I biedne, i straszne

Dzisiejszy lokalny dodatek „Gazety Wyborczej” relacjonuje przyczyny konfliktu. – Nie było ogrodzenia, psy wybiegały na ulicę i wpadały pod rozpędzone samochody. Biegały wokół posesji, ludzie bali się tędy przechodzić, bo były agresywne – mówi Zdzisław Chochorowski, najbliższy sąsiad Violetty Villas. Zdaniem „GW” mieszkańcy Lewina uzbrajają się w kije, żeby się obronić przed psami.

Dlaczego pod opieką artystki wciąż jest tak wiele psów, skoro przed rokiem wywieziono ich z Lewina około setki? Elżbieta Budzyńska, przyjaciółka artystki, tłumaczy, że ludzie wciąż podrzucają nowe psy. Zdaniem Chochorowskiego wiele z nich to jednak szczeniaki – wynik braku sterylizacji i oddzielenia psów od suczek.

Budzyńska ripostuje: – Violetta Villas ma dość tego zamieszania. Wyrządzono jej dużo krzywdy. Dlatego od sierpnia zwierzęta należą do mnie. Postawiliśmy nowe ogrodzenie. Wszystkie powoli poszczepimy i wysterylizujemy suczki – zapowiada.

Sprawą psów znajdujących się na terenie posiadłości Villas zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Kłodzku, która sprawdza czy w Lewinie Kłodzkim doszło do znęcania się nad zwierzętami i czy powstało zagrożenie dla zdrowia i życia ludzkiego.