Kłopotliwa sława

Wszystko zaczęło się dwa lata temu. Wtedy to podczas jednego ze spacerów Kolby zerwał się ze smyczy i uciekł właścicielom. Przez dwa lata się nie odnalazł. Robinsonowie zobaczyli go dopiero w filmie „Przygoda na Antarktydzie” – opartej na faktach opowieści, w której pozostawiony na Antarktydzie zaprzęg ośmiu psów w trudnych warunkach walczy o przetrwanie. Film wyprodukowany przez wytwórnię Disneya okazał się kasowym hitem – przyniósł ponad 120 mln dolarów zysku.

Jak to się stało, że pies trafił na plan filmowy? Najpierw zabłąkany Kolby został umieszczony w schronisku dla zwierząt w Knoxville, stamtąd zaś został przeniesiony do ośrodka adopcyjnego dla psów zaprzęgowych w Spring City, gdzie wypatrzyli go filmowcy. Nie wiadomo, dlaczego pies nie wrócił do swoich prawowitych właścicieli, choć podobno miał adresówkę. Zdaniem szefów schroniska wszystko odbyło się zgodnie z prawem, bo w myśl miejscowych przepisów po trzech dniach – jeśli nie zgłosi się właściciel – pies może być przekazany do adopcji. Zwracają oni także uwagę, że zwierzak trafił do nich w bardzo złym stanie.

Robinsowie domagają się teraz zwrotu Kolby’ego, ale także udziału w zyskach z filmu. Wytwórnia Disneya odrzuca te żądania jako bezzasadne, ponieważ uważa, że nie jest stroną w sporze (psy nie należały do niej). Pikanterii sprawie dodaje fakt, że oprócz Robinsonów, do psa, który zagrał w filmie, roszczenia zgłaszają jeszcze trzy inne osoby! Melinda Robinson jest jednak przekonana, że na ekranie jest jej pies, a by to uwodnić, żąda przeprowadzenia badań DNA – w domu wciąż ma bowiem obrożę, na której zachowały się ślady sierści Kolby’ego.