Cenniejsze niż złoto - Psy.pl - mamy nosa!

Cenniejsze niż złoto

Mają po kilkanaście lat i znają nas od podszewki, tak jak i my je znamy – nauczmy się dostrzegać zalety jesieni życia naszych psów.

Dedykuję ten tekst psom staruszkom. Tym, które towarzyszyły swoim opiekunom przez dużą część ich życia. W młodości służyły im wiernie, a teraz, gdy nadeszła jesień życia, ich właściciele mają nadzieję, że będzie ona trwała jak najdłużej… W rzednącym psim futrze ślady dawno wylanych łez, zamglone psie oczy oglądały chwile ludzkiej radości. Ogon tysiące razy machał na powitanie. Uszy wielokrotnie nasłuchiwały znajomych kroków. Świadkowie minionych lat. Bo jak jest młodość i wiek dojrzały, tak jest i starość – to naturalna kolej rzeczy. Burzenie się przeciwko naturze niewiele daje. I w jesieni jest wiele dobrego.  

Teraz ona chodzi dla mnie
 
Imię: Nora | Wiek: 15 lat 
 
 
W tym wieku Nora ma już pewne problemy z chodzeniem. Choć duch mocny, to przecież ciało słabe – i piękna, duża biało-brązowa suczka często przysiada podczas spaceru. Ten i ów przechodzień komentuje czasem z fałszywym współczuciem: „Ech, ten pies się na pewno męczy! Uśpiłaby ją pani!”. Zadziwiające, jak wiele osób śpieszy z dawką morbitalu tylko dlatego, że widok starego i nie tak sprawnego już psa drażni ich poczucie estetyki. 
 
Nie wydaje się, żeby Norka się męczyła. Może troszkę słabiej słyszy i widzi, ale przecież na spacerze rozgląda się wokół i zbiera osiedlowe ploteczki jak dawniej, gdy była młoda. Ciągnie w miejsca, w których gromadzą się koty – niewinna rozrywka starszego wieku. W końcu Norka to pies myśliwski! No, może nie w stu procentach, jest bowiem dzieckiem münsterländerki i jużaka. Charakter jednak odziedziczyła głównie po matce, a i z wyglądu bardziej przypomina wyżła niż owczarka. Może poza wzrostem, bo potężne z niej psisko. 
 
W młodości Nora przeszła szkolenie PT, jednak i właścicielce, pani Annie, i suczce czegoś brakowało. Okazało się, że dopiero specjalistyczne szkolenie tropowców pozwoliło suczce w pełni ujawnić talenty. Rozwinięcie umiejętności używania nosa okazało się przydatne podczas leśnych wypraw. Nora kilkakrotnie doprowadziła swoich zagubionych w lesie opiekunów, zamiast do zwierzyny, do… samochodu. „Szukaj auta!” okazało się bardzo przydatną komendą.
 
W młodości wykryto u Norki poważny problem zdrowotny – dysplazję stawów biodrowych. Jej pełna determinacji opiekunka nie poddała się jednak. Oprócz właściwej suplementacji bardzo istotne jest, aby utrzymywać dotkniętego tą przypadłością psa w dobrej kondycji i go nie przekarmiać. Zbawienne jest pływanie, toteż przez wiele dni, które zamieniły się w tygodnie, a te z kolei w miesiące, właścicielka Nory wyruszała z nią nad wodę, by ta mogła pływać do woli. Nic dziwnego, że po takiej sportowej zaprawie do dziś Norka cieszy się doskonałą kondycją. A ile było w jej życiu spacerów, wyjazdów za miasto… 
 
Kilka lat temu pani Anna usłyszała trudny werdykt lekarzy, werdykt, którego boją się wszyscy ludzie. Nowotwór płuc. Leczenie przyniosło dobry efekt, jednak utrata jednego płuca to nie przelewki. A kto pomógł w rehabilitacji? Pies. – Ludzie po takiej operacji często po prostu nie wstają z łóżka – przyznaje właścicielka Nory. – Ja nie miałam wyjścia, musiałam się podnieść jak najszybciej, bo przecież był pies, którym się trzeba było zająć. Jak to się dziwnie układa w życiu: kiedyś ja chodziłam dla niej, żeby ją ratować, teraz ona chodziła dla mnie. Z początku był to jeden krok… później dwa… potem kilkanaście… i jakoś to poszło. 
 
Z czułością gładzi wielki psi łeb o pięknych, nieco przymglonych, pełnych wyrazu oczach. Nora niecierpliwie przechodzi kilka kroków, nie lubi sterczenia i plotkowania po próżnicy, ma jeszcze kawał osiedla do przejścia. Jak każda starsza istota jest nieco uparta i nie lubi zmian, ma swoje ulubione trasy. Dopóki upiera się przy chodzeniu, nie jest źle. Ważne, że się nie poddaje, nie zapada w sobie, interesuje się otoczeniem. Zatem jej opiekunka pozwala jej czasem zdecydować, w którą stronę powędrują. I teraz, podtrzymując sunię na wygodnych szelkach, pozwala jej wybrać kierunek marszu. Odchodzą razem, co jakiś czas pozdrawiając mijanych przyjaciół – psy i ludzi. Są w tej okolicy znane, w końcu Nora obchodzi swoje włości już od piętnastu lat…
 
Zdają się jednym organizmem
 
Imię: Szanta | Wiek: 16 lat 
 
 
Jedno spojrzenie w złociste, wyraziste oczy potężnego, choć wychudzonego zwierzęcia i szybka decyzja: suczka będzie miała nowy dom. Wraz z nim zyskuje imię – Szanta. Imię żeglarskie, bo i do wodniackiego domu trafiła wprost ze schroniska. Szybko się okazało, że imię było dobrym omenem, bo Szanta czuła się na wodzie tak, jakby przez pierwszy rok życia nie tkwiła samotnie na ponurej posesji, tylko żeglowała. 
 
O wspólnym żeglowaniu tak mówi jej opiekunka: – Szanta miała naturalną zdolność właściwego zachowania. W czasie przechyłów na małych łódkach sama wspinała się na podniesioną burtę i swoim ciężarem zmniejszała przechył, tak jak powinien to robić każdy żeglarz z prawdziwego zdarzenia. Na dużym jachcie bez kabiny układała się pod ławką przy kotwicy, gdzie nikomu nie przeszkadzała. 
 
Z początku było dużo obaw. Suczka musi mieszkać na dworze, bo jeden z domowników cierpi na alergię. Czy rodzina zdoła zaspokoić emocjonalne potrzeby zwierzęcia, które siłą rzeczy będzie chwilami od niej odizolowane? Kilkanaście lat życia pokazało, że eksperyment się powiódł, a nawet ma pewne nieoczekiwane, korzystne skutki. Organizm Szanty nie był nigdy zmuszany do reagowania na gwałtowne zmiany temperatury, jak to bywa z psami, które przez jakiś czas przebywają na mrozie, a potem trafiają do bardzo ciepłego, ogrzewanego pomieszczenia. Może to zbieg okoliczności, ale Szanta przez swoje długie, ciekawe życie prawie nie chorowała: ot, raz przyplątało się zapalenie pęcherza, no i teraz zdarzają się zmagania z chorobami wieku podeszłego. 
 
Na pewno taki tryb życia wyszedł Szancie na zdrowie, dlatego że jest ona bardzo mrozolubnym psem. Zima ją bawi, zimą dobrze się czuje – nawet teraz, gdy jest już seniorką. Uwielbia śnieg, wkłada nos w świeże zaspy i wydmuchuje zimny puch w powietrze. Porasta zresztą wtedy gęstym futrem z obfitym podszerstkiem, który się nie marnuje. Na wiosnę, gdy następuje uroczyste wyczesanie Szanty z zimowej okrywy, kłębki podszerstkowego puchu trafiają do wszystkich ptasich gniazd w okolicy. 
 
Tak to Szanta pomaga sąsiedztwu, kiedy już zaopiekuje się swoją rodziną, która oczywiście jest najważniejsza. Misiowaty, ogromny, przyjaźnie traktujący otoczenie pies znakomicie ochrania swoje terytorium – czyżby odzywały się cechy owczarka kaukaskiego, którego w rodowodzie Szanty doszukuje się wiele osób? Na tę poczciwość dał się kiedyś nabrać przyjaciel rodziny, który pod nieobecność gospodarzy postanowił przejść przez ogrodzenie i poczekać na nich na tarasie. Namierzony w trakcie tej czynności przez Szantę musiał się ratować błyskawiczną ucieczką. Nie przeszkodziło to suczce witać go serdecznie pół godziny później w towarzystwie właścicieli.
 
Zdyscyplinowana, opanowana, czujna. To, że jest idealnym psem do towarzystwa i że jednocześnie świetnie się sprawdza jako stróż, jest wypadkową cech wrodzonych i pracy, jaką włożyli w jej wychowanie opiekunowie, a zwłaszcza opiekunka. Kiedy się obserwuje tę parę na spacerze, zdają się jednym organizmem. Właścicielka zabroniła zbierania śmieci z ziemi – Szanta ich nie zbiera. Pogoń za leśnymi zwierzętami jest zakazana – Szanta rezygnuje z tej rozrywki. Porządny pies wraca na pierwsze zawołanie – Szanta melduje się od razu przy nodze.
 
O sile więzi, która łączy opiekunów z Szantą, może świadczyć to, że wiele lat temu suczka pierwsza odkryła, że rodzina się powiększy i że poza dwójką dorosłych, będzie miała pod opieką także dziecko. Ni stąd, ni zowąd zrobiła się wobec swojej właścicielki wyjątkowo opiekuńcza, czujnie jej strzegła i nawet próbowała odpędzać od niej obce osoby. Po urodzeniu Jasia przeniosła te uczucia na niego i jego wózek. Wobec dzieci była zawsze wyjątkowo cierpliwa, zaś ze swoim młodym opiekunem łączy ją silne uczucie. Tyle że teraz jest on już wysokim młodym człowiekiem, a przecież, zdawałoby się, tak niedawno uczył się chodzić u boku Szanty. 
 
 
Jak zachować pamięć o ukochanym psie? 
 
✔ Dla wielu osób ważne jest, by pochować ukochanego psa na cmentarzu dla zwierząt. Przy czym nie chodzi o stawianie wyrafinowanych nagrobków, a raczej o miejsce, które można czasem odwiedzić i powspominać przyjaciela. 
✔ Warto oprawić w ramki ładne zdjęcie pupila. Niektórzy właściciele mają w domach takie miejsca pamięci w postaci półki czy obramowania kominka, gdzie znajdują się fotografie wszystkich zwierzaków, które już odeszły. Można też zachować ulubioną zabawkę psa. 
✔ W internecie istnieją wirtualne cmentarze, na których można zapalić wirtualną świeczkę, posadzić kwiatek czy umieścić wpis na temat podopiecznego. Miejsca takie odwiedzają nieraz nasi znajomi czy przyjaciele, pozostawiając własne wpisy – można więc tam przyjmować i składać kondolencje. 
✔ Niekiedy właściciele stosują zasadę „klin klinem” i szybko przyjmują do rodziny nowego psa. Warto się zastanowić, czy na pewno jesteśmy gotowi na taką decyzję w chwili, gdy strata jest jeszcze bardzo świeża. Lepiej chyba zostawić sobie czas na powolne pogodzenie się z odejściem starego przyjaciela. 
 
 
Limeryki 
Janka Nalborczyka 
o Szancie 
 
Mięso
Raz Szanta, pies z Magdalenki,
Problem tam miała maleńki,
Bo mięso na stole leżało,
A zdjąć się go nie dawało,
Więc nos jej przysparzał męki.
 
Dobre serce
Raz Szanta w ogrodzie leżała
I ptaki obserwowała.
Gdy ptak uderzył się w szybę
I nie mógł otworzyć skrzydeł,
Wyciem karetkę wezwała.
 
Kąpiel
Raz Szanta, co w lesie się chowa,
A psina z niej bardzo zdrowa,
Chciała ochłodzić się w wodzie,
Lecz nos obiła na lodzie,
Bo pora to była zimowa.

 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *