Afrykański burek - Psy.pl

Afrykański burek

Rhodesian ridgeback Momo dziennikarki Beaty Sadowskiej zjadł już osiem par butów - a ona wybaczyła mu nie tylko te buty, ale także trzy pogryzione kanapy...

Co Momo ma wspólnego z brzoskwinią oprócz faktury sierści?
Tak naprawdę dowiedziałam się, że „momo” to po japońsku „brzoskwinia” dopiero po fakcie – od mojego refleksologa [terapeuta zajmujący się znajdującymi się na stopach i dłoniach punktami odpowiadającymi poszczególnym organom ciała – przyp. red.], który jest Japończykiem i strasznie się z tego śmiał. Momo dostał swoje imię za sprawą książki „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”. Jednym z jej bohaterów jest chłopiec – łobuziak, ale o dobrym sercu. Bardzo polubiłam tego książkowego Momo – i stąd Momo psi…

Też ma taki charakter?
Tak – to kompletny dzieciak, ma dopiero rok i trzy miesiące. Zjadł mi trzy kanapy, osiem par butów i komórkę z bazą danych – ale ma najlepsze serce na świecie.

Ile zjedzonych kanap można psu wybaczyć?
Trzy wyczerpały limit i teraz zastawiam wejście do salonu rowerem. Momo jeszcze nie odkrył, że tę przeszkodę można sforsować – czuje przed rowerem respekt. Często przy nim bi ega i wie, że jest szybszy od niego. Uznał chyba, że lepiej żyć z nim w zgodzie i go nie zaczepiać…

Rhodesian po prostu musi się wybiegać – wtedy śpi przez osiem godzin. A jak z nim pójdę tylko na półgodzinny spacer, to potem szaleje i szuka atrakcji w domu, co zwykle nie kończy się zbyt dobrze… Momo, na miejsce!

Widzę, że bardzo Pani słucha…
Chodzi na szkolenie. Oczywiście, jak każdy szczeniak próbuje przekraczać granice, na przykład usiłuje zaglądać do każdego kosza na śmieci – ale gdy mu się powie „fe!”, to rezynuje z nurkowania w odpadkach.

Jest szkolony w grupie czy indywidualnie?
Indywidualnie. Stosujemy jak najwięcej nagród i tylko jedną karę: rzucenie łańcuszkiem. Właściwie wystarczy, że go wyjmę z kieszeni i zabrzęczy w dłoni – Momo reaguje natychmiast, potwornie nie lubi tego dźwięku.

Za czym jeszcze nie przepada?
Nie znosił jazdy samochodem – bo mam trzydrzwiowy i żeby wsiąść, musiał się przeciskać między siedzeniami, a psy tego nie lubią. Niestety zrobiłam mu krzywdę, bo nie zdając sobie z tego sprawy, zraziłam go do podróżowania autem. A przecież samochód powinien mu się świetnie kojarzyć – z lasem, łąką, rzeką – wszystkim, co uwielbia. Na szczęście trenerka go z tego wyprowadziła.

Nie lubi też zostawać sam w domu. Najchętniej na stałe przykleiłby się do nóg – moich albo Pawła, mojego narzeczonego.

Jak osładza Pani psu godziny samotności?
Dużo pracuję w domu, więc Momo nie zostaje sam na długo. Zostawiam mu pluszaki, które kocha najbardziej na świecie. Frajdę sprawia mu zwłaszcza zaglądanie do ich wnętrza… Dostaje też suszone frykasy do chrupania.

Lubi jakieś rzeczy niezwyczajne?
Wszystko – byle ode mnie lub od pana. Oliwki – uwielbia! Ogórki kiszone – pyszności! Pomarańcze – rewelacja! Banany – numer jeden! Nawet za sałatą przepada.

Gotuje mu Pani?
Niestety tylko od święta. Psy w moim rodzinnym domu – kundelek, dogi niemieckie, a teraz Stefan ze schroniska – nigdy nie dostawały gotowej karmy. I Momo po powrocie od rodziców, u których ląduje, kiedy wyjeżdżam, na kulki patrzy trochę krzywo – ale już po jednym dniu przeprasza się z nimi i wcina.

Najpierw dogi, teraz rhodesian – pies musi być duży i krótkowłosy?
Dogi – błękitny i złoty – były właściwie przez dwie trzecie mojego życia…

…a jednak zdradziła je Pani – rhodesian miał być dopełnieniem Pani egzotycznego wizerunku?
Nie, zupełnie o tym nie myślałam. Szukaliśmy psa sportowego, bo prowadzimy aktywny tryb życia. Poznałam jednego rhodesiana i bardzo mi się spodobał. Bo to taki pies pies – gdyby dziecko miało narysować psa, to pewnie tak właśnie by wyglądał – taki Pluto, Plutek o przyjaznej fizjonomii.

Fizjonomia może być myląca…
Dużo czytałam o tej rasie. Miałam opory, bo rhodesian, którego znałam, żyje trochę we własnym świecie. Pan go zawoła, to przyjdzie… A ja chciałam mieć psa kumpla, psa przyjaciela, członka rodziny. Hodowca i trenerka przekonywali, że dużo zależy od wychowania. Bo psy – tak jak ludzie – oddają to, co dostały. I choć rhodesian jest niezależny, można go nauczyć, żeby reagował na nasz głos, na komendy. Nie chodzi o to, żeby zabić w nim jego naturę, np. chęć zaglądania do koszy na śmieci – przecież to tak fajnie pachnie! – lecz o to, żeby przestał, kiedy usłyszy, że ma przestać. Z tym nie miałam problemów nawet jako dziewczynka – nasze psy mnie słuchały.

Rodzice je szkolili? Kilkanaście lat temu nie było to jeszcze u nas popularne…
Tak – one były za duże i za silne, żeby to odpuścić.

A kto chodzi na szkolenie z Momo?
Ja. Staram się to robić raz w tygodniu.

Narzeczony nie ma problemów z egzekwowaniem posłuszeństwa?
Nie, tylko że on jest tym dobrym policjantem, a ja – złym. Ja grożę psu palcem, on go głaszcze. Momo wie, że w stosunku do Pawła może sobie pozwolić na dużo więcej. Na mnie nie skacze przy powitaniu, na niego – zawsze…

Jakie widzi Pani różnice między dogiem a rhodesianem?
Jeden dog był dostojny, stateczny, do wody wchodził tak, żeby nie zamoczyć łap na więcej niż dziesięć centymetrów. Za to drugi – kompletny wariat i wieczny dzieciak – strącał wszystko ogonem. Momo jest oczywiście szybszy, ma więcej energii, może szaleć, szaleć i szaleć. Biegamy z nim czasem półtorej godziny nad Wisłą, zatacza wielkie kręgi i robi w tym czasie trzy razy tyle kilometrów co my. Na pewno jest też bardziej niezależny.

A co Pani woli?
Nie mogę powiedzieć, że kocham Momo bardziej niż psy, z którymi się wychowywałam, którym wypłakiwałam się w ucho i z którymi leżałam na posłaniu, gdy było mi źle… Nie można tego porównać.

Wiedziała Pani dużo o tej rasie – czy mimo to coś Panią zaskoczyło?
Śmieję się, że Momo jest podrabianym afrykańskim burkiem, bo najbardziej lubi zimę.
Polowanie nie leży w sferze jego zainteresowań: żaden ptak, żadne inne zwierzę… zero agresji! Jeśli chodzi o instynkty łowieckie, poluje wyłącznie na spadające liście: gdy leci liść, Momo siada i wodzi za nim wzrokiem jak ciapa. Nawet trenerka mówi, że on jest nietypowym rhodesianem.

Pewnie w toku hodowli wyciszono niektóre kłopotliwe cechy. Jak Pani wybrała hodowlę?
Polecili ją nam znajomi, którzy mają brata Momo – Morana. To mała hodowla, ojciec szczeniąt jest wielokrotnym medalistą – ale nie to było dla mnie ważne. Chciałam mieć psa od normalnego właściciela. Kiedy zobaczyłam, jak traktuje swoje psy i jak one są w niego wpatrzone – postanowiłam wziąć szczeniaka właśnie stamtąd.

Przygarniając psa ze schroniska czy przybłędę nie mamy takiego komfortu – miałaby Pani odwagę zdecydować się na zwierzę o nieznanym pochodzeniu?
Miałam Mańkę, którą znalazłam w lesie, zagłodzoną, w ciąży. Na początku potwornie bała się ludzi, wszystkiego się bała. Później okazała się cudownym, kochanym psiakiem. Stefan rodziców też jest świetnym burkiem, choć na początku był agresywny. Takim psom można pomóc w różny sposób, jeśli nie przygarnąć, to przynajmniej coś im ofiarować – każdy ma w domu jakiś stary ręcznik albo garnek.

To jednak nie wystarczy, aby poradzić sobie z problemem bezdomności.
Lepiej pomóc trochę niż wcale. Poza tym już w dzieciach trzeba obudzić empatię – pies to żywe stworzenie, które się głaszcze, a nie ciągnie za ucho.

No tak, ale jak powiedział Muniek Staszczyk: żeby poczuć, trzeba mieć – a nie każde dziecko ma psa.
To prawda. Jako dziecko wymusiłam na ojcu obietnicę, że dostanę psa, choć mama była temu przeciwna. Gdy u ciotki oszczeniła się suka, przypomniałam: obiecałeś! W tajemnicy przed mamą pojechaliśmy po szczeniaka. I potem już zawsze był czworonóg – inaczej czegoś by nam brakowało. Dziś nie wyobrażam sobie, że mam dzieci i nie mam psa – one się wtedy wychowują zupełnie inaczej. Pewnych rzeczy nie trzeba ich uczyć, są dla nich naturalne: gdy miałam kanapkę, połowę oddawałam psu. Myślę, że dzieci, które mieszkają z psami, często wyrastają na lepszych ludzi.

Beata Sadowska studiowała politykę społeczną i dziennikarstwo. Pracowała w Radiu Kolor, Radiu Zet (jako reporter polityczny), TVN Wisła (szef wydawców działu informacji), TVN („Fakty”, „600 sekund życia”, „Co za dzień”). Przez 2,5 roku mieszkała w Londynie. Współpracowała z „Vivą!”, „Elle”, „Twoim Stylem”, „Machiną” i „Filmem”. Przeprowadziła wiele wywiadów z gwiazdami światowego kina. Po powrocie do Polski pracowała dla dwutygodnika „Viva!”, MTV (MTV Select), MTV Classic i TVN Style („Miasto kobiet“, „Pałac kultury“). Obecnie można ją oglądać w TVP 2 („Pytanie na śniadanie”, „Starter”) i czytać jej felietony w „Elle”.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *