Galopem każdy może - Psy.pl

Galopem każdy może

Wiele osób przymierza się do jeździectwa, wiele chciałoby, a boi się. Jak pokonać strach, kiedy rozpocząć naukę czy zdecydować się na własnego wierzchowca - radzi Magdalena Wolff, instruktorka jazdy konnej i hipoterapii

– Koń, jaki jest, każdy widzi. Ale widać zaledwie tyle, że jest duży i silny. Trzeba wiedzieć, że to zwierzę płochliwe, szalenie ciekawskie, z doskonałą pamięcią, wyjątkową potrzebą ruchu i… bardzo delikatne. Jedne konie są łagodne, potulne, leniwe, inne złośliwe, histeryczne, niebezpieczne. Charakter wierzchowca decyduje o tym, kto może na nim jeździć. Początkujący musi mieć gwarancję, że w szkółce, w której zaczyna hipiczną przygodę, dostanie konia na swoją miarę. Warto więc zasięgnąć języka, cóż to za szkółka. Ośrodków jeździeckich przybywa bowiem, jak grzybów po deszczu. Nie wszędzie konie są odpowiednio przygotowane, nie wszędzie instruktorzy mają odpowiednie kwalifikacje. A przecież to właśnie nauczyciel ma sprawić, by uczeń pokonał naturalny lęk przed wielkim zwierzakiem, dowiedział się, jak prowadzić konia, jak go czyścić, jak poruszać się w stajni, jak wchodzić do boksu, by nie stwarzać zagrożenia. Równie istotne, by jeździec nie obawiał się samego instruktora – takie sytuacje zdarzają się niestety wyjątkowo często. Atmosfera robi się wówczas nieprzyjemna i strach o cokolwiek zapytać.

– Dobry nauczyciel i częste przebywanie wśród koni to połowa sukcesu. Nabieramy nawyków, oswajamy się i z czasem jest nam coraz łatwiej. Oby tylko nie popaść w rutynę, bo wtedy najłatwiej o wypadki, a te zdarzają się nawet bardzo doświadczonym. Oto np. jeździec wprowadza konia do boksu i na do widzenia klepnie go po zadzie. Zwierzak zawsze może strzelić kopytami.

– Respekt w obcowaniu z koniem jest niezbędny. Pozwala przewidywać zachowania, uczy patrzenia na rzeczywistość oczami wierzchowca. A że przydaje się to m.in. w terenie wie każdy, kto w porę nie spostrzegł wybiegającej zza drzewa sarny, fruwającej na wietrze plastykowej torebki, wyjeżdżającego z bocznej drogi rowerzysty…

– Nawet najspokojniejszy koń jest tylko koniem i w mniejszym lub większym stopniu będzie się płoszył. Taka jego natura. Nasza rola w tym, by czuł się bezpiecznie. To właśnie człowiek staje się przewodnikiem owego tandemu. Zawiera z koniem pewien układ, ale… na swoich zasadach. Zwierzę musi wiedzieć, gdzie jest granica, której przekraczać nie wolno. Dlatego w postępowaniu tak ważne są: stanowczość, zdecydowanie, konsekwencja i to od pierwszych chwil.

– A kiedy owe chwile mają nastąpić, kiedy najlepiej zaczynać
naukę? – Trudno uogólniać. Zapewne nie wcześniej niż przed siódmym rokiem życia. Górnej granicy nie ma. Przykładem choćby Henryk Machalica, który zaczął jeździć po czterdziestce, a w tym roku, będąc dobrze po siedemdziesiątce, wygrał w Zakrzowie Jeździeckie Mistrzostwa Środowisk Twórczych w skokach. Wszystko zależy więc od stanu zdrowia, koordynacji ruchowej, wygimnastykowania. Oczywiście ryzyko potłuczeń, złamań w razie upadku jest znacznie większe u osób starszych. Ale nie spada jedynie ten, kto nie jeździ. Ważne, by być odpowiednio ubranym i to nie tylko dosiadając konia, ale już wchodząc do stajni.

– Najważniejszy jest toczek i to koniecznie zapięty. Pamiętajmy, że nie jest on ozdobą lecz kaskiem. Włóżmy też buty, które ochronią naszą stopę w razie, gdy koń nadepnie. Obuwie powinno mieć przynajmniej centymetrowy obcas i gładką podeszwę. Protektor, w którym zaklinuje się strzemię, może sprawić, że w razie upadku nie będziemy mogli wyjąć nogi. Radzę też zaopatrzyć się w elastyczne bryczesy. Klasyczne dżinsy z wewnętrznym szwem dadzą się nam szybko we znaki.

– Jeździectwo, nawet to rekreacyjne, wymaga solidnych, regularnych treningów i sporej cierpliwości. Tego nie da się nauczyć w weekend. A początki naprawdę są trudne. Bolą nogi, człowiek ledwo się rusza. Im jednak częściej będzie jeździł, tym szybciej zacznie z optymizmem myśleć o swojej hipicznej przyszłości. Niewykluczone nawet, że w pewnym momencie zamarzy mu się własny koń.

– Koń to jednak ogromna odpowiedzialność i koszt. Najłatwiej zgromadzić pieniądze na zakup – wystarczy nawet trzy tysiące zł. Ale to dopiero początek. Za pensjonat trzeba płacić minimum 350 zł miesięcznie. Do tego kowal (raz na sześć-osiem tygodni) – około 80-100 zł, weterynarz, szczepienia. A witaminy, maści weterynaryjne, smarowidło do kopyt??? W sumie w skali miesiąca zbiera się całkiem spora sumka. Koszty to oczywiście tylko jedna strona medalu. Istotny jest czas, jaki możemy poświęcić naszemu wierzchowcowi. Koń musi codziennie chodzić, jeśli nie pod siodłem to przynajmniej po padoku. Rzadkie spacery pod jeźdźcem sprawią, że zwierzę oduczy się współpracy z człowiekiem, a wtedy może stać się niebezpieczne. Najwięcej kłopotów sprawiają właśnie konie trzymane cały tydzień w boksie, a tylko w niedzielę zabierane na godzinną przejażdżkę. Nie ma się co dziwić, że wierzchowca roznosi. Ba, nie mamy nawet prawa karcić takiego konia za jakiekolwiek oznaki nieposłuszeństwa.

– Zakładając, że stać nas na konia i dysponujemy odpowiednią ilością czasu kupujmy zwierzę z kimś bardziej doświadczonym. Udajmy się również do weterynarza. To oczywiście dodatkowy koszt, ale późniejsze leczenie może okazać się dużo droższe. Po wtóre zastanówmy się, jakiego konia kupić. Najlepiej kierować się starą dobrą zasadą: Niedoświadczony powinien mieć starszego, doświadczonego konia. Ktoś bowiem musi być w tym związku nauczycielem, ktoś uczniem. Bo układ: początkujący jeździec – młody koń może spowodować tylko nieszczęście.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *