Anioły i złoty pies - Psy.pl

Anioły i złoty pies

Ksiądz Jan Twardowski pisał: "Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno...:. Dla emerytki ze Szczecina i jej psa Maksa tym oknem okazały się internautki z całej Polski

Drobna, starsza pani chodziła z wielkim mieszańcem po szczecińskich parkach i pytała ludzi, którym dobrze patrzyło z oczu, czy nie chcieliby takiego pięknego psa. W końcu zaprowadziła go do schroniska, a potem co dnia przychodziła pod boks. Wyprowadzała, karmiła, godzinami głaskała i nie mówiła nic. Bo co w takiej chwili powiedzieć najlepszemu przyjacielowi? Łykając łzy, czekała na cud. Cud miał na imię Bożena i przyszedł, żeby zrobić to, co zwykle – wyciągnąć ze schroniska kolejnego jamnika.

Nie było za co leczyć
Pani Irena ma 71 lat. Mieszka w Szczecinie i jest emerytowaną pielęgniarką. Do ludzi przekonuje się powoli. Za to bez granic ufa Maksowi, 8-letniemu kundelkowi, którego przygarnęła trzy lata temu. Do listopada ubiegłego roku żyli sobie we dwójkę bardzo skromnie, ale szczęśliwie. Kiedy maleńka emerytura kurczyła się pod koniec miesiąca, kurczyły się też ich żołądki. Ale żadne nie narzekało. Do chwili, gdy Maks zaczął chorować, drapać się, wygryzać sierść, piszczeć, aż wreszcie wyć z bólu.

Pani Irena ratunku szukała, gdzie mogła. Powiedziano jej, że pies ma alergię pokarmową i może jeść tylko baraninę lub wieprzowinę. Najtańsza karma z dyskontu starczała na chwilę i opróżniała do cna i tak chudy portfel. Sytuację ratowały gotowane wołowe przełyki. Nie pomagała dieta ani domowe maści. W końcu kobieta obolałego i cierpiącego psa zaczęła oferować ludziom. Ona prezentowała im pięknego, dużego, mądrego przyjaciela, oni wiedzieli tylko chorego, wygryzionego staruszka. Pomyślała, że ostatnią deską ratunku będzie dla niego schronisko.

Wrażliwe serca
Kwarantanna miała trwać dwa tygodnie. Na prośbę pani Ireny przedłużono ją do trzech. Przychodziła dzień w dzień. Brakowało na tramwaj, więc z wołowymi przełykami w siatce pokonywała 6 km pieszo. Zabierała Maksa na spacer, przytulała. Ale dzień, kiedy jej ukochany staruszek miał zostać przeniesiony do boksu z innymi psami, zbliżał się nieuchronnie.

Pewnego razu pani Irena zauważyła między boksami kobietę, która robiła psom zdjęcia. Podeszła do niej i zapytała, czy nie mogłaby wziąć Maksa. Bożena, która od wielu lat szuka domów schroniskowym jamnikom, zaintrygowana propozycją zapytała, co się stało. – Pomyślałam: Boże, jakie to smutne – wspomina. – Gdyby wystarczyło 200 czy 300 zł, sama mimo tarapatów finansowych dałabym te pieniądze. Ale tu potrzebna była stała pomoc. Przyszło mi do głowy, żeby opisać sytuację na forum internetowym Dogomania. Wytłumaczyłam pani Irenie, na czym to polega, zrobiłam zdjęcia.

Historia tych dwojga, opowiedziana światu przez Bożenę, czyli internetową Amiśkę, poruszyła mnóstwo ludzi. Natychmiast zaczęli organizować pomoc. Ponieważ pani Irena nie miała telefonu, skrzynką kontaktową stał się sklep Psie Ranczo nieopodal jej domu, który należał do Anety, forumowej ateny501. One i kilka innych szczecinianek z forum na miejscu koordynowały pomoc dla starszej pani i jej czworonożnego ulubieńca.

Na zawsze razem
Maks wrócił do domu. Pod darmową opiekę weterynaryjną wzięła go lekarka Małgorzata Szczepańczyk ze Szczecina. – Poznałam panią Małgosię, gdy leczyłam moje psy – mówi Aneta. – Zapytałam, czy mogłaby pomóc Maksowi. Zgodziła się, zanim skończyłam opowiadać jego historię. Okazało się, że nie jest tak źle, jak myśleliśmy – pies miał tylko drożdżycę, chore uszy, złą dietę i pchły.

Choć podobno Maks wody bał się jak ognia, pierwsza kąpiel w salonie w Psim Ranczu była dla niego kojąca jak weekend w spa. Dostał nowy kaganiec, kosmetyki i karmę z dostawą do domu. Internauci z całej Polski słali posty z pytaniami: Co jest potrzebne i gdzie wpłacać pieniądze?

Szczecinianki odwiedzały panią Irenę, woziły ją z psem do weterynarza (potem, żeby wszystkim było wygodniej, kupiły jej ze wspólnych forumowych pieniędzy sieciówkę), zastanawiały się, czego jej potrzeba, i informowały o tym resztę. Zdecydowano, że pani Irenie przydałby się telefon. Aparat podarowała jedna z internautek, inna na forumowym bazarku wylicytowała do niego kartę. Ponieważ wiele osób oferowało pomoc finansową, Maksowi założono na forum tzw. skarpetę, do której można było wkładać pieniądze. Ta żelazna rezerwa wciąż czeka, bo znalazł się anonimowy darczyńca, który poznawszy historię Maksa, postanowił finansować mu karmę. Bieżące wydatki można było opłacać dzięki pieniądzom, które poruszeni losem Maksa ludzie przynosili do sklepu Anety. Od początku każda Maksina złotówka jest skrupulatnie rozliczana.

Każdy po kawałeczku
Zbliżało się Boże Narodzenie. Dziewczyny wiedziały, że pani Irena żyje bardzo skromnie. W dodatku jest honorowa i nigdy o nic sama nie poprosi. A skoro ich na forum jest tak dużo… Pomoc na święta zorganizowała się właściwie sama. Każdy dał, co mógł.

– Nawet nie wiem, od czego zacząć, takie mieliśmy z Maksem piękne święta – mówi wzruszona pani Irena. – Te panie to są anioły, nie ludzie. Przyniosły mi tyle pyszności, przyszło kilka paczuszek, mnóstwo kartek z ciepłymi słowami z Polski, a nawet z Holandii.

Pisali, że przywraca im wiarę. W to, że ludzie są dobrzy, umieją kochać. Pisali o sobie, o swoich psach. Przysyłali koperty ze znaczkiem, prosząc o odpowiedź. Zapewniali, że ona i Maks zawsze mogą na nich liczyć. A potem przyszły kolejne święta i imieniny. Okazało się, że pani Irena i Maks nie są już sami.

– Nie jesteśmy ideałami – mówi Aneta. – Ludzie na forum czasem się kłócą, ale są sprawy, które nas jednoczą. Jak ta. Nasza pomoc dla pani Irenki jest stała. Wszyscy jesteśmy zabiegani, ale tyle możemy dać. Każdy po kawałeczku.

Szczęśliwemu finałowi tej historii pomogło wielu. Amiśka, atena501, Roxana, GoWa, AnkaG, dusje, BeataJ, agiza, tanita, akucha, Dominika i każdy, kto coś napisał w tym wątku, a nawet tylko go otworzył i życzył mu szczęśliwego zakończenia. Pani Irena i Maks mają dziś już nie tylko siebie, ale przede wszystkim poczucie, że jeśli wokół jest tylu dobrych ludzi, nic złego ich nie spotka.

I jeszcze jedno: każdy, kto się przyjrzy z bliska Maksowi, zobaczy, że on wc ale nie jest biszkoptowy. Pani Irena miała rację, mówiąc ludziom w parku, że to złoty pies.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *