Amazoński kot wodny

Do dziś nie wiem, czy ten kot był prawdziwym zwierzęciem z krwi i kości, czy może raczej duchem - co sugerowali moi przewodnicy. Spotkałem go pewnego pięknego dnia w Brazylii w wiosce zbudowanej na wodzie

Płynęliśmy czółnem przez wiele godzin, z nadzieją dotarcia do laguny. Z każdym ruchem wiosła wydawało mi się jednak, że laguna coraz bardziej się od nas oddala. Popatrzyłam na spuchnięte ręce i zapytałam jednego z przewodników, ile drogi jeszcze nam zostało do przebycia. Zgodnie z moimi oczekiwaniami odpowiedział – jak zwykle – że niewiele.

Na rzece panowała prawie doskonała cisza. Byliśmy na tyle daleko od brzegu, że nie dobiegały nas odgłosy cykad ani ptaków, wietrzyk lekko muskał czubki drzew, a powierzchnia rzeki błyszczała jak świeżo umyte zwierciadło. Zatopiliśmy się w myślach i wysiłku machania wiosłami, jakoś żadne z nas nie miało ochoty na rozmowę. Nagle wszyscy wyprostowaliśmy się jak struny, ponieważ z oddali dotarł do nas nieprawdopodobny dźwięk przypominający miauczenie kota.
W dżungli nie mieszkają koty. Są jaguary i pumy, ale one nigdy nie miauczą. Indianie w wioskach często trzymają psy, ale nigdy nie widziałam w puszczy amazońskiej kota! Być może dlatego, że nie sprzyja mu wilgotny i gorący klimat równikowy, w którym co kilka godzin leje ulewny deszcz, a potem świeci piekielnie gorące słońce. Moi przewodnicy na dźwięk miauczenia zesztywnieli i wyraźnie zbledli.
– To chyba kot! – podpowiedziałam, żeby ich uspokoić.
– To on!… – szepnął jeden z Indian i chciał zawrócić łódź.
Popłynęliśmy jednak dalej. Wkrótce za zakrętem zobaczyliśmy wioskę zbudowaną na palach. Była dziwnie spokojna i cicha. Mimo oporu przewodników, udało mi się zwiedzić chaty. Były puste i niezamieszkane chyba już od dość dawna. W jednej znalazłam tylko garść czarnych ptasich piór i mątewkę do robienia zupy z bananów. Postanowiliśmy płynąć dalej, nagle jednak wyraźnie usłyszałam miauczenie. Tym razem brzmiało ponaglająco. Cofnęłam się do pierwszej chaty. Przy belce stał wielki rudy kot i patrzył na mnie. Nie mam pojęcia, jak mogłam go nie zauważyć poprzednio. Nie wiem, jak przetrwał całkiem sam w opuszczonej wiosce zbudowanej na wodzie. Musiał albo przepływać między chatami, albo… Indianie twierdzą, że to duch. Uparłam się, żeby go zabrać do najbliższej wioski. Tam zeskoczył na ziemię i zniknął w krzakach. Przez następne noce wiele razy słyszałam kocie miauczenie niosące się nad rzeką. Było pełne dzikiej radości.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *