Agnieszka Szulim – dlaczego przygarnia bezdomne zwierzęta?


Maja spadła mi z nieba, tak jak przepowiedziałam w wywiadzie dla miesięcznika „Mój Pies” w lutym 2010 r. Suczka rasy chihuahua spędziła sześć lat w pseudohodowli.

Siedziała zamknięta w klatce i wcale nie wychodziła na spacery. Dla żądnych zysku właścicieli stała się maszynką do produkowania szczeniąt. Żal było patrzeć na jej liczne blizny po zabiegach cesarskiego cięcia. Magda Buszko z fundacji Viva! Akcja dla Zwierząt zamieściła na swoim profilu jej zdjęcie z prośbą o pomoc finansową na leczenie, a także z apelem o znalezienie kochającego domu. Kiedy przypadkiem zajrzałam na tę stronę, od razu wiedziałam, że Majka będzie moja. Zanim odebrałam ją z domu tymczasowego, musiała zostać wysterylizowana, a także przejść drutowanie złamanej szczęki i usunięcie większości zębów.

Domy tymczasowe są wybawieniem dla psich sierot

Tak pokiereszowaną przywiozłam do domu, gdzie czekały na nią dwa jack russell terriery Angel i Amelka oraz kot. Obawiałam się trochę, jak teriery przyjmą nowego domownika, dlatego kupiliśmy różne gryzaki i zabawki, żeby przyjazd Mai skojarzył im się z miłymi doznaniami. Udało się. Zadziwiająco szybko suczka zaadaptowała się do nowych warunków. Naśladując teriery, po dwóch dniach nauczyła się wychodzić za potrzebą do ogródka. Angela ubóstwia, a Amelką próbuje rządzić i dlatego powarkują czasem na siebie.

Kiedy dochodzi do konfliktu, pouczona przez behawiorystę, oddalam się i nie zajmuję się żadną z nich. To pomaga. Niekiedy próbują szarpać jedną zabawkę, ale nie pozwalam im na to, bo Majka mogłaby stracić resztkę i tak ruszającego się uzębienia. Generalnie mimo tego, co przeszła, Maja jest bardzo pewna siebie i nie zauważyłam u niej jakichś blizn psychicznych. Pewnie to zasługa tego, że przebywała w domu tymczasowym. Pracowałam kiedyś w schronisku jako wolontariuszka i uważam, że takie domy są wybawieniem dla psich sierot. Szczególnie dla piesków małych ras, które zupełnie nie nadają się do życia w warunkach schroniskowych.

Liczy się każde uratowane zwierzę

To wszystko sprawiło, że zaangażowałam się w propagowanie adopcji. Wzięłam m.in. udział w prezentowaniu psów do adopcji podczas obchodów 20-lecia miesięcznika „Mój Pies”. Sama też zorganizowałam podobną akcję podczas czerwcowego Warsaw Fashion Street w Warszawie. Uważam, że takie działania mają sens, bo z jednej strony pokazują, jak wielkim problemem społecznym są bezdomne zwierzęta, a z drugiej dają szansę tym kilku wybrańcom na znalezienie kochających domów. Bo liczy się każde uratowane stworzenie. Sama znalazłam Maję w internecie i myślę, że nie należy lekceważyć tej drogi komunikacji. Wiem, że część zamieszczanych tam apeli pozostaje bez echa, ale znam też wiele osób, które tą drogą znalazły czworonożnego przyjaciela. Chciałabym bardzo, aby takie decyzje były przemyślane, bo najgorsze, co można zrobić raz porzuconemu psu, to narazić go na powtórne odrzucenie.

Poza tym uważam, że jeśli nie mamy  planów wystawowych, a chcemy mieć psa, to najlepiej wziąć go ze schroniska. Gdy postanowimy, że musi być rasowy, to koniecznie z rodowodem, by nie wspierać pseudohodowli takich jak ta, której ofiarą padła Maja. A tkwiła w niej tak długo tylko dlatego, że nie brakowało chętnych na zakup „taniego rasowego pieska”. Mam nadzieję, że nowa Ustawa o ochronie zwierząt ograniczy liczbę pseudohodowli. Byłby to pierwszy krok do zmniejszenia populacji bezdomnych psów.

Agnieszka Szulim, dziennikarka, absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, prowadzi program „Pytanie na śniadanie” w TVP 2

wysłuchała Paulina Król