Ireneusz Krzemiński - Psy.pl - mamy nosa!

Ireneusz Krzemiński

W moim domu królują dwa zwierzaki: szylkretowa kotka Motek i 13-letni czarny dachowiec Sylwek, zresztą też kotka. Motek znalazła się u mnie za sprawą znajomej redaktor „Kocich Spraw”. Została wyrzucona przez właścicieli i błąkała się po piwnicach.

Nazwałem ją z izraelska – po hebrajsku jej imię znaczy: wyższy stopień słodyczy. Jest następczynią mojej ukochanej kotki Ślicznej, bo trafiła do mnie krótko po jej śmierci. Łączy je i barwa sierści, i  losy. Śliczną też wyrzucono z domu.

Historie obu kotek każą mi zwrócić uwagę na chimeryczne stereotypy, którego to określenia używamy w stosunku do ludzi, ale da się je odnieść także do zwierząt. Chodzi o zmyślone przekonania, które się nie potwierdzają, a mimo to trwają, powtarzane z upodobaniem. Opowiadamy m.in., że koty przywiązują się jedynie do miejsca. Rzecz jasna są one zwierzętami terytorialnymi, ale nie znaczy to, że nie wchodzą w emocjonalne związki z ludźmi. Historia Ślicznej zadaje kłam twierdzeniu, że koty „nie przywiązują się do ludzi”. Otóż gdy musiałem wyjechać na trzy miesiące na wykłady do Izraela, kotka została pod troskliwą opieką zaprzyjaźnionego weterynarza. Niestety, podczas mojej nieobecności ujawniła się poważna, śmiertelna choroba nerek. Zapewne tęsknota za mną i wywołany tym stres przyczyniły się do jej rozwoju.

Do dziś mam przed oczami to, co się działo z moim zwierzęciem, gdy wróciłem do domu. Mój widok był dla niej szokiem. Miauk, który wydała, a także jej wygląd, to, jak mnie obwąchiwała, by sprawdzić, czy to na pewno ja – można odnieść do sytuacji, o której my, ludzie, mówimy, że ujrzeliśmy ducha. Dla niej byłem ważny ja, a nie miejsce, w którym przebywała. To był wybitny przykład, że jest odwrotnie, niż chce tego stereotyp. A my ciągle żyjemy w średniowiecznym bestiarium, które produkowało różne, zwykle nieprawdziwe wyobrażenia o zwierzętach.

Kotka Motek, zanim trafiła do mnie, musiała być źle traktowana. Zapewne ją bito, bo na widok ręki wyciągającej się do głaskania kuliła się, jakby chciała uniknąć ciosu. Była bojaźliwa, zwłaszcza wobec innych kotów, co wyszło na jaw, gdy trafiła do mnie 13-letnia kotka znajomej antropolog, u której ujawniło się uczulenie na kocią sierść. Sylwek okazała się władczą osobowością i zdominowała Motka. Mam więc teraz niemały problem, bo co jakiś czas lekarz weterynarii sugeruje w trosce o wzruszającego w swej bezradności Motka, by znaleźć jej inny dom. Ja zaś wtedy mówię: pomyśl tylko, jakie ona ma za sobą straszne przeżycia: znaleźć się po 13 latach w nowym domu, w nowym świecie, z nowymi ludźmi to musi być ogromna frustracja. Mam jednak nadzieję, że z czasem się porozumieją. Oprócz całej rzeszy przyjaciół zwierząt są też ludzie niechętni, zwłaszcza kotom, i mitologizujący związane z nimi zagrożenia, obawiający się zarazków, zadrapania itp. To dziwna mieszanina naukowych informacji z owymi stereotypowymi wyobrażeniami.

Zwłaszcza latem, gdy tak wiele będziemy słyszeli o porzuconych zwierzakach, bądźmy wrażliwi na okrucieństwo, na ogół uzasadniane nieprawdziwymi wyobrażeniami. Ono zawsze mną wstrząsa, bo jest w pewnym sensie gorsze niż to wobec ludzi. Człowiek jest w stanie opisać sytuację, w której się znalazł, wejrzeć w najgorsze ludzkie motywy. A zwierzę jest poznawczo bezradne i jeśli doświadcza zła, zostaje złamanym kłębkiem emocji, który trudno z tego wyprowadzić.

Pamiętajmy, że nie tylko przygarnięty zwierzak na tym korzysta, jego obecność ma dla nas wiele pozytywnych aspektów – niesie z sobą uczucia. Do dziś z czułością wspominam, jak budziłem się w nocy na krawędzi łóżka, zepchnięty z poduszki przez moją Śliczną. I czasem bardzo mi brakuje oznak jej przywiązania.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *