Aby żyły w naszej pamięci - Psy.pl

Aby żyły w naszej pamięci

Prędzej czy później moment pożegnania nadejdzie... Jak godnie uczcić pamięć zwierzaka, który nierzadko jest naszym najlepszym przyjacielem?

W Polsce jest zaledwie kilka miejsc, w których można pochować zwierzę. Specjalne cmentarze znajdują się w okolicach dużych miast, m.in. pod Warszawą, Wrocławiem, Bydgoszczą, a także w aglomeracji śląskiej – w Rybniku.

NAGROBKI PEŁNE ZABAWEK
Podwarszawski cmentarz dla zwierząt Psi Los w słoneczną, październikową niedzielę. Na niewielkim parkingu tłok, kilka rodzin przyjechało na grób swojego zwierzaka. Krzątają się, wyrywają chwasty wokół małych mogiłek, podlewają kwiaty, grabią suche liście. Na cmentarzu pochowane są głównie psy i koty, ale zdarzają się też króliki czy papużki. Jest nawet urna z prochami konia. Zwierzęcy cmentarz przypomina ludzki. Tyle tylko, że na grobach oprócz kwiatów i zniczy często widać… psie zabawki. Na pamiątkowych tablicach umieszczono zdjęcia zwierzaków i dedykacje: „Byłeś naszą miłością, nasze serca są smutne”, „Jedyny, ukochany przyjaciel”.

– Na groby zwierząt najczęściej przyjeżdżają osoby samotne, dla których odejście czworonoga było prawdziwą tragedią – mówi Witold Woyda, właściciel cmentarza Psi Los. Piotr Plucik, kierownik schroniska dla zwierząt i cmentarza w Rybniku, zauważa, że na cmentarzach chowają swoje zwierzęta głównie mieszkańcy miast i osoby wykształcone. O psy bezdomne czy zaniedbywane za życia po śmierci tym bardziej nikt się nie troszczy. Wyjątkiem są zwierzęta ze schroniska w Rybniku, które są chowane na cmentarzu, choć nie mają indywidualnych grobów.

Pogrzeb kosztuje – w zależności od wielkości zwierzęcia – nawet 350 zł. W cenę wliczona jest też pamiątkowa tabliczka i utrzymanie czystości na cmentarzu. Kwaterę wykupuje się zazwyczaj na czas z góry określony. Później za kolejne lata trzeba znowu płacić. Dodatkowe koszty ponoszą osoby, które chcą ufundować swojemu zwierzakowi pomnik lub marmurową tablicę. Oficjalnie w cennikach nie ma takich usług, ale właściciel cmentarza może skontaktować potrzebującego z odpowiednim rzemieślnikiem.

W niezwykły sposób honorowane są zwierzęta pochowane w Mochlu nieopodal Bydgoszczy. Na grobie każdego leży polny kamień. – Zbieranie kamieni to od wielu lat hobby mojego męża, teraz wykorzystujemy je na cmentarzu – opowiada Barbara Lis, zarządzająca cmentarzem wraz z mężem.

BEZ KRZYŻY
Podobieństwo do ludzkiego cmentarza przejawia się także w zachowaniach ludzi, którzy regularnie odwiedzają groby swoich ukochanych zwierząt. Przyjeżdżają nawet na Wszystkich Świętych, a w ostatnich latach coraz częściej także w Dniu Zwierząt. W okolicach święta św. Franciszka z Asyżu tłok na cmentarzu jest największy. Na pierwszy rzut oka cmentarze dla zwierząt odróżniają od ludzkich dwie rzeczy. Po pierwsze, znacznie mniej jest tu grobów zaniedbanych. Jeśli bowiem ktoś decyduje się na poniesienie kosztów pochówku zwierzęcia, to później dba o jego grób. Po wygaśnięciu umowy (z reguły 2-letniej) stare groby są usuwane. Druga różnica to brak krzyży. Zdarzają się wprawdzie osoby, które chciałyby ustawić krzyż na mogile zwierzaka, ale zazwyczaj nie zgadzają się na to właściciele cmentarzy. Wyjątek stanowi Piotr Plucik: – Skoro organizuje się msze św. dla właścicieli i zwierząt, to dlaczego na zwierzęcym cmentarzu nie miałby stać krzyż? – pyta. Jak dotąd jednak w Rybniku nikt się jeszcze na to nie zdecydował.

TRWAŁY ŚLAD
Nie ma w Polsce wielkich uroczystości pogrzebowych. Z reguły ceremonie są skromne, biorą w nich udział głównie rodziny. – Czasem pogrzeb jest opóźniany o kilka dni, aby cała rodzina mogła dojechać – mówi Tomasz Jagielski, właściciel cmentarza w Szymanowie (woj. dolnośląskie). Bywa, że czytane są fragmenty z Biblii albo okolicznościowe wiersze. Leje się wiele łez. Z usług polskich cmentarzy korzysta, według naszych szacunków, w każdym miesiącu co najmniej kilkadziesiąt osób. To niewiele, ale warto pamiętać, że jeszcze do niedawna wielu ludzi o takich miejscach w ogóle nie wiedziało. Pierwszy w Polsce cmentarz dla zwierząt (Psi Los pod Warszawą) powstał niespełna 15 lat temu. Wcześniej Polacy mogli się przekonać, jak wygląda takie miejsce jedynie z filmu. W trzeciej części sagi o rodzinach Karguli i Pawlaków „Kochaj albo rzuć” bohaterowie pojechali na pogrzeb krewnego do USA i omyłkowo trafili na cmentarz dla zwierząt. W latach 70., gdy film powstał, ta scena była odbierana raczej humorystycznie. Tymczasem teraz, zdaniem właścicieli cmentarzy, także w Polsce zainteresowanie ich usługami rośnie. Decydują o tym nie tylko względy sanitarne, ale przede wszystkim chęć pozostawienia trwałego śladu po zwierzęciu. Zwłaszcza że w myśl przepisów nie wolno zmarłego zwierzęcia pochować na prywatnej posesji ani wywieźć zwłok do lasu.

ZJEDNOCZENI W BÓLU
Przed kilkoma laty felietonista „Tygodnika Powszechnego” Jacek Podsiadło tak pisał o pogrzebach zwierząt: „Pamiętajmy, że to my potrzebujemy grobu jako śladu minionej obecności, nie zwierzęta”. Te słowa są w dużej mierze prawdziwe. Okazuje się bowiem, że zwierzęce cmentarze to nie tylko miejsca pamięci o zwierzakach, ale także miejsca spotkań, nawiązywania znajomości. – Dla niektórych przyjazd do nas to forma wypoczynku – mówi Barbara Lis.

Nie powinno to jednak dziwić, bo przecież przyjeżdżający na grób zwierzaka mają pewność, że spotkają tam wyłącznie podobnych sobie miłośników zwierząt.


Wirtualny pomnik

Cmentarzy dla zwierząt jest niewiele, a nie każdy może przejechać pół Polski, by pochować swojego ulubieńca. Jak inaczej można ocalić od zapomnienia ukochanego zwierzaka? Przed laty poeci o swoich umarłych zwierzęcych przyjaciołach pisali wiersze, dziś korzystając z dobrodziejstw techniki, można postawić swojemu ulubieńcowi „pomnik” na wirtualnym cmentarzu. W internecie jest wiele takich miejsc. Zwykle noszą one nazwę Tęczowego Mostu (określenie pochodzi z wiersza Paula C. Dahma zaczynającego się słowami: „Ta część nieba nazywana jest tęczowym Mostem”). Na stronach WWW zamieścić można zdjęcie i opis zwierzaka, a nawet posadzić na jego grobie wirtualny kwiatek.

Nadgrobek Perlisi

Perła tu leży, nie ta, co Szczęśliwe
Wyspy więc noszą ani brzegi krzywe
Oryjentalskie, ani te skorupy,
bogate w sobie kryją łupy.
Kosztowniejsza to perła, która siła
Wraz w sobie skarbów bogatych nosiła
Nos załamany, sierć bielsza niż wełna,
Miększa niż tyrski jedwab, niż bawełna,
Oczy wypukłe, ogon zatoczony
I w kilka kręgów pięknie ucerklony,
Wzrost niezwyczajny, mały i sudanny,
Jak do rękawka potrzebują panny
Owa co kiedy nadobnego było
W malteńskich pieskach, jej samej służyło.
A przy tym dowcip i wdzięczne pieszczoty,
Wierność i co jest we psiech tylko cnoty,
I ochędóstwo niezwyczajne miała,
I tym się w łasce swej paniej trzymała.
Pies ją niebieski żywota pozbawił,
Ale postrzegszy, co niechcący sprawił,
Zawył lamenty trąbą swą do góry
I za żałobę przywdział czarne chmury.
Płakał jej pokój i łóżka płakały,
Płakał i ciepły komin owdowiały:
Płacze i łzami kosztownymi ani
Da się utulić nad nią moja pani.
Sam się śnieg śmieje, bo za tym pogrzebem
Bielszego nadeń nie masz nic pod niebem.

Jan Andrzej Morsztyn

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *