Podajesz psu gryzaki? Sprawdź, czy to na pewno bezpieczne!


Wychodząc z domu, zostawiasz psu smakołyk, aby nie było mu smutno, że go opuszczasz... Zaraz, zaraz! Czy to aby na pewno rozsądne?

Któż z nas, kochających właścicieli psów, nie ma wyrzutów sumienia, gdy zaraz po powrocie z pracy – po szybkim wyjściu z psem na siku – musi coś jeszcze załatwić? Czyli znów wyjść z domu, zostawiając pupila samego? A gdy wychodzimy do pracy na ładnych kilka godzin, te wielkie i smętne oczy psiaka zostają w naszej pamięci na długo po zatrzaśnięciu drzwi…

Niestety, nie zawsze i nie wszędzie można zabrać psa ze sobą. A dla pupila oznacza to wiele godzin spędzonych samotnie w domu. Zrównoważone i wybiegane psiaki zwykle przesypiają ten czas w samotności. Co z pozostałymi czworonogami? Zdarza im się niszczyć, co popadnie. Porozrzucane zabawki przestają być interesujące i cóż wtedy pozostaje? Może jakiś smakołyk do żucia? Coś, co wystarczy na dłużej. Pomysł doskonały, tylko że należy dobrze przemyśleć, co to miałoby być.

Gryzak nie zawsze bezpieczny

Jeszcze gdy byłam na stażu, w przychodni weterynaryjnej pojawili się przerażeni klienci. Leczyli u nas swojego ukochanego buldożka francuskiego. Pamiętam, że było to środowe popołudnie. Prawdopodobnie wrócili z pracy, zaopiekowali się psem, wyprowadzili go na spacer i zamierzali udać się do kina. Aby osłodzić pieskowi kolejne samotne godziny, dali mu do pogryzania suszoną tchawicę wołową. Smakołyk, jakich mało! Psy przepadają za takimi rarytasami.

Pech chciał, że Jerry był bardzo łapczywym pieskiem. Wziął przysmak i pobiegł się z nim schować, aby w spokoju go konsumować. Opiekunowie jeszcze nie zdążyli wyjść, a smakołyk już zniknął. To, co było niepokojące, to fakt, że pies dziwnie się zachowywał. Jakby nie mógł złapać powietrza.

Szybka reakcja opiekunów była niezbędna. Od razu udali się do naszej lecznicy. Pani doktor, która akurat była na dyżurze, ujrzała lejącego się przez ręce psa i przerażoną właścicielkę, która nie mogła wydusić z siebie słowa. Jerry nie oddychał i miał sine błony śluzowe. Zupełnie, jakby się udusił!

Wtedy do gabinetu wpadł drugi opiekun i powiedział o gryzaku. Pani doktor zajrzała do jamy ustnej psiaka, ale nic nie zobaczyła. Wzięła pean (takie narzędzie, które służy do chwytania rzeczy, wygląda trochę jak nożyczki) i włożyła go do gardła. Natrafiła na coś twardego, złapała to coś i wyciągnęła. Pies nabrał powietrza i odzyskał przytomność. Suszona tchawica wołowa była ledwie nadgryziona.

Łapczywość nie popłaca

Piesek tak bardzo chciał skonsumować pyszności, że zassał suszoną tchawicę. Wpadła mu ona w całości do przełyku, uciskając na jego drogi oddechowe. Nie mógł tego wypluć, więc zaczął się dusić. Gdyby właścicieli nie było wtedy w domu, po powrocie znaleźliby Jerrego… martwego.

Należy bardzo uważać na to, co dajemy swoim pupilom do jedzenia. Okazuje się, że podanie psu pysznego smakołyka, gdy ma zostać zupełnie sam, nie jest najlepszym pomysłem. To, co mu zostawiamy, musi być przede wszystkim bezpieczne!