Szokująca prawda o właścicielach zwierząt! Wyznanie weterynarza - Psy.pl - mamy nosa!
Pies w rękach weterynarza

Szokująca prawda o właścicielach zwierząt! Wyznanie weterynarza

Najpierw są święta. Wiele osób dostaje z tej okazji szczeniaka, kociaka albo inne małe i słodkie zwierzątko. Jednak święta szybko się kończą, zwierzak rośnie i… nie jest już tak cudownie.

Co dzieje się potem – nierzadko wiele lat potem – gdy brakuje nam podstawowej empatii, opisał na Facebooku weterynarz Przemysław Łuczak. Jego post udostępniły tysiące osób.

Święta to czas na szczeniaczki, kociaczki, króliczki i chomiczki, które spakowane w karton czekają pod choinką. Duży procent z nich w połowie stycznia znajdzie się pod najbliższym schroniskiem albo trafi na portale aukcyjne (do działu „oddam”). Ciemna strona świąt.

Nieważne, ile by się napisało, ile uświadamiało. Co roku jest to samo.

Empatia dla zwierząt

Nie jest to jednak notka o zwierzakach prezentach ani o tym, by może odpuścić sobie doroczny łazienkowy spektakl polegający na tym, że rodzina stoi nad wanną i rozważa, kto ukatrupi karpia… Skoro mamy okres zadumy, nowych postanowień i podsumowań, może warto umieścić w tych rozważaniach nasze zwierzęta. I te nie nasze też.

Świat idzie do przodu. Ludzie coraz bardziej otwierają się na nowe idee. Tak wspaniale jednoczymy się wobec tragedii na świecie, jesteśmy tacy empatyczni względem siebie – cudownie! Po prostu cudownie! Dlatego więc tak ciężko mi pojąć, czemu tyle osób nie jest w stanie tego algorytmu empatii przenieść na swoje zwierzęta. Gdzie się podziewa najprostsze, ludzkie zrozumienie?

Eutanazja, by się nie męczył

Pewien poniedziałek. Zabiegany pan wchodzi do lecznicy, ciągnąc na smyczy coś, co kiedyś było owczarkiem niemieckim. Dowiaduję się, że przez ostatnie trzy miesiące pies schudł z 40 kg na 20 kg i zrobił się jakiś taki apatyczny. Ale wiadomo, przed świętami każdy taki zalatany. Nowotwór? Kto by pomyślał… Eutanazja? Przecież była szansa, że samo przejdzie. Nie mógłby tak chudnąć w nieskończoność.

Przy tych wszystkich eutanazjach zawsze zastanawia mnie to „dobro zwierzęcia”. Nie jestem w stanie tego zrozumieć. „Nie będę go leczyć, żeby się nie męczył…”. Albo uśpienie zamiast oddania do adopcji: „Lepiej uśpić, bo on beze mnie nie przeżyje”.

Innym razem wpada szczur z zaawansowaną dusznością. Leży na boku, rzęzi. Szybka akcja, umieszczam zwierzę pod tlenem, stabilizacja. Przygotowuję szczura do dalszej diagnostyki.

– Od kiedy trwają objawy?

– On tak ma od tygodnia. My przyszliśmy go uśpić…

– Od tygodnia? To czemu nie przyszliście państwo wcześniej?

– Myśleliśmy, że sam zdechnie.

To samo tyczy się guzów, które zdublowały już masę ciała zwierzęcia. No cholerne raczysko, człowiek myśli, że wykończy tego zwierzaka w tydzień, a ono rośnie i rośnie, i nic się nie dzieje! Bezczelne. Na dodatek biedne dzieci muszą patrzeć na cierpienie chomika. Jak temu nowotworowi nie wstyd!? Jeszcze ta nieznośna niewydolność nerek – lekarz zapewniał, że zwierzę z tym długo nie pożyje, a tutaj ciągnie się to i ciągnie!

Pies leży na kocyku
fot. Shutterstock

Wszystkie choroby są „od zawsze”

Gdzieś na świecie ludzie budują pierwsze roboty wielkości łepka od szpilki, klonują owce, łazik jeździ po Marsie i wysyła nam zdjęcia. Tymczasem u mnie na stole stoi pies, podobno apetyt ma osłabiony od jakiegoś czasu, a wczoraj to już nic nie zjadł. Zaglądam w pysk, a tam trzeci, a może już czwarty krąg piekielny. Kamień zakrywa całe zęby. Dziąsła czerwone, miejscami z nich krwawi. Tłumaczę, że olbrzymi stan zapalny jamy ustnej, że zęby popsute. „No dobrze, panie doktorze, ale dlaczego on nie je? Bo on takie zęby to miał przecież od zawsze”. Zapada niezręczna cisza, twarz opiekuna nie zdradza swoją mimiką, że zadała pytanie, które nie powinno paść, a jednak padło. Konsternacja. Tak jak powiedziałem, to okres zadumy.

Od zawsze zastanawia mnie to „od zawsze”. Od zawsze ma biegunki, od zawsze wymiotuje, od zawsze kaszle, od zawsze te larwy wychodzą z oczodołu, od zawsze nie je od pół roku. Czy to jest naprawdę taki olbrzymi wysiłek, by pojąć, że to małe lub duże, co nam biega pod nogami w domu, zasuwa na kołowrotku w klatce lub przylepione do szyby w terrarium na nas patrzy, jest żywe? Gdzie w procesie myślowym w ludzkiej głowie umyka fakt, że jeśli pies ma ząb, to ten ząb się może popsuć i boleć? Dlaczego nie chcemy spróbować uznać, że ta obrzęknięta i zwisająca bezwładnie kończyna jest chyba złamana, i chyba boli jak diabli, i chyba coś trzeba z tym zrobić?

Guzy powstają z dnia na dzień

Oprócz „od zawsze” są jeszcze stany nagłe. Dotyczy to najczęściej guzów. Zasada brzmi, że im większy guz, tym szybciej powstał. Zazwyczaj perforujący guz na klatce piersiowej wielkości kokosa to kwestia ostatniego spaceru, może w porywach dwóch dni. Paznokcie długości szponów mitycznej harpii u królików i świnek morskich zazwyczaj jak zaczarowana fasolka kiełkują przez noc. Przy takim wyznaniu opiekunowi nawet powieka nie drgnie i zastanawiam się, jak bardzo ta osoba musi myśleć, że rozmawia z idiotą, lub że udało jej się kłamstwo stulecia.

Z eutanazją to w ogóle jest ciekawa sprawa. Patrząc na podejście do zwierząt, jestem chyba w stanie podpisać się rękami i nogami przeciwko wprowadzeniu eutanazji u ludzi. Widzicie oczyma wyobraźni, jak by to mogło wyglądać?

Przypadek 1

  • Państwa syn złamał nogę tydzień temu, nie wygląda to dobrze…
  • Ale to go boli, panie doktorze?
  • No trochę tak… Pytanie, co robimy dalej.
  • Może uśpić? Żeby się nie męczył…

Przypadek 2

  • Państwa babcia ma zapalenie płuc, w jej wieku to bardzo niebezpieczne.
  • To się długo leczy?
  • No tak, organizm już nie jest młody…
  • To może nie warto, bo już jest taka STARA.

Jacy ludzie nie mają empatii

Ja wiem doskonale, co widzicie przed oczami, kiedy czytacie o całym tym braku empatii, o braku serca i odrobiny zrozumienia. Załącza się spojrzenie statystyczne: źle ubrany, niewykształcony pan koło 50. Delirium tremens, zwierzę z kolczatką wbitą w szyję tak, że już zarosła. Nie, moi drodzy! Ja często widzę młodych ludzi, dobrze ubranych, elokwentnych. Czasem widzę rodziców z dziećmi, które uśmiechają się, słysząc, że zwierzę ma guza, że strasznie boli.

Świadomość opiekunów z roku na rok wzrasta, ale niestety zwierzęta (szczególnie te rasowe) także padły ofiarą konsumpcjonizmu. York w papilotach, rzadka odmiana barwna boa, niecodzienny ssak egzotyczny są wykładnią luksusu, a nie przyjacielem. Widać to zwłaszcza po rosnącej popularności małp utrzymywanych w domach, mimo negatywnych opinii, jakie się słyszy o nich jako zwierzętach domowych.

To wiedza tajemna, że zwierzę czuje

Pewnie może z 2-3% czytających ten wpis odnajdzie w nim samego siebie, ale może jakieś 50% z was zna takie właśnie osoby. Warto może przy wizycie na kawkę albo w pubie przy piwie powiedzieć takiej osobie, że to, co robi, jest złe, i zdradzić wielką tajemnicę wszechświata, że jednak zwierzę czuje, i że czasem je boli. Zafundujesz takiemu zwierzakowi może nie tyle Boże Narodzenie, co Wielkie Odrodzenie.

PS Wszystkie historie w tekście i cytaty są autentyczne i pochodzą z codziennych sytuacji, jakie miewam ja i moi koledzy i koleżanki po fachu. Zmieniono nazwiska, daty, gatunki zwierząt itp. Jeśli znalazłeś zbieżność w tekście dotyczącą swojej osoby, to zastanów się nad sobą. Bardzo dobrze się zastanów.

Autor: Lekarz weterynarii Przemysław Łuczak, EgzooVet
2 na 5 na podstawie 4 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także
  • dwbem
    dwbem 13 lipca 2017 o 17:37

    Zgadzam się z tym artykułem, od zawsze twierdzę, że najgorszym bydlęciem na ziemi jest człowiek bo żadne zwierzę nie jest tak bezduszne, okrutne, żadne nie znajduje przyjemności w zadawaniu cierpień i nie zabija dla przyjemności i każde zwierzę używa 100% swojego mózgu bo choć ludzie twierdzą, że mają największe mozgi to niestety większośc nie używa nawet 1 promila tego mózgu. Wprawdzie ja mam szczęście spotykać wokół siebie ludzi naprawdę kochających i dbających o swoje zwierzęta ale jak czytam lubsłyszę o takich jak opisane wyżej zdarzenia to mi się nóż w kieszeni otwiera i chętnie zrobiłambym tym ludziom to samo co oni robią zwierzętom.

  • duzar
    duzar 21 lipca 2017 o 13:37

    czysta prawda

  • ANITA
    ANITA 21 lipca 2017 o 15:57

    Nie mogę zrozumieć ze ludzie w dzisiejszych czasach są nadal tacy źli i tępi. Mój znajomy też czekał aż choremu pieskowi przejdzie i piesek zmarł. Ja ratowalam z mezem i dziećmi chorą świnke morską, poszlo ok 1000 zł. Koleżanka powiedziała że zglupielismy. Spytalam czy jak jej babcia zachoruje to też nic nie będzie robić. Teraz mam psa i dwa koty wszystko przygarnięte. Są członkami naszej rodziny i mają swojego doktora wet. Moi rodzice tak mnie wychowali i tak być powinno zwierzę też człowiek.

  • Ewa Bielinska
    Ewa Bielinska 21 lipca 2017 o 16:03

    eutanazja zwierzaka na zyczenie,,to brzmi jak barbarzynstwo.. na czyje życzenie??pytam? pogląd na eutanazję "na życzenie " beznadziejnie chorego czlowieka , mam inny.. ale to od Was weterynarzy, zależy ,czy to zrobicie.. przepraszam,ale oglądalam film,gdzie w hodowli ,weterynarz" poprawiał rasę" ,przez....... przycinanie uszu psom.szok!!! syn opowiada,ze przed swietami w UK na kazdym większym obiekcie widnieje napis. pies jest na całe zycie-nie tylko po choinke ...czyli problem stary jakświat
    aczkolwiek ja nie spotkałam sie z faktem ofiarowywania zwierzat,raczej głupiej adopcji,nie twierdzś,o nie!,ze takiegi czegos u nas nie ma...ale teraz proszi mo odpowiedziec na małe pytanie..DLACZEGO Wasze usługi są tak cholernie drogie??niestety to prawda,, teraz trafił mi sie adoptowany wyczekiwany kundelek...z wadą serca.. podejrzeniem choroby trzustki.. w domu jest juz jeden chory..mąz po ostrym zawale ,wszytymi stetntami sztuczną zastawką aortalną, baypassami wykryta przy okazjii pylica i z tętniakiem na aorcie głownej(serce) bo juz od tych terminologii dostaja kręcćka teętniaka nikt nie chce ruszyc,bo stentgrafy drogie, a ryzyko kolosalne ,że zejdzie na stole.los obdarzył jeszcze takim psiakiem.. zachciało mi sie plakac.. znowu.. mielismy adoptowac jeszcze jednego starszego
    psa...ale juz nie wydołamy finansowo.. fundacja nie zrobiła sterylki, nawet nie wiedziałam,że łies nie był szczepiony na wściekliznę!!!.. posiadanie psa .. ,uratowanie mu życia.. bo w RADYSACH...wie pan?? bedzie kosztowac ..sunię kochamy , więc mowy nie ma ...ale dlaczego te ceny u Was takie astronomiczne?? koltuneria zwsze będzie..po co leczyc psa...a moze jest tak,ze trzeba wybierac?? to nie pierwszy mój pies .. wiem ile kosztuje zwykłe doglądanie weterynajne,"zwykłe": choroby.. a teraz coś takiego...pominął pan bardzo waznę sprawe,czesc lekow ,które wypisujecie ,można zaserwowac w postaci ludzkiej,są o niebo tańsze///pominał pan bardzo wazny aspekt.. jeszcze raz przypominam,zyjemy niestety ,tu gdzie zyjemy.. w naszym kraju...

    • Elżbieta Putkowska
      Elżbieta Putkowska 21 lipca 2017 o 20:42

      Pani Ewo !
      Zgadzam się z Panią, usługi weterynaryjne są koszmarnie drogie, leki jeszcze droższe i żaden weterynarz nie powie uczciwie, że są "ludzkie" leki o tym samym składzie i działaniu o niebo tańsze.
      Ostatnio w lecznicy przyznałam się, że jestem emerytką to usłyszałam, że jak ktoś nie ma pieniędzy to nie powinien mieć zwierząt, zapytałam więc, czy zdaniem pani doktor powinnam uśpić czy oddać do schroniska swoje ukochane 4 pieski z chwilą przejścia na emeryturę ??
      Czy z powodu cen starsi ludzie nie mają prawa do zwierząt ??
      Niestety mam jeszcze jedną uwagę, nieliczni weterynarze są nimi z miłości do zwierząt, zdecydowana większość robi to tylko dla pieniędzy i dobro zwierzaka i jego opiekuna jest im absolutnie obojętne.

  • Barka
    Barka 21 lipca 2017 o 17:11

    Trafiam na ten artykuł juz po raz kolejny od kilku dni. Bardzo mnie on denerwuje. I tak jak nigdy nie kometuję wpisów, tak ten muszę.
    Kim jesteśmy, że tak łatwo ptzychodzi nam ocenianie innych ludzi? Z jednej strony nagonka na ludzi, że muszą adoptować zwierzęta ze schronisk, że wszędzie tyle zwierząt jest potrzebujących domów,a z drugiej jawny wyzysk i oszukiwanie opiekunów zwierząt.
    ,,Kamień zakrywa całe zęby. Dziąsła czerwone, miejscami z nich krwawi. Tłumaczę, że olbrzymi stan zapalny jamy ustnej, że zęby popsute " a czemu autor tekstu nie napisze jaka jest przyczyna powstawania nadmiernego kamienia nazębnego i ile kosztuje usunięcie tegoż kamienia? nie wspomnę już o konieczności wykonania pod pełną narkozą?
    Gdzie jest edukacja opiekunów zwierząt? faktyczna pomoc? szczere i cierpliwe tłumaczenie na czym to wszystko polega.
    ,,Nieważne, ile by się napisało, ile uświadamiało. Co roku jest to samo." - edukowanie, wychowywanie, zmienianie świata i nastawienia ludzi trwa latami. Do takiej zmiany, potrzeba ludzi z powołaniem, a nie oceniających i dumnie opisujących to w internecie.

  • Xena
    Xena 21 lipca 2017 o 17:13

    Ewa Bielinska w punkt!

  • Barka
    Barka 21 lipca 2017 o 17:17

    Ewa Bielinska - dokładnie. Ja na codzień pracuję z psami i kotami. Sama mam zwierzęta. Ceny są zatrważające. Ale to mój zawód i hobby i ja wiem jak co zrobić, aby było taniej. Wiem, jaka jest prawdziwa profilaktyka, która nie spowoduje, że zbankrutuję. Ja wiem. Zwykły opiekun psa, kota, fretki czy chomika nie wie. Kupuje tanią karmę, bo myśli, że to najlepsza i najtańsza opcja. Nie wiem, że pies czy królik może jeść świeże zdrowie jedzenie, które nie spododuje kamienia nazębnego albo nowotworu. Rynek zoologiczny kwitnie w Polsce, szkoda tylkko że kosztem naszych zwierząt.

  • .kasia
    .kasia 21 lipca 2017 o 18:10

    Ewa Bielinska, niestety lekarz weterynarii ma obowiązek używać leków zarejestrowanych dla danego gatunku zwierząt. Leków ludzkich może używać tylko i wyłącznie wtedy gdy nie ma dostępnych odpowiedników weterynaryjnych.

  • .kasia
    .kasia 21 lipca 2017 o 18:14

    A po za tym ludzkie leczenie jest o wiele droższe, tylko jest opłacane że składek zdrowotnych. Istnieje możliwość ubezpieczenia zwierzęcia. Wtedy leczenie również będzie darmowe. Wybór należy do Pani. W Anglii jest to bardzo powszechne.
    P.S. brawo dla autora tekstu. Trafia w samo sedno.

  • Mariola
    Mariola 21 lipca 2017 o 18:52

    Samo życie Pan opisał. Bezmyślność ludzka, podłość i nieczułość.

  • Joanna
    Joanna 21 lipca 2017 o 19:23

    Jak kogoś nie stać na leczenie niech nie kupuje sobie zwierzęcia Argument typu że zabieg w narkozie jest drogi jest co najmniej.... hmmm dziecinny Wizyta u stomatologa tez jest droga - jak cię boli to idziesz i płacisz jak psa/kota boli to właściciele to ignorują Przecież to TYLKO zwierzę
    Lekarz weterynarii to zawód - za usługę trzeba zapłacić Za usługę specjalistyczna - trzeba zapłacić więcej Koniec .KROPKA.
    Dowiedzcie się jak to jest w innych krajach rozwiązane. Usługi weterynaryjne DUŻO droższe. I ludzie myślą o tym zawczasu wykupując ubezpieczenie odpowiednie.

  • Lek.wet.
    Lek.wet. 22 lipca 2017 o 08:49

    Drogo? Często słyszę, że a to lek drogi a czemy muszę płacić za wizytę itp. Otóż ja jestem przedsiębiorcą jak każdy inny, nie mam kontraktu z NFZ , cena leku to nie tylko cena jego zakupu to też prąd, woda, gaziki, podkłady, strzykawki, sprzęt itd, często lokal i jego dostosowanie, masa sprzętu i leków które muszę mieć, bo a nuż trafi sie pacjent który będzie go potrzebował. Nie wspomnę już o zusach i skarbówce. A też chciałbym coś zarobić. Czy jak idziecie prywatnie do dentysty, ginekologa czy dermatologa to też robicie mu wywody? A tam samo wejście to 100 zł

  • Erdelkowo💓
    Erdelkowo💓 22 lipca 2017 o 09:35

    Sama prawda🙁

  • Anka Weganka
    Anka Weganka 22 lipca 2017 o 10:22

    Zwierzeta maja uczucia- najlepiej strzezony sekret ludzkości. Napisze wam jeszcze większy sekret. Zwierzęta to nie tylko pieski, kotki, chomiki i złote rybki ale ( wiem, ze w to ciężko uwierzyć) rozwniez krowy świnie i kurczaki. Krowa kocha swoje dziecko tak jak ty kochasz swoje a mleczarnia zabiera jej cielaki i wywozi je na rzeź żeby ludzie mogli pic mleko. Szokuje co? Krowa tęskni za swoim zamordowanym cielakiem. Cialak również tęskni za swoją mama, jest przerażony słysząc jak inne cielaki są zazynane i cierpi kiedy jest mordowany. Miłego dnia życzę !

  • Grazyna Nyc
    Grazyna Nyc 22 lipca 2017 o 12:01

    To wszystko prawda . Kochamy zwierzęta dopóki nam służą i sa zdrowe. Moja koleżanka wydala w ciagu dwóch miesięcy 7 000 zl na leczenie psa . Zlikwidowała swoja polisę żeby go ratować . Ale kogo ze zwykłych ludzi stać na takie koszty? Ja rozumiem , ze weterynarze muszą tez zyc i utrzymać klinikę, ale może warto zróżnicować cennik , bo za szczepienia co roku place po 100 zl za psa . Mnie na to stać , ale starszą emerytkę może nie koniecznie i co wtedy ? Nie szczepią. Wiec jak jest cos poważnego - nie leczą.

  • Arizona
    Arizona 22 lipca 2017 o 12:08

    Posiadanie zwierzęcia nie jest obowiązkiem tylko luksusem, natomiast artykuł nikogo nie powinien oburzac, bo jest w nim sama prawda. Chyba, że prawda w oczy kole. Przede wszystkim przyszli właściciele powinni być przygotowani zawczasu na koszty związane z podstawowa profilaktyka (kleszcze, szczepienia i odrobaczenie), powinni szukać informacji dotyczących wybranej przez siebie rasie zwierzęcia, żeby być gotowym na ewentualne schorzenia, na które mogą mieć one predyspozycje. Nie powinno nikogo dziwić, że buldozek za 400 zł z pseudohodowli będzie życiową skarbonka dla właściciela, jeśli zdecyduje się na doprowadzenie go do "stanu uzywalnosci".
    Inna sprawa jest to, że pies to nie człowiek. Psy między rasami różnią się pod wieloma względami. Tym bardziej nie każdy ludzki lek pomimo tego, że posiada ta sama substancje, będzie odpowiedni dla zwierza. Różnią się nośniki, substancje dodatkowe pozwalające na wchłanianie. Zresztą zgodnie z obowowiazujacym prawem farmaceutycznym lekarz ma obowiązek podawać zwierzęciu lek zarejestrowany dla odpowiedniego gatunku a nie wg widzimisię właściciela, żeby było taniej.
    A na koniec- lekarz weterynarii to zawód jak każdy inny. Musi odprowadzać podatki, utrzymać siebie i rodzinę. Opłacić rachunki, personel, kupić leki, przez cały czas doksztalcac się. Wymagacie od lekarza, żeby leczył za "Bóg zapłać" ale on powołaniem kanapki nie posmaruje.

    Przykre jest to jak nie raz ludzie więcej potrafią zapłacić za kosmetyczke czy fryzjera a wizyta odwlekana jest czasem tygodniami, żeby tylko uniknąć kosztów.

  • Krolka
    Krolka 23 lipca 2017 o 00:16

    Lekarze, którzy 'sprzedają' Wam swoją wiedzę chcieliby zarobić, leczenie to ich praca zarobkowa nie charytatywna działalność (choć są i tacy, którzy łączą jedno z drugim), to powinno być oczywiste. Ile pieniędzy zostawiacie u dentysty? Ile kosztuje wizyta u uznanego profesora neurologa czy innego specjalisty? Artykuł dotyka problemu mentalności ludzi, nie tego, że prywatne usługi (nie tylko przecież weterynaryjne!!) nie są na kieszeń przeciętnego emeryta. W artykule mowa o tym, że ludziom najzwyczajniej w świecie szkoda kasy na "tylko psa" czy "tylko kota". Mam ciężko chorego psa i czasami muszę się mocno nagimnastykować, żeby zdobyć pieniądze na leczenie, badania, specjalne jedzenie, ale zaciskam zęby i nie narzekam, że jest mi ciężko. Wiecie dlaczego? Bo sama Go wzięłam, podejmując decyzję o adopcji psa starszego spodziewałam się, że mogą być różne problemy. Do kogo mam mieć pretensje? nie mam do nikogo, psa kocham nad życie, a to, że wydaję na niego pół swojej wypłaty (a zdarza się, że całą) to trudno, wart jest każdego wydanego grosza. I wcale nie czuję, że lekarka, która Go leczy zdziera, wręcz przeciwnie, czasami leci po kosztach, nie bierze pieniędzy za konsultacje....
    Spotkałam ostatnio na swojej drodze kota, był w agonii, leżał sobie na czyimś ogródku, od właścicieli dowiedziałam się, że On już tak od kilku dni, że przecież i tak już się nie wyleczy. Lekarz? Ale po co?? Przecież kot i tak umrze??!! A Oni nie mają pieniędzy. Nie zaglądam nikomu do portfela, ale w domu mieli ładne meble, nowe telefony, wielki telewizor. I to jest ważne dla takich ludzi, a nie kot, który w agonii odchodzi kilka metrów od domu. I to o takich ludziach jest artykuł. Nawet jak nie mam w danym momencie na leczenie zwierzęcia to idę sprzedać ten cholerny telewizor, bo nie chcę żeby mój przyjaciel cierpiał. Oczywiście opiekunowie są różni, jedni sprzedali by nerkę, żeby pomóc ukochanemu zwierzęciu, a dla innych ważniejsze są dobra materialne.... Myślicie, że tacy ludzie są wyjątkiem? Otóż nie są. Kot ostatecznie został poddany eutanazji, już tylko tak można mu było pomóc, ale jak myślicie kto za nią zapłacił? Kto się tym zajął? nóż się w kieszeni otwiera, jak ludzie traktują swoich 'przyjaciół'. Kiedy Pani opiekunka usłyszała, ze kot został uśpiony popłakała się i wypytywała mnie czy na prawdę nie można było niczego już zrobić. Odpowiedziałam Jej tylko, że gdyby poszła z kotem do weterynarza tydzień wcześniej pewnie byłoby można coś zrobić, ale w duszy miałam ochotę udusić babę gołymi rękami. To o takich sytuacjach prawi artykuł, moim zdaniem bardzo trafnie ujęte.

  • Darek
    Darek 23 lipca 2017 o 16:41

    Cóż, aż trudno się nie zgodzić z postawionymi w artykułuje tezami o braku empatii do zwierząt. Tylko wskazywanie jednej strony jako tej winnej jest delikatnie mówiąc nadużyciem.
    Niestety w swoim życiu spotkałem się z lekarzami weterynarii którzy zwierzęta traktują przedmiotowo, a nie podmiotowo, a proponowanie eutanazji w przypadkach trudniejszych niż przeziębienie czy niestrawność jest dla nich chlebem powszednim.

  • Kociara
    Kociara 23 lipca 2017 o 17:01

    Przeczytałam komentarze. Oczywiście nie można generalizować. Nic nie jest tylko czarne ani tylko białe. Sama mam zwierzaki - bezdomniaki i przeżywam niepokój jak widzę, że coś mu dolega. Zimą ratowałam kotkę za ponad 2 tyś - pożyczone. Na pewno sa tacy co wolą kosmetyczkę i wakacje czy robią licówki u stomatologa, zamiast zaprowadzić zwierzaka do weta i podjąć walkę o niego. Ale uwierzcie nie każdy. Na wakacjach byłąm w 2005 roku, u dentysty 2 lata temu, nie wiem co to kostetyczka czy spa a moje koty jadają lepiej niż ja. Gdyby nie pakiet zdrowotny u pracodawcy to bym nie miała wizyt u specjalistów i swojego leczenia bo na prywatne mnie nie stać a NFZ wiadomo. Wystarczy mimo pracy mieć kredyt i kosztów po uszy...........ale kochać zwierzaki i pomagać jak można jak sie widzi ,że leży bida ledwo dycha. W fundacji każdego dnia mamy zwierzaki wyrzucane z domu - straszne!. Mamy też prośby o ogłoszenia ,że z przyczyn choroby, zmiany sytuacji życiowej i finansowej ktoś nie może opiekować się zwierzakiem i prosi o znalezienie domu dla niego. Myślicie, że tak łatwo? że ludzie chętnie biorą takiego kotka czy psa zwłaszcza starszego i z dolegliwościami do leczenia czy specjalistycznej drogiej karmy ???? Nie ...więc siedzą w różnych przepełnionych dt różnych fundacji i mają leczenie i utrzymanie jak ludzie zasilą konta. Te dylematy mamy każdego dnia. To nie jest takie proste.
    Co do traktowania ludzi przez ludzi - nie każdy biegnie z dzieckiem do lekarza i dba o rehabilitację bo ma krzywy kręgosłup i koślawe nogi, a ile jest w szpitalach w wakacje porzuconych starszych schorowanych osób.........Każdy przypadek jest inny i nie można generalizować. Jednak to smutne.

  • Małgorzata
    Małgorzata 24 lipca 2017 o 15:39

    Jest w tym dużo prawdy,ale też nie do końca.W domku mamy trzy kotki i trzy psy.Mam na to w miarę warunki.Trzeciego pieska wziełam z mężem ze schroniska.Wzieliśmy tego najbardziej potrzebującego.Nie zależało nam na tym by był ładny tylko żeby te ostatnie chwile miał jak najlepsze.Ale nie o tym chcę pisać .Mam też labladorkę .Od jakiegoś już czasu między przednimi łapkami ma jakiegoś guza w wielkości pięści.Byłam z tym u weterynarza .Powiedział mi że to tłuszczak i nie będziemy z tym nic na razie robić tylko obserwować.Obserwuję.Na szczęście nic się nie dzieje,ale jak zacznie się dziać?... to my będziemy odpowiedzialni że za puźno przyszliśmy.Mam tylko taką nadzieję że nic się w tym kierunku nie wydarzy.

  • Magda
    Magda 24 lipca 2017 o 22:27

    Zgadzam się z Barką w 100 procentach. Edukacja: piesek z chorą wątrobą: od 3 lekarzy usłyszałam inne wytyczne co do diety. uwaga: jedna Pani doktor powiedziała że nie mogę jej gotować, musi jeść pełnoporcjową, najlepiej suchą karmę. Zgłupiałam, bo inna Pani doktor powiedziała , że sucha karma to nagorszy syf(nieważne jakiej firmy) pod koniec już kupowałam karmę Hepatic ale sama na to wpadłam, nikt mi tego nie doradził., ale tony leków i owszem: za kasę oczywiście. Dziwnym zrządzeniem wydaje mi się że puszkowa niskobiałkowa karma(zwykła) przedłużyła mojemu psu życie. Po mięsku, ryżu i wszystkim co świeże czuł się gorzej. Kamień nazębny: jak PAni mogła dopuścić do takiego kamienia: odpowiadam że dwa razy byłam wcześniej i lekarze po badaniach krwi stwierdził że piesek najprawdop. nie przeżyje narkozy. To więc wiadomo: próbowałam kamień usuwać dostępnymi środkami ale i tak w końcu operacja: czuy takiemu doktorkowi nie chce się nabluzgać, jeśli nie wyobraża sobie nawet, jak trudna jest to decyzja o operacji starego psa z dużym ryzykiem jedynie ze względu na kamień. Żaden z lekarzy do których chodziłąm regularnie, nie polecił mi żadnej metody na kamień po prostu nie wiedział , po wielu próbach znalazłam dobry zwykły środek w sklepie zoologicznym. A przeciez wystarczyło zalecić marchewkę, albo jak jedna z PAń pisze: dobrze zbilansowaną domową diete plus witaminy. Zadecydowanie: kamień i osad jest z kupowanych karm, domowe jedzenie niepowoduje tak szybkiego osadzania. Jest jeszcze innych parę historii ale może już pominę. W ostatnich latach miałam jedną sprawdzoną Panią weterynarz i klinkę 100 km od domu. Wiedziałam, że lekarze w tej klinice rozumieją zdanie: nie chcę szczepić psa na wszystkie choroby bo ma chora wątrobę. Rozumieli tez to że po psie może nie być widać cierpienia bo sami zawsze dziwili się że mój Bolek to taki wesolutki, zawadiacki kundelek chociaż taki schorowany. I zawsze mówili: po nim nic nie widać. Co do ludzi, proszę nie pieprzcie głupot: najbardziej empatyczni ludzie to Ci którzy sami nie mają dobrze i biorąc starszego psiaka ze schroniska chcą mu dać coś bezcennego: miłość i towarzystwo,a że koszty leczenia przewyższają możliwości??? To dlaczego nie placi za to państwo, gdyby piesek był w schronisku musieliby go leczyć. A do tego jeszcze karmić. Uważam że adopcja piesków powyżej 10 roku życia ze schroniska powinna zawierać w pakiecie darmową pomoc weterynaryjną. Dobrzy ale biedni ludzie penie by je adoptowali częściej. P.S. Bolek dożył 16, cierpiał parę razy tylko dlatego że nie mógł być operowany, raz przez fatalne leczenie weterynaryjne i ściemy doktorki tylko po to żebym płaciła jej za wizyty, (u innego lekarza cierpienie skończyło się po 1 wizycie u tej Pani 5 nie przyniosło skutku), i 3 razy przez konieczną operację i do końca jego życia słyszałam określenia że to jest szczeniak z bajki. Tak mimo tych cierpień był radosnym , kochanym, wiernym, zawadiackim kundelkiem. Gdyby mnie wyedukowano połowę tych cierpień mogłabym mu zaoszczędzić( głównie z zębami), ale pazury miał czasami za długie bo wył w niebogłosy podczas obcinania. taka byłam wyrodna matka. A raczej tępa, bo gdyby weterynarz ze mną na niektóre tematy porozmawiał byłoby lepiej. Coż uczyłam się w trakcie i po 16 latach wychowania bolka ze Schroniska wiem chyba już wszystko co powinnam wiedzieć dziesięć lat temu.

  • Magda
    Magda 24 lipca 2017 o 22:56

    O właśnie to co pisze Małgorzata: ja cierpliwie leczyłam pieska przez 2 miesiące bo Pani doktor powiedziała, że tak to wygląda. I za każdym razem mówiła że się poprawia no ale musi przecierpieć. W końcu wkurzyłam się bo widziałam że nie ma poprawy i pojechałm do innego weta: co on o mnie pomyślał po tych 2 miesiącach to pewnie mógłby napisać taki artykuł właśnie. Ale ja nie jestem lekarzem i starałam się zawsze w miarę im ufać. Dziś wiem że nie wolno. Trzeba do skutku: sprawdzać opinie, wypytywać znajomych szukać w prasie, w internecie bo czasami trafi się na patałacha. A i nawet na narkozach różnie się znają: jeden dawał 80 procent szans na śmierć a inny stwierdził że mam się wogóle nie obawiać: ryzyko jest ale zastosuje specjalną narkozę dla takich piesków i najprawdopodobniej bolek wróci do mnie uśmiechnięty i tak się stało. Dlatego drodzy weterynarze: wierzę, że są nieczuli ludzie którzy eutanują psa bo się znudził albo przypadkiem nie zauważają guza wielkości piłki. Ale są też tacy którzy zostali wprowadzeni w błąd, tacy którzy mieli po prostu płacić za pseudoleczenie, a i tacy którzy mają ogromne dylematy czy mieć psa żywego z przekrwionymi dziąsłami czy martwego po operacji. A i tacy którzy kochają psa nad życie ale sami ledwo wiążą koniec z końcem. Taki kraj.

  • Kamila
    Kamila 25 lipca 2017 o 00:17

    Zacznę od tego, że zgadzam się z opinią że koszty leczenia zwierząt są zdecydowanie za wysokie. Weterynarz tutaj pisze że jest przedsiębiorcą i jakie to nie ponosi koszty. Jednak to nie usprawiedliwia absurdalnych cen. Obcięcie pazurków u małego pieska kosztuje (przynajmniej w mojej lecznicy) przynajmniej 35 - 40 zł, a jest to praca na 10 minut z wejsciem i wyjsciem z gabinetu. Który przedsiebiorca zarabia tyle w 10 minut?
    Dodatkowo nie zgodzę się z twierdzeniem, że zwierze to luksus tylko dla tych ktorych na to stać. Jak widać pieniądze nie kupią empatii. Pies czy kot to przyjaciel do ktorego każdy powinien mieć prawo jesli jest gotów wziąć za zwierze odpowiedzialnosc i o nie dbać, ale nie z góry pisać się na koszta rzędu kilku tysięcy złotych. Dodatkowo nikt nie jest w stanie przewidziec przyszłości, status majątkowy może nagle ulec zmianie i gdy nagle przestaje być nas stać na leczenie należy zwierze uspić lub oddać? Jaki jest powód wydumanych cen i gdzie empatia weterynarzy, skoro już wytykamy jej brak wlascicielom? Sama zanim przegrałam walke o psa, wydałam ponad 1500 zl na operacje i leczenie, niestety finalnie serce nie wytrzymalo i umarła na zawał, ale wiem ile kosztują wizyty, nawet te zwykłe kontrolne. Dodatkowo odkamienialismy zęby dwukrotnie i za każdym razem łączyło się to z serią badań, wszystko w sumie około 1000 zł razy dwa, ilu Polaków na to stać? Gdyby każdy brał pod uwagę takie koszta w Polsce nie byłoby prawie żadnych wlascicieli zwierząt. Czy lekarz widząc że kogoś nie stać nie może pomóc zwierzeciu z dobrego serca albo zaproponować realne ceny?

  • Ulv
    Ulv 25 lipca 2017 o 12:57

    Rozumiem że pan Przemysław Łuczak jest weganinem? Biorąc pod uwagę pasywno-agresywny ton artykułu (z którego przesłaniem zdecydowanie się zgadzam), byłbym bardzo rozczarowany, gdyby okazało się, że nawołując do empatii wobec zwierząt, lekarz weterynarii ma na myśli tylko te wybrane - te do przytulania i głaskania - a o tych męczonych w hodowlach przemysłowych i katowanych w rzeźniach już nie wspomina. Bo przecież "one po to są".

  • Alexa
    Alexa 2 sierpnia 2017 o 22:26

    Ja miałam o kilkudziesięciu lat koty, ale powiedzcie mi, bo może czegoś nie załapałam. Kotka miała niewydolność nerek, starowinka taka że do księgi rekordów moznabyloby ją wpisać, guz na nerce wyrósł. Propozycja weterynarza rzecz jasna za konkret gotówkę żeby amputowac jej nerke z guzem. Na pytanie czy ta niewydolna nerka da radę wytrzymać anestezje, debilowato odpowiedział że raczej nie. Znam kilka przypadków kiedy naprawdę szansa była znikoma w jakiejs operacji a mimo to na ostatnią drogę zwierzę okaleczono i konalo tyle że weterynarz zarobił.

  • goldwasser
    goldwasser 12 sierpnia 2017 o 16:36

    u weterynarzy też różnie bywa z empatią. dawno temu miałam szczura, którego dopadł jakiś atak, trudności z oddychaniem, może zawał - nie wiem, wzięłam zwierzaka i pobiegłam do najbliższej kliniki (Gdańsk Oliwa ul.Kaprów). pani w recepcji była miła i współczująca, ale pan doktor potraktował mnie jak powietrze, przyjął kilku psich pacjentów, którzy przyszli później niż ja, a mnie ze szczurkiem totalnie zignorował. zapłakana zamówiłam taksówkę i pojechałam do innego weta, ale było już za późno. psy są ok, a gryzonie nie zasługują nawet na chwilę uwagi? - smutne to.

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *