A jednak solidarni - Psy.pl - mamy nosa!

A jednak solidarni

Chociaż my, miłośnicy psów, na co dzień nie zawsze darzymy się sympatią, to czasem zapominamy o animozjach - zwłaszcza wtedy, gdy trzeba ratować obce zwierzę

Umierający pies leży w przydrożnym rowie – przekazana późnym wieczorem wiadomość postawiła na nogi oglądających stronę internetową. Ktoś natychmiast ofiarowuje transport, ktoś podaje adres psiego hotelu, ustala się miejsce spotkania i znaki rozpoznawcze. Jeszcze tej samej nocy wyrusza ekipa ratownicza. I nikomu niepotrzebny już pies ostatnie dni życia spędza w niewyobrażalnym dla niego luksusie – zaznaje ludzkiej życzliwości, serdecznego głosu i głaszczących go rąk.

Żadna oficjalna organizacja pracująca w określonych godzinach, z budżetem ustalanym uroczyście i corocznie nie zdoła zmobilizować tak błyskawicznie swojego personelu, jak czyni to społeczność psiarzy skrzykująca się za pośrednictwem internetu w celu ratowania kolejnego czworonożnego nieszczęścia. A nieszczęście nie jest udziałem tylko psów pariasów, przychodzących na świat z przypadku i spędzających życie na łańcuchu, o głodzie czy na bezdomnej włóczędze.

Rottweiler, basset, chart, terier czy owczarek w potrzebie – na to hasło miłośnicy rasy stają w gotowości. Pomoc nie jest zarezerwowana wyłącznie dla psów rodowodowych, korzystają z niej także bezpapierowe i te, które ukochaną rasę przypominają tylko troszkę. Odbierane z pseudohodowli, ze schronisk, przystosowywane na nowo do życia wśród ludzi, czekają w psich hotelach lub w domach tymczasowych na odpowiedzialne ręce. Zwierzaków potrzebujących wsparcia nie brakuje – na szczęście nie brakuje też ludzi, gotowych dołożyć bodaj 10 zł na hotel, karmę czy leczenie obcego psa.
Czy naprawdę można dziś jeszcze zaufać, że 10, 20 czy 50 zł, ofiarowane z niekoniecznie pełnej kieszeni, zostanie spożytkowane zgodnie z deklaracją? Skoro oszukiwano ludzi przekazujących środki na ratowanie dzieci, tym bardziej tu należy zachować ostrożność. Ogłoszenia w rodzaju: „pomóżcie, potrzebuję tysiąc złotych na operację psa”, na ogół szybko są weryfikowane, sprawdzane dokładniej niż działalność niejednej oficjalnej fundacji. I oszustwa zdarzają się rzadko.

Potrafimy być solidarni w obliczu biedy – ale nie tylko. Dwie gitary, skrzypce, śpiewy chóralne i solowe, płonące ognisko, niezmordowani w żartach ludzie, spokojnie obok nich śpiące młode psy – to jedno z wielu spotkań belgomaniaków, czyli miłośników owczarków belgijskich. Przyjeżdżają z całej Polski. Rano wymiana doświadczeń szkoleniowych – co zrobić, aby szczeniak zaaportował i pokonał tunel, jak sprawdzić chęć tropienia, jak wystawiać, wieczorem długie rodaków rozmowy…
Mają swoje towarzyskie zloty połączone ze szkoleniem goldeniarze i właściciele labradorów, pikniki organizują miłośnicy agility, świtem w podmiejskie tereny ruszają spragnieni tropienia przewodnicy wszelakich rasowców i nierasowców. Nie trzeba oficjalnych dyrektyw, prezesów ani głównych księgowych. Ktoś wypatrzył tani nocleg, ktoś udostępnił własny dom na wsi, w razie kłopotów z dojazdem znajdzie się miejsce w cudzym samochodzie. Koszulki i czapeczki z takim samym nadrukiem, drużyny sportowe organizowane przez odwiedzających stronę internetową bodaj na jedne zawody – wszystko to zaspokaja głęboko tkwiącą w nas chęć tworzenia społeczności, z którą można się identyfikować. Nic przecież tak nie łączy jak podobne zainteresowania i pasje. Pies – ongiś pomocnik myśliwego i pasterza, zwierzę, które tak jak człowiek nie toleruje samotności – pomaga dziś ludziom odnaleźć się nawzajem.

W obliczu biedy i we wspólnych pasjach kiełkuje nieśmiało solidarność na czterech łapach. Musi rosnąć jak najszybciej, bo jest szalenie potrzebna. Nie potrafimy jeszcze stworzyć psiarskiego lobby, o sile rażenia choćby takiej jak lobby myśliwskie. Nie potrafimy zmusić nawet władz miast, Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i Związku Kynologicznego w Polsce do wspólnych skutecznych działań likwidujących haniebny podwystawowy handel żywym towarem. Pokornie godzimy się na nonsensowne zakazy i ograniczenia, na prawo, które nie chroni zwierząt przed ludźmi ani ludzi przed zwierzętami. Tu już nie wystarczy pomoc adresowana do konkretnego psa, konieczne są rozwiązania systemowe. Najwyższy czas, abyśmy wymusili zmianę prawa. Inaczej nadal – wprawdzie solidarnie – będziemy wyczerpywać ocean łyżeczką do herbaty…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *