Jak nie zgubić psa? - Psy.pl - mamy nosa!

Jak nie zgubić psa?

Masz psa powsinogę? Potrafi sforsować nawet wysokie ogrodzenie? A może oddala się od ciebie w lesie? Nie załamuj rąk. Jest wiele sposobów, które pozwolą ograniczyć prawdopodobieństwo zgubienia pupila

>Agnieszka ufała Sabie, ośmiomiesięcznej bokserce, bezgranicznie. Bo była zawsze blisko swojej pani, bo zawsze posłuszna. Miała tylko jedną słabość: uwielbiała jeździć samochodem. Pewnego dnia na spacer wyszła z nią koleżanka Agnieszki. Bez smyczy, czyli tak jak zawsze. Wystarczyła chwila nieuwagi – i Saba zniknęła.

Agnieszka natychmiast rozpoczęła poszukiwania. W najbliższej okolicy nikt jednak nie zauważył bokserki. Agnieszka szukała więc dalej, w dzielnicy domków jednorodzinnych. W końcu w jednym z ogródków dostrzegła swoją niesforną podopieczną. I cóż się okazało? Saba, widząc otwarte drzwi zaparkowanego przy ulicy samochodu, nabrała ochoty na przejażdżkę – więc wsiadła. Właściciel auta podobno nie zauważył, że ma na tylnym siedzeniu czworonożnego pasażera – i pojechał do domu.

Dlaczego uciekają
Pierwsze ucieczki zaczynają się w okresie szczenięcym. Dla małego czworonoga wszystko wokół jest nowe i może mu się wydawać straszne. Natomiast właściciel nie potrafi jeszcze przewidzieć reakcji swojego pupila na nowe sytuacje. Powodem ucieczki może się okazać np. niespodziewany huk czy inny pies, który lubi się agresywnie bawić.

Z kolei kilkumiesięczne psy przestają się bać, ale za to budzi się w nich chęć odkrywania świata. Czasem też tak zapominają się w zabawie, że nie zauważają, jak bardzo oddaliły się od swojego pana. Ten okres nazywany jest nawet „fazą ucieczek”.

Kolejnym okresem, szczególnie uciążliwym dla samców, którym dają się we znaki hormony, oraz ich właścicieli, jest czas dojrzewania. – Często wydaje się nam, że jeśli pies pogoni za suczką, to nic na to nie poradzimy – mówi trenerka psów Agnieszka Boczula. – To nieprawda. Przecież w stadzie tylko samiec alfa ma dostęp do suk, reszta się oblizuje.

Najczęstszą przyczyną ucieczek psów jest nuda. Nawet największy ogród im nie wystarczy, zwłaszcza jeśli nie mają w nim towarzystwa. – U psów spędzających dużo czasu samotnie na podwórku często rozwijają się obsesje na punkcie poruszających się wzdłuż ogrodzenia obiektów. Chęć pogoni motywuje wtedy czworonogi do szukania wyjścia na zewnątrz – tłumaczy Agnieszka Nojszewska z fundacji Dobry Pies.

Kolejnym powodem ucieczek, częstym u psów ras myśliwskich, jest pogoń za zwierzyną. Zwykle wystarczy wtedy poczekać w miejscu, z którego pies się oddalił, a po jakimś czasie sam wróci.

Magiczna komenda
Fachowcy od szkolenia psów podkreślają jednak, że to, czy pies będzie uciekał, czy nie, bardziej zależy od nas niż od instynktów czy skłonności psów. Najważniejsze, by poznać potrzeby czworonoga i zaspokajać je oraz wytworzyć z nim silną więź emocjonalną. Jeżeli mamy psa, któremu trzeba zapewnić dużo ruchu, to chodźmy z nim na długie spacery. Gdy nasz pupil potrzebuje kontaktu z nami i zabawy – poświęćmy na to czas codziennie. – Pies zmęczony fizycznie i psychicznie, np. nauką komend, sztuczek, zabawą w wyszukiwanie przedmiotów, to pies szczęśliwy i niemyślący o szwendaniu się – zapewnia Małgorzata Kędziorek z Ośrodka Szkolenia Psów „Baritus”. Agnieszka Nojszewska proponuje także wycieczki w miejsca o urozmaiconym terenie – ze strumykami, pagórkami, lasem – których penetrowanie jest świetnym ćwiczeniem umysłowym dla czworonogów.

Ważne jest też, by stosować wobec pupila zasadę ograniczonego zaufania i pamiętać, że wszystkiego przewidzieć się nie da. Psy giną najczęściej, gdy ich właściciele zagadają się ze znajomymi na spacerze.

Najważniejsze jednak, żebyśmy nauczyli naszego psa posłuszeństwa. Według Agnieszki Boczuli, każdego psa da się nauczyć wracania na komendę – jeśli nie samemu, to przy pomocy szkoleniowca. Od samego początku edukacji trzeba jednak pamiętać o żelaznych regułach. Nawet gdy pies się samowolnie oddali, ale w końcu do nas wraca, musimy poskromić swoją złość i nagrodzić go – przytuleniem, smakołykiem, dobrym słowem. Jeśli bowiem wtedy go skarcimy, następnym razem może nie wrócić do nas wcale. W odniesieniu do szczeniaków nasz błąd polega też często na tym, że gonimy uciekającego psiaka – a powinniśmy w takiej sytuacji mu uciekać, aby to on nas musiał gonić.

Jak przeprowadzić szkolenie na własną rękę? Zaczynamy od tego, że nagradzamy smakołykiem każdą reakcję psa na nasze przywołanie. Potem trenujemy na dworze – zawsze w bezpiecznym miejscu, z dala od ulicy. Na kolejnym etapie ćwiczymy w trochę bardziej rozpraszających warunkach. Każde przyjście do nas nagradzamy – smakołykiem, pochwałą, zabawą.

Pomocna może być słabość psa do niektórych przedmiotów i zabawy nimi. Czasem będzie to frisbee, którego widok przywoła go nawet wtedy, gdy swawoli z innymi czworonogami, a czasem zwykły patyk, za którym uwielbia ganiać. Możemy też psa sami na jakiś przedmiot „nakręcić” (jak to zrobić, pisaliśmy w nr 10/2006).

Co jednak począć, jeśli mamy do czynienia z trudnym zwierzakiem, który nie poddaje się standardowemu szkoleniu? – Czasem, gdy zawodzą inne metody, konieczne jest użycie obroży elektrycznej, ale jedynie pod okiem szkoleniowca – mówi Agnieszka Nojszewska. – Może ona być bardzo skuteczna, ale tylko wtedy, gdy jest umiejętnie używana. Pod żadnym pozorem nie powinniśmy jej stosować na własną rękę.

Z obroży elektrycznej powinno się korzystać tylko w ekstremalnych wypadkach, gdy mamy do czynienia z psem agresywnym, wyjątkowo trudnym i w dodatku rasy mniej wrażliwej na ból. Dla małych czworonogów, ale także np. owczarków, nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż bardzo odczuwają nawet słabe impulsy elektryczne.

Spacer z uciekinierem
Sprytne czworonogi potrafią się wyrwać nawet wtedy, gdy prowadzimy je na smyczy. Ale i na to jest rada. Po pierwsze – odpowiednio dopasowana obroża. Zwykle w obawie, że pies się poddusi, pozostawiamy ją zbyt luźną. Tymczasem powinna być zapięta tak, aby można było pod nią wcisnąć dwa palce.

Szelki nie zawsze są dobrym wyjściem, zwłaszcza że z psem komunikujemy się za pomocą obroży. Do zwykłej można jednak założyć psu zaciskowy łańcuszek i smycz zaczepić do obu. Nawet jeśli zsunie się ta zwykła, to zaciskowa zatrzyma się na szyi. Takie podwójne zabezpieczenie może się przydać zwłaszcza podczas szkolenia. Używając obroży zaciskowej, należy jednak pamiętać, by nie puszczać psa na długiej smyczy. Rozpędzony zwierzak może sobie wtedy zbyt mocno ją zacisnąć.

Gdy zaczynamy szkolenie psa, najlepsza jest smycz o długości ok. 2-m, prosta, złożona z karabińczyka, taśmy i ucha. Kiedy pies reaguje już na nasze komendy, możemy wydłużyć ją nawet do 15 metrów.

Sposoby na ogrodzenie
Pomysłowość psów zamkniętych w ogrodzie nie zna granic. Dlatego ogrodzenie powinno mierzyć przynajmniej 1,8-m i nie może być ostro zakończone, aby pies – jeśli mimo wszystko spróbuje je przeskoczyć – nie poranił sobie łap. Niektóre bowiem, np. amstafy czy owczarki, potrafią sforsować nawet jeszcze wyższy płot. Jeśli trafił nam się taki Pomysłowy Dobromir, umieśćmy na górze kolejne pół metra siatki i umocujmy ją skośnie w kierunku wnętrza posesji. Można także na szczycie ogrodzenia zamontować plastikowe rurki nawleczone na sznurek. Gdy pies spróbuje zahaczyć się łapami o ogrodzenie, ześlizgnie się po obracających się rurkach.

Gdy mamy psa, który potrafi wchodzić po siatce, najlepiej sprawdzi się ogrodzenie z jednolitych, pionowych prętów z poprzeczką pośrodku. Małgorzata Kędziorek spotkała jednak psy, które wdrapywały się nawet po betonowym ogrodzeniu. W takiej sytuacji radzi szczyt posmarować towotem. Jest także rada na psy, które się podkopują, by uciec – wystarczy głęboka podmurówka albo wkopanie w ziemię siatki pod kątem 45 stopni.

Wobec upartych i radzących sobie z każdym ogrodzeniem psów Agnieszka Nojszewska zaleca stosowanie elektrycznego pastucha: – Sama mam takie ogrodzenie i nie uważam, aby robiło ono psom krzywdę. O wiele mniejszym złem jest to, że pies raz lub dwa dostanie niegroźny dla życia impuls elektryczny, niż gdyby uciekł i został potrącony przez samochód. Jeśli nauczone nieprzyjemnym doświadczeniem psy nie będą już próbowały przeskakiwać ogrodzenia, to można je nawet wyłączyć, pozostawiając tylko taśmy.

Bramę do ogrodu też można zabezpieczyć przed otwarciem przez inteligentne psy. Wystarczy zamontować gałkę zamiast klamki i zapadkę na górze.

Adresówka to podstawa
Jeśli pies nam się zgubi, ale można go zidentyfikować, to prawdopodobnie szybko do nas wróci. Warto więc zadbać o to, by ułatwić znalazcom zadanie poszukiwania właściciela. Szkoleniowcy są zgodni, że w tym wypadku najlepsze jest najprostsze rozwiązanie – czyli adresówka przytwierdzona do obroży. Za jej pomocą da się najszybciej ustalić tożsamość zwierzaka.

Już za kilka złotych można kupić mały metalowy pojemniczek, do którego wkładamy kartkę z adresem i telefonem właściciela (lepiej nie podawać imienia psa, aby nie ułatwiać kontaktu z nim ewentualnemu znalazcy o złych intencjach). Ten jednak może się urwać, dlatego najlepiej sprawdza się metalowa, przybita do obroży blaszka z wygrawerowanymi danymi właściciela. Całą obrożę pies może jednak również zgubić. Dlatego warto zadbać o dodatkowe sposoby ułatwiające identyfikację czworonoga – tatuaż albo czip.

Tatuaż nowej generacji
W Polsce, w odróżnieniu np. od Francji, konsekwentnie tatuowane są tylko psy zarejestrowane w związku kynologicznym. Numer tatuażu pozwala odnaleźć oddział, w którym pies jest zarejestrowany. Zrobienie tatuażu metodą tradycyjną kosztuje około 10-15 zł. Wykonuje się go za pomocą tatuownicy igłowej: najpierw robi się dziurki w skórze, a następnie wprowadza w nie tusz. Jest to jednak metoda bolesna i niedoskonała, bo zdarza się, że z czasem tatuaż staje się nieczytelny.

Ostatnio dobrą metodą wydaje się wykorzystanie tatuownicy elektrycznej, tzw. „pisakowej”. Lekarz weterynarii Małgorzata Supronowicz od dłuższego czasu wykonuje tatuaże w ten sposób. – W tej metodzie tusz wprowadza się śródskórnie, linią ciągłą. Tatuowanie nie boli i jest bezkrwawe, a tatuaż pozostaje czytelny przez całe życie – zapewnia.

W Polsce tatuownic elektrycznych jest jednak zaledwie kilka, gdyż są one drogie i trudno dostępne na naszym rynku. Za to zrobienie tatuażu tą metodą kosztuje u dr Supronowicz tylko 10 zł.

Jeśli zamierzamy podróżować z naszym psiakiem po Europie, musimy pamiętać, że zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej od 2011 r. jedyną uznawaną metodą identyfikacji zwierzęcia będzie czip.

Psy podatne na zgubienie

Nie każdy pies jest równie podatny na zgubienie. Jeden zawsze pilnuje się właściciela, inny czasem na niego nie zważa. Zależy to od wielu czynników, m.in. od predyspozycji rasowych

Uciekinierzy…
O rasach ze skłonnościami do ucieczek pisaliśmy już w nr. 11/2006 naszego pisma. Przypomnijmy, że najchętniej uciekają psy z natury niezależne, do których zalicza się zwłaszcza wiele ras pierwotnych – np. husky potrafią umknąć zarówno po spuszczeniu ze smyczy, jak i z ogrodu. Nieraz jednak uciekają także psy bardziej nastawione na współpracę z człowiekiem – jak choćby owczarki – lecz zostawiane na długie godziny same w ogrodzie.

Instynkt łowiecki bywa przyczyną ucieczek szczególnie w wypadku psów tych ras, które nie polowały w bezpośrednim kontakcie z myśliwym. Psy gończe, np. beagle, mogą pobiec za pasjonującym zapachem, natomiast charta może zgubić jego sokoli wzrok. Ucieczki z tego powodu mogą zdarzyć się także wyżłom czy terierom.
Niezależnie od rasy, częste są samowolne eskapady samców, które poczuły zapach suki w cieczce. Także suczkom w okresie płodnym zdarza się uciec, dlatego nie powinny być wtedy puszczane luzem.

…i łatwe łupy
Na kradzieże najbardziej narażone są psy z natury przyjazne nawet dla obcych: goldeny, labradory, cavalier King Charles spaniele, a nawet… pitbulteriery. Pewien węgierski hodowca tej rasy, któremu ciągle kradziono psy, kupił w końcu kuvasza, aby ten nieprzekupny stróż pilnował hodowli.

Generalnie łatwiej giną szczenięta, gdyż niezależnie od rasy cechuje je ufność, jak i psy mniejszych ras – bo łatwiej niepostrzeżenie wziąć je pod pachę, nawet w miejscu publicznym.

Natomiast większe psy częściej są kradzione z posesji. Samce bywają wyprowadzane na sukę w cieczce.

Na kradzieże narażone są też rasy modne, które łatwo potem sprzedać na giełdzie. Takich psów – np. yorków – nie powinno się zostawiać przywiązanych przed sklepem.
Zgubić się może czasem nawet pies prowadzony na smyczy, szczególnie przedstawiciel rasy cechującej się szeroką szyją i niewiele od niej większą głową – łatwo mu bowiem wyśliznąć się z obroży. Z takich umiejętności znane są m. in. bulteriery i buldogi. Zresztą ze zwykłej obroży może się wyswobodzić każdy czworonóg, jeśli np. czegoś się przestraszy. Dlatego niektórym psom lepiej sprawić szelki (choć są takie, które i z nich potrafią się uwolnić!) albo obrożę ograniczonego zacisku – dopasowaną tak, by w stanie zaciśniętym uniemożliwiała psu wyjęcie głowy, ale go nie dusiła (na zwykłej obroży zaciskowej przestraszony psiak może się poddusić). Również chartom zaleca się zakładanie obroży zaciskowych – ale specjalnie dla nich przeznaczonych, chroniących przed urazami delikatną charcią szyję. (Urszula Charytonik)
Dzięki czipowi

Niedawno amerykańskie media donosiły, że po dwóch latach poszukiwań do Alice Baines z Tampy w stanie Floryda powrócił golden retriever Sam. Znalazł się w oddalonym od Tampy o prawie dwa tysiące kilometrów miasteczku Johnsburg, niedaleko Chicago. Pewnie nigdy by się nie dowiedziano, gdzie jest jego dom, gdyby nie elektroniczny czip

Jak doszło do tego, że Sam się zgubił?
Dwa lata temu przez Tampę przeszedł huragan i zniszczył płot wokół podwórka. Nie zdążyliśmy go naprawić i pies zniknął. Wraz z mężem i dziećmi przeczesaliśmy najbliższą okolicę, powiesiliśmy plakaty – bez rezultatu. Co jakiś czas dzwoniłam do naszego weterynarza z pytaniem, czy nie ma jakichś wiadomości o Samie. Po półtora roku pogodziliśmy się jednak z tym, że Sam nie wróci. Sześć miesięcy temu kupiliśmy mastiffa angielskiego – Lolę. Są teraz z Samem przyjaciółmi…

Dlaczego dzwoniła Pani do weterynarza?
Każdy elektroniczny czip ma numer seryjny, przypisany do konkretnej lecznicy lub lekarza weterynarii, który go wszczepia. I rzeczywiście – pracownicy schroniska w hrabstwie McHenry skontaktowali się z naszym weterynarzem, a on zadzwonił do nas z tą oszałamiającą wiadomością.

Co się działo z psem przez te dwa lata?
Mimo rozgłosu w mediach, który towarzyszył odnalezieniu się naszego psa, nikt nie zadzwonił ani nie napisał, że przebywał u niego. Z Florydy do Illinois są prawie dwa tysiące kilometrów. Tymczasem gdy odbierałam Sama na lotnisku w Chicago, był w bardzo dobrej kondycji. Ktoś go musiał przygarnąć.

Dlaczego zdecydowała się Pani na zaczipowanie psa?
Namówił nas do tego weterynarz. Kosztowało nas to czterdzieści dolarów – i jakże się opłaciło!
(rozmawiał Bartosz Soja)

Zaburzenia orientacji

Do zgubienia się psa mogą się przyczynić zaburzenia orientacji i świadomości. Nie są one związane jedynie z zapaleniami i uszkodzeniami centralnego układu nerwowego – takie objawy występują również przy schorzeniach błędnika, uszkodzeniu wątroby czy zatruciach. Pies może wówczas wykazywać brak kontaktu z otoczeniem, brak równowagi oraz koordynacji ruchowej (przebiera łapami w pozycji leżącej, nie może się podnieść lub ustać na nogach, chodzi w kółko, wpada lub nawet prze na przeszkody – np. uderza głową w ścianę).

Szczególnie łatwo też zgubić psa, który ma upośledzony wzrok lub słuch – takiego zwierzaka lepiej nie spuszczać ze smyczy. (lek. wet. Artur Dobrzyński)

MÓJ PIES RADZI: Jak zmniejszyć ryzyko zgubienia psa
 

  • załóż psu adresówkę z numerem telefonu
  • oznacz go trwale mikroczipem lub czytelnym tatuażem
  • nie zostawiaj przywiązanego pod sklepem
  • nie puszczaj samopas
  • pilnuj nawet we własnym ogrodzie
  • całe życie nagradzaj za przychodzenie na zawołanie

Czipowanie – najtrwalsza metoda identyfikacji

Czipowanie polega na umieszczeniu mikroprocesora (mikroczipa, transpondera) za pomocą specjalnego aplikatora w tkance podskórnej po lewej stronie szyi, w połowie jej długości. Bolesność tego zabiegu jest porównywalna np. ze szczepieniem.

Na świecie używa się obecnie mikroprocesorów działających w różnych zakresach. Kanada i Stany Zjednoczone bazują na systemie innym niż kraje należące do Unii Europejskiej.

Wprawdzie każdy system elektronicznej identyfikacji wymaga kompatybilnego czytnika mikroczipu, ale numery oznakowanych zwierząt można odczytywać za pomocą specjalnych czytników, działających we wszystkich używanych na świecie systemach – są one jednak drogie.

Ważne jest, by przed implantacją mikroprocesora sprawdzić, czy jest on sprawny – tzn. czy daje się odczytać na skanerze. Jeżeli tak, to należy jeszcze przeskanować powierzchnię całego ciała zwierzęcia (zwłaszcza jeśli zmieniało ono właściciela), gdyż mogło być już kiedyś zaczipowane, a mikroczip mógł się przemieścić pod skórą. Po aplikacji mikroprocesora powinno się przeskandować je ponownie, by mieć pewność, że system identyfikacji działa prawidłowo. Jeśli odczyt jest poprawny, można kod kreskowy umieścić w paszporcie czy książeczce szczepień, a dane przesłać do centralnego rejestru zwierząt oznakowanych (jeśli się tego nie zrobi, zabieg pójdzie na marne!).

Przypisanie zwierzęciu numeru w komputerowym banku danych sprawia, że praktycznie nigdy nie będzie ono bezpańskie, bo poprzez odczytanie jego dziewięciocyfrowego numeru identyfikacyjnego zawsze można ustalić właściciela – mikroprocesor powinien bowiem działać co najmniej 25 lat. (lek. wet. Artur Dobrzyński), więcej na stronie www.identyfikacja.pl

Psa łatwiej znaleźć niż kota
Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego w Ohio sprawdzili, które ze zgubionych zwierząt mają większe szanse na odnalezienie właściciela: psy czy koty. Okazało się, że psy. Przez cztery miesiące badacze gromadzili informacje z Dayton i Ohio o zaginionych psach i kotach – przeglądali ogłoszenia prasowe, rozmawiali z organizacjami, do których zgłaszają się poszukujący swoich zwierząt właściciele. W badaniu wzięło udział 138 właścicieli zaginionych kotów i 187 – psów. Opowiedzieli oni o sposobach zabezpieczenia zwierząt i metodach poszukiwań.

Co się okazało? Odnalazło się 71 proc. psów i tylko 53 proc. kotów. Ponad 1/3 psów czekała na właścicieli w schroniskach dla zwierząt, podczas gdy było tam tylko 7 proc. kotów. Co czwarty pies odnalazł się, bo był oznakowany (trzeba jednak wziąć pod uwagę, że choć przepisy w Ohio nakładają na właścicieli obowiązek znakowania psów, tylko połowa się do nich stosuje). Aż 2/3 odnalezionych kotów same wróciły do domu, na własną łapę drogę do właściciela odnalazło jednak tylko 8 proc. psów.

Plakaty z informacją o zagubionych zwierzakach przyniosły skutek w przypadku 15 proc. psów i 11 proc. kotów, a dzięki ogłoszeniom w prasie odnalazło się kolejnych 4,5 i 3 proc. czworonogów. (TJ)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *