Czarno-białe zdjęcie psiego aktora

Filmowe nieporozumienia

Choć niby wiemy, że życie to nie film, często oczekujemy od psów, by były takie jak na ekranie. A jakie naprawdę są te psy znane z filmów?

Reksio, który chodzi na dwóch nogach, bohater narodowy Snoopy, owczarki niemieckie, które ratują życie właścicielom i ojczyźnie – w filmie wszystko jest możliwe.

65 odcinków pod znamiennymi tytułami: „Poliglota”, „Telewidz”, „Racjonalizator” itp. od 1967 r. kształtowało umysły małych Polaków. Alternatywy nie było, więc oglądali wszyscy, którzy mieli telewizor. Tak Reksio zdobył rząd dusz. Jest ucieleśnieniem właściwego podejścia do życia, do nowości i rozwiązywania problemów. Z radością wykonuje obywatelskie obowiązki i od niczego się nie miga. Zaledwie kundel, ale umie być wszystkim – pielęgniarzem, dentystą, śpiewakiem. Z salomonową mądrością rozwiązuje spory na podwórku i zdobywa nowe doświadczenia. No i jest pracowity – dzielnie stempluje, niczym urzędnik pocztowy, przesuwającą się taśmę. Tak, Reksio to wzór dla naszych dzieci.

Szkoda, że moje nigdy Reksia nie obejrzą. Nie dlatego, że pochodzi z niewłaściwej epoki, ja w końcu też z niej pochodzę. Ale dlatego, że Reksio to dla mnie samo zło! Kundelek z łatką jest bardziej ludzki niż niejeden człowiek. W niczym, oprócz kształtu, nie przypomina psa. Chodzi nawet na dwóch nogach i posługuje się przednimi łapami, jakby był małpą – takie ma chwytne palce. Wolę, żeby moje dzieci rozumiały, na czym polega pies, na czym ryba i że mleko nie pochodzi z kartonu z marketu, tylko od krowy. Najbardziej się boję, że nie będę umiała wyjaśnić dziecku, dlaczego nasz owczarek nie chce zakolegować się z gołębiami, tylko je gania. Reksio budzi nostalgię w moim pokoleniu, teraz, gdy dawno już nie wierzymy w to, że pies może być łyżwiarzem. Ale gdy się miało trzy lata, Reksio sadownik nie był niczym niezwykłym. I w tym sęk, bo powinien.

Wszystkie dzielne psy, z którymi wychowują się dzieci, wpływają na to, jak są postrzegane prawdziwe czworonogi. Kształtują oczekiwania wobec nich i sposób myślenia o tym, jak i czego może się nauczyć takie zwierzę. Choćby starsza siostra Reksia – Lassie. W 12 filmach (pierwszy z 1943 r.) jest tak mądra, cudowna, kochana, dobra i wrażliwa, że nawet najtwardszy głaz natychmiast chce mieć takiego psa. I, jadąc po szczeniaka, ma przed oczami dzielną suczkę wracającą do domu przez zły świat. We wszechświecie nie istnieje pies, który sprosta takim oczekiwaniom.

Pies, czyli mąż

A oczekiwania wciąż rosną. Taki na przykład Fluke („Fluke – psim tropem do domu”) nie dość, że był psem doskonale wyglądającym, to jeszcze miał duszę zmarłego w wypadku pana domu. No bo gdzieżby indziej mogła się udać dusza człowieka, jeśli nie wstąpić w jego wiernego psa! Fluk opiekuje się więc rodziną, dba o dziecko i żonę. Dziwne zachowanie psa ją nieco zdumiewa, ale wreszcie zrozumie – w dramatycznej scenie na cmentarzu – że jej pies jest jej mężem. Tonąc we łzach wzruszenia, wszyscy rzucą się sobie w ramiona.

Zatem skoro pies może być mężem (a nie odwrotnie?), to dlaczego nie dzieckiem i bratem? Czemu kogoś miałyby dziwić spotkane w parkach panie przemawiające czule do swoich pieseczków: „Synusiu, ubrudziłeś pyszczek. Chodź, mamunia ci wytrze”. Wychowane na filmowych i bajkowych wzorcach przekładają je wprost na realne życie. Nie tylko traktują psa jak człowieka, ale i oczekują, że pies w swoich zachowaniach i reakcjach zacznie być człowiekiem.

Przypuszczam, że większość mieszkańców schronisk trafiło tam w wyniku rozgoryczenia, że tak się nie dzieje, mimo obejrzanych kolejnych filmów z SuperDogBohaterami w rolach głównych. Wielkie, mądre oczy, myślący wyraz twarzy (bo przecież nie pyska!), łagodność pluszaka i wrażliwość romantycznego poety przy atletycznej sile i zaciętości w bronieniu wartości i morale – oto standardowy filmowy pies. Niby wiemy, że to bajka, a jednak gdzieś na dnie czai się w nas nadzieja, że nasz pies ten ideał doścignie. Wystarczy go mieć.

Pies, czyli bóg

W żadnym z filmów nie pada nawet pół słowa o konieczności wychowania i szkolenia takiego zwierzęcia. One rodzą się już idealne! Nic dziwnego, że zostają bohaterami narodowymi, jak Snoopy. Na porządku dziennym, a właściwie nocnym, jest nawet bielizna z jego podobizną. Znam kilka pań, które ją noszą. Kiedy zaproponowałam im figi z innym beagle’em, popatrzyły na mnie jak na kosmitkę. Przecież Snoopy nie jest psem – wykrzyknęły. To psi bóg Ameryki! Gra w kometkę, chodzi na dwóch nogach, ma ambicje pisarskie, no i egzystencjalne problemy, które rozważa zwykle na dachu swojej budy. James Dean w skórze beagle’a.

Snoopy
fot. Shutterstock

Goofy – totalnie uczłowieczony pies z kreskówek Disneya, Pluto – żółty przyjaciel Myszki Miki czy Scooby-Doo wraz z licznymi kuzynami i Tajemniczą Spółką demaskującą potwory nie mogą się równać ze Snoopym. Ale mogą powodować równie wiele zamieszania w głowach. Patrząc na te psy, trudno się pogodzić z tym, że nasz zwierzak tak mało je przypomina. Pal licho robienie zakupów i grę w szachy, ale mógłby choć nie sikać na dywan! Czy ktoś widział, żeby któryś filmowy pies tak robił? Zostaliśmy oszukani!

Pies, czyli superman

Znam autora tego oszustwa – jest za nie odpowiedzialny na równi z Reksiem. To Tramp – zakochany kundel Disneya. Aby zdobyć serce arystokratycznej spanielki Lady, Tramp zmaga się z życiem jak prawdziwy Superman. Nie Superdog. Ma ludzkie cechy, zdolności, umiejętności i właściwie wcale nie zachowuje się jak pies. Potrafi się znaleźć w każdej sytuacji. Nie tylko zaopiekuje się rodziną, i własną, i ludzką, z którą mieszka, jak Beethoven, ale wie też – jak Rin Tin Tin – że należy zasalutować łapą, kiedy spotyka się z ważnym oficerem.

Pies, czyli robot

Owczarki niemieckie mają w ogóle przerąbane. Oglądając filmy z nimi, można uwierzyć, że rodzą się już dorosłe i wyszkolone. Żaden z onków nie gryzie mebli, nie brudzi w domu i nie ucieka od właściciela w parku, nie mówiąc o ciągnięciu na smyczy. Każdy ratuje życie nie tylko opiekunowi (co najmniej raz), ale i ojczyźnie (co dziwne, nie niemieckiej).

„Rin Tin Tin”, „Komisarz Rex”, „K-9” czy  „Czterej pancerni i pies”, o „Przygodach psa Cywila” nie wspominając, to plewy w umysłach wszystkich fanów rasy. Sama się do nich zaliczam i dlatego szczerze boleję nad tym, że owczarek niemiecki stał się przez filmy i bajki synonimem psa robota. Wszystko potrafi, ma ludzką intuicję, inteligencję emocjonalną wyższą niż 100 ludzi razem wziętych, jest szaleńczo przywiązany do swojego dwunożnego, kocha go nad życie (i instynkty) i z tej miłości właśnie wynika jego posłuszeństwo, karność i oddanie. Dodatkowo pomaga rozwiązywać zagadki kryminalne, bierze na siebie kule wrogów, a z sierżanta Walczaka czyni bohatera! Nic, tylko mieć owczarka, bo onek to legenda!

Pies, czyli przyjaciel

Nawet kiedy wyginą już prawie wszyscy ludzie i świat powoli będzie ulegał zagładzie, jedynym prawdziwym przyjacielem człowieka pozostanie owczarek niemiecki. W tym wypadku owczarka – Samantha. Towarzyszy bohaterowi filmu „Jestem legendą”.

Poza funkcją emocjonalną, którą spełnia w obrazie, jest tam prawie zwyczajnym psem. Oczywiście wyszkolonym i współpracującym z człowiekiem, ale nie przesadnie. Jestem w stanie uwierzyć, że takie sytuacje, jak te z udziałem Sam, są możliwe. Ten pies jest psem – ma psie cechy, za które można go uwielbiać, nie potrzebuje uczłowieczenia, żeby być fajny. Kiedy umiera, żal nam psa przyjaciela, a nie „córci” bohatera.

Ucieszyłam się, że powstał film, w którym owczarek niemiecki pokazany został w miarę normalnie. Bałam się bowiem, że jeśli nadal przemysł rozrywkowy będzie produkował filmy takie jak „Piorun” czy „Benji”, to wkrótce trzeba będzie utworzyć rezerwaty dla ludzi, którzy traktują psy jak psy, bo „Marley i ja” jest na razie tylko jeden. Kto choć raz w życiu zetknął się z labradorem, ten wie, ile jest prawdy w tym filmie. Kto nie widział, niech zobaczy. Pies bez koloryzowania, bez Photoshopa, bez różowych okularów. Po prostu pies.

Pies, czyli pies

Kiedy już zdecydujesz, że jednak wolisz mieć dywan i znajomych oraz zdrowie psychiczne, a więc zrezygnujesz z posiadania labradora (naprawdę wolisz dywan?), obejrzyj „Przygodę na Antarktydzie”. Uprzedzam lojalnie, że nie dasz rady pozostać niewzruszonym wobec tego, co zobaczysz. Nie będzie to animowany futrzasty potworek z wielką głową i oczami dziecka udający psa, tylko zwierzęta z krwi i kości.

Zobaczysz zasady, jakimi kierują się w swoim postępowaniu, jak radzą sobie z trudnościami i rozwiązują problemy, choć nie są ani trochę uczłowieczone przez twórców. Zobaczysz wreszcie słynną psią wierność i niezachwianą wiarę w człowieka. Z pozoru kompletnie nieuzasadnioną, bo w tym filmie ludzie, którzy dzięki psom zyskują chwałę i zaszczyty, w godzinie próby okazują się tylko ludźmi i wcale nie brzmi to dumnie. Ale człowiek myśli i wyciąga wnioski, więc ma szansę się zmienić. I najpiękniejsze jest to, że zmienia się na lepsze dzięki psom! To najważniejszy przekaz tego filmu – nie tylko pies jest przyjacielem człowieka, ale i człowiek potrafi być przyjacielem psa.

Autor: Aneta Awtoniuk
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *