Arka Kapitana Nemo

Dom Kapitana Nemo to nie tyle "Nautillus", co podwodna arka Noego. Na jej pokładzie znajdzie miejsce każdy zwierzęcy rozbitek. Do załogi należą między innymi dwie wilczyce i Panda, któa jest kotem, ale uważa się za psa

Przy furtce w ogrodzie Kapitana Nemo (prywatnie – Bogdana Gajkowskiego) siedzi jego „ochrona”. Dwa owczarki alzackie najpierw obszczekują, a następnie rewidują (dosłownie: mokry pysk Niki ląduje w mojej kieszeni) każdego intruza. Później jednak, gdy w głębi ogrodu na rozkładanym stoliku pojawiają się ciasteczka i inne łakocie, „krwiożercze” wilki pokornieją i zaczynają machać puszystymi, powiewającymi na wietrze ogonami.
– Musi minąć czas, zanim Niki i Baba zaakceptują kogoś ze świata zza furtki, na przykład listonosza. Ale jeśli ten ktoś już znajdzie się po tej stronie i spodoba im się, mogą mu naprawdę wejść na głowę – zapewnia ich pan. – To straszliwe pieszczochy. A do tego nie mają wad typowych dla owczarków alzackich, które umieją najpierw ugryźć, a dopiero potem zaszczekać. W moich psach nie ma złośliwości. Może dlatego, że są „pomieszane” z innymi rasami?

Niki wchodzi do walizki
Przed bliźniaczkami Niki i Babą w życiu Bogdana Gajkowskiego najważniejsza była Klara – brązowa wyżlica z białym krawatem. Przeżyła z Kapitanem Nemo 14 lat, i choć miewała swoje kaprysy (pan Bogdan musiał wręcz walczyć z nią o przewodnictwo w rodzinnym „stadzie”), umiała wywalczyć nawet to, że nie zostawała sama w domu.
– Bardzo przeżywała moje wyjazdy, więc zabierałem ją ze sobą na próby – mówi Kapitan. – Życie psa artysty to w większości czekanie. Kiedy pojechałem na kilka tygodni do Ameryki, wszystkie moje zwierzęta strasznie się obraziły. Po powrocie do domu w ogóle nie chciały ze mną rozmawiać, zwłaszcza koty. Psy jakoś łatwiej było udobruchać.
Niki i Baba podczas pakowania toreb podróżnych wchodzą do walizek i nie chcą ich opuścić. Mimo to nie rozpaczają tak, jak kiedyś robiła to Klara – podczas wyjazdów pana Bogdana każda z nich znajduje oparcie w swej siostrze-bliźniaczce.
– Jest między nimi jakiś „magiczny” związek. Jeśli oddzielam jedną od drugiej, np. z powodu choroby, strasznie się niepokoją. One muszą jeść i spać razem, odczuwać bliskość i ciepło siostry. Nie planowałem dwóch psów naraz, ale człowiek, od którego dostałem szczeniaki, rozumiał, jaka więź łączy Niki z Babą, i nie chciał ich rozdzielać. Chcąc nie chcąc, stałem się właścicielem obu.

Baba rządzi
Chociaż są bliźniaczkami, związanymi wpływem tej samej planety, bardzo się od siebie różnią. Baba jest typową „cichą wodą”, spokojna i opanowana, rządzi domem i ogrodom.
– To ona decyduje o tym, gdzie biegną razem z siostrą i po co, co robią, i kiedy wracają – mówi pan Bogdan. – Niki podczas zabaw i biegów ogląda się na nią, upewnia się, czy już można zawrócić. Baba jest przewodnikiem dwuosobowego stada. Ma sporo rezerwy wobec ludzi. Niki jest szalenie wylewna, wskakuje na moich gości z łapami, liże ich, a Baba stoi w tym czasie na boku i obserwuje: co też z tego zamieszania wyniknie? Obie bliźniaczki są niezwykle ze sobą związane. Któregoś dnia wsiadłem do samochodu. Nagle Baba szczekaniem zaczęła dawać mi znaki, żebym wysiadł. Nie pozwoliła mi ruszyć. Okazało się, że Niki w najlepsze spała pod samochodem. Gdyby nie Baba, mógłbym ją przejechać.

Wszystkie koty kapitana
Koty Kapitana Nemo chodzą własnymi ścieżkami. Jak mówi pan Bogdan: „z kotami jest różnie, przychodzą i odchodzą”. Jeden z nich został wychowany przez wyżlicę Klarę, która uważała za naturalne nauczyć kocią znajdę wszystkiego, co umie porządny pies. Toteż kotka (jest biała w czarne łaty, więc mówi się na nią Panda) najwyraźniej myśli, że jest psem. Znakomicie reaguje na to, co się do niej mówi i nawet próbuje naśladować szczekanie wilczyc. Na arce Kapitana Nemo mieszka również kot syjamski Moko.
– Znaleźliśmy go w okolicy, dlatego nie wypadało go nie przyjąć – mówi pan Bogdan. – Wszystkie zwierzaki, które przychodzą pod mój dom, znajdą tu gościnę. Panda na przykład dobijała się do drzwi. Martwiliśmy się, że zostanie pożarta (przez psy, ma się rozumieć), ale jakoś to nie nastąpiło. Bardzo dobrze sobie radzi z Niki i Babą, w razie potrzeby bije je po pyskach. Została częścią psiego stada. Kiedy wyżlica umarła, kotka nie mogła znaleźć sobie miejsca. Szukała jej przez wiele miesięcy i jeszcze dzisiaj, gdy wypowie się imię Klary, Panda rozgląda się za swoją przybraną matką.

Sara czy Klara?
– Przez ostatnie lata mogłem spędzać więcej czasu z psami, gdyż stworzyłem w domu swoje własne studio – mówi Kapitan. – Zwierzaki często „nadzorują” moją pracę. W określonych godzinach potrafią dać mi do zrozumienia, że nadchodzi pora obiadu. Nie ma na to siły, dobrze znają się na zegarku. Mają swoje metody na zwrócenie mojej uwagi. Potrafią dosłownie odciągnąć zębami od pianina! Kot drapie mnie pazurami i „beczy”.
Panda jest moim stałym asystentem. Gdy zasiadam do pracy, po chwili rozlega się nieśmiałe miauknięcie – „czy wolno?” Ja mówię „w porządku”, i kocica wskakuje mi na kolana. Daje znak psom, że ja jestem dla niej najważniejszy w stadzie i zazdrośnie izoluje mnie od otoczenia.
– Zwierzęta bez wątpienia mają wpływ na moją pracę – zapewnia Bogdan Gajkowski. – Na płycie „Jeszcze tylko chwila” znajduje się piosenka „Tak wiele ci chcę powiedzieć”. Najpierw w tekście bardzo chciałem umieścić imię mojej wyżlicy, chociaż utwór mówi raczej o miłości do kobiety, a nie do psa. W końcu pomyślałem, że jeszcze ktoś to źle odbierze. I tak w piosence „Klarę” zastąpiła „Sara”…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *