. Są dość zamożni i wykształceni. I co nie takie znów częste, wielu z nich przygarnęło jakiegoś bezdomnego psiaka.

Psy jednoczą
Najpierw widziano je nad Kanałem Żerańskim jakieś półtora roku temu. Były trzy. Wszystkie rude i zawsze razem. Dwa mniejsze i jeden większy. Potem zamieszkały w okolicy starego złomowiska, a kiedy je zlikwidowano, zaczęły szukać nowego miejsca. I tak trafiły na ulicę Jana Kazimierza.
Któregoś listopadowego poranka Joanna Aksamit wyjrzała przez okno i zobaczyła trzy ośnieżone pyski. Psy warowały pod bramą. – Dlaczego wybrały to miejsce? – zastanawia się. – Może dlatego, że nie mamy psów, tylko trzy koty. Może wykazały się psią intuicją. Wyglądało to tak, jakby na nas czekały. Dostały ciepłe jedzenie i zdecydowały się zostać.
Ktoś wystawił na ulicę wielki karton, aby miały gdzie się skryć przed wiatrem, inny sąsiad przyniósł miskę. Jeden z mieszkańców osiedla zaproponował, że zrobi budę. W prace włączyło się kilka rodzin i tak rozwinęła się niezwykła sąsiedzka inicjatywa na rzecz bezdomnych psiaków. – Na początku buda stała przy drodze. My nie mogliśmy wziąć psów do domu, bo większą część roku spędzamy za granicą, a inni mają już po trzy własne czworonogi – tłumaczy Joanna Aksamit. – Zresztą one chyba zawsze żyły na wolności. Z początku chcieliśmy po prostu pomóc im przetrwać najtrudniejszy okres. Sąsiedzi podzielili się pracą i kosztami. Ustalono grafik, kto kiedy psy karmi, kto pojedzie z nimi do weterynarza. Zaszczepiono je i odrobaczono. Otrzymały imiona: Atos, Portos i Aramis – bo są nierozłączne jak trzej muszkieterowie.

Psy dzielą
Kiedy jednak na polu przy ulicy Jana Kazimierza pojawiła się buda, zaczęły się problemy. Kilka domów dalej mieszka pan Krzysztof z czarnym kundelkiem Czarusiem. – Pies jest mały, ale rzuca się na inne czworonogi – mówi Jakub Kubaszewski, jeden z mieszkańców. – Z naszymi przybłędami wyraźnie się nie lubią, ale żeby od razu nasyłać na nas straż miejską? Pan Krzysztof tłumaczył sąsiadom, że psy nie powinny biegać luzem po osiedlu, że jego córka, która jest w ciąży, denerwuje się, gdy ją obskakują. – Ale cała awantura jest tak naprawdę o Czarusia – uważa Kubaszewski. Prawo jest oczywiście po stronie pana Krzysztofa – żaden pies nie powinien biegać bez nadzoru. Dlatego opiekunowie muszkieterów przenieśli budę na działkę Joanny Aksamit. Wspólnymi siłami ogrodzono wybieg. Sąsiedzi otrzymali klucze od posesji, aby można było dokarmiać psy, gdy pani Joanna jest za granicą. Zrobili składkę na karmę. Niestety, mimo ogrodzenia psy wciąż uciekały. – Nie potrafimy ich okiełznać – tłumaczy jeden z sąsiadów, Tadeusz Makselon. – Sam widziałem, jak wskakują na siatkę, a potem wspinają się jak koty i zeskakują po drugiej stronie. Zrobiły też podkop pod ogrodzeniem. – Od czasu, kiedy jeden z nich podczas wspinaczki po siatce skręcił sobie łapę, już tej dziury nie zasypujemy – tłumaczy pan Tadeusz. – Ale nieprawdą jest, że to psy agresywne. Są bardzo, ale to bardzo łagodne.

Ludzie działają
– Któregoś dnia zniknęły – wspomina Karolina Kubaszewska. – Buda pusta, jedzenie w misce nietknięte. Minął dzień, dwa – i nic. Dopiero kolejnego wróciły, ale tylko dwa – opowiada. – Popytaliśmy mieszkańców i okazało się, że ktoś widział tu dziwny samochód. Domyśliliśmy się, że to był hycel. – Atos najbardziej ufa ludziom – mówi Joanna Aksamit. – Merdając ogonem, biegnie im naprzeciw. Gdy dobiegnie, przewraca się na plecy i odsłania brzuch. Nic dziwnego, że złapali tylko jego. Dwa pozostałe są sprytniejsze i uciekły do lasu.

Mieszkańcy odwiedzili wszystkie okoliczne schroniska i udało im się wydobyć psa z przytuliska w Nasielsku. Jednak na tym się nie skończyło. Pan Krzysztof postanowił psy z osiedla usunąć, mimo że uszczelniono boks i zainwestowano w wyższą siatkę. Sąsiedzi próbowali negocjować. Zaproponowali, że za darmo ogrodzą jego posesję, aby Czaruś mógł bezpiecznie biegać luzem. Nic z tego. Pan Krzysztof broni swojego stanowiska. – Robią tu ze mnie najgorszego – mówi. – Ja też kocham zwierzęta, ale jak się ma dobre serce, to należy mieć też rozum. Oni krzywdę tym psom robią, bo co teraz z nimi będzie? Myślą, że znalazły dom, a nikt ich nie chce. Zresztą nie może być tak, że moja córka boi się wyjść z domu z włas- nym psem. A gdy idzie na spacer, to bierze z sobą kij. Mam prawo żyć w spokoju.

Ludzie rozkładają ręce
– Nie wiem, co możemy jeszcze zrobić. Karmimy te psy, dbamy o nie, mają książeczki zdrowia. Tydzień temu straż miejska zażądała kategorycznie, żebyśmy zrobili z nimi porządek – mówi Joanna Aksamit. – Powiedzieli, że to sfora, a sfora zawsze atakuje. Dostałam kolejne upomnienie. Na mandaty też moglibyśmy się składać, ale to przecież niczego nie rozwiązuje, bo któregoś dnia i tak nam te psy zabiorą. Może znajdzie się ktoś, kto je weźmie. Może pojedynczo, może wszystkie razem. To są dobre psy, pilnują w nocy.
– Lepiej było zostać w Warszawie – mówi Tadeusz Makselon. – Jak ktoś ma dobre serce, to nie powinien mieszkać na wsi. Gdy była tu jeszcze budowa, przybłąkała się mała suczka. Mówiłem sobie, że ją wezmę, jak się tylko przeprowadzimy, ale ktoś ją przegnał. Ledwo tu zamieszkałem, pojechałem na wycieczkę do lasu. Patrzę, a tam w jamie leży jamniczka. Chuda jak szkielet, ledwie oddycha i tylko popiskuje – opowiada. – Ukląkłem i powiedziałem, żeby mi wskoczyła za pazuchę. Zaufała i wskoczyła – opowiada. – Dlatego tak mi teraz żal tych psów…

PRZYGARNIJ MUSZKIETERA

  • Atos bardzo lubi dzieci i łatwo nawiązuje kontakt, a przy tym jest najbardziej czujny – pierwszy szczeka, gdy w pobliżu posesji pojawiają się inne psy. Mógłby zamieszkać w bloku. Potrafi chodzić na smyczy.
  • Aramis lubi ciszę i spokój, sam też mało szczeka. Potrzebuje czasu, aby się oswoić z kimś obcym.
  • Portos jest trochę bojaźliwy, ale nie reaguje agresją, nawet gdy czegoś nie lubi. Wszystkie akceptują koty. (Kontakt w sprawie adopcji przez redakcję).
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *