Kot robi co chce

Joanna Chmielewska, autorka wielu bestsellerów, niedawno zamieszkała pod Warszawą, gdzie pisze kolejną książkę. Nowy dom pisarki zachwyca gości i okoliczne koty

– Mam 11 kotów przychodnych – wyjaśnia pani Joanna. – Są to dzikie koty, które nie tolerują zamknięcia. Kiedy drzwi do ogrodu są otwarte, wchodzą do domu, ale gdy tylko próbuję zamknąć drzwi, natychmiast uciekają na zewnątrz. Mimo to bardzo im się u mnie podoba, widocznie mam pod domem jakiś ciek wodny.

Pod przedwojenną kołderką
Kotki musiały wyczuć nie tylko ciek, ale i dobre serce właścicielki, bo przychodzą tu nawet z dziećmi. Najpierw pojawiła się czarna kotka z trójką małych. Potem szara, która podrzuciła swoje potomstwo tej czarnej i zniknęła. – Dałam im przedwojenną kołderkę i zaczęły sypiać na tarasie – opowiada pisarka. Następna była łaciata, czarno-biała, również z dziećmi. Tylko ona łasi się po nogach i żąda głaskania. Reszta umyka spod ręki.
– Raz na noc nie zamknęłam drzwi na taras i o poranku zastałam w pracowni „czarną kupkę” śpiącą na fotelu. Chciałam wziąć „to” na ręce, ale kocięta uciekły w dzikiej panice. Przy okazji przyozdobiły mi pół domu śladami swojego przerażenia.
Następnego dnia pani Joanna zastała dwa kotki śpiące na swoim tapczanie. – Nie miałabym nic przeciwko temu pod warunkiem, że kotki dałyby nauczyć się porządku. Ale, aby to osiągnąć, kot musi być udomowiony, przyzwyczajony do człowieka. Musi pozwolić się złapać i wepchnąć do kuwety. Ponieważ nic z tego nie wyszło, pisarka postanowiła inaczej zaradzić sytuacji. W ciągu dnia zamknęła drzwi do pracowni i sypialni.
– Po chwili pod drzwiami usiadła czarna kotka awanturując się, żeby wpuścić ją do środka. Wyraźnie domagała się, abym to ja zamieszkała w ogrodzie, a ona w domu. Nie wyraziłam zgody. Powoli jednak koty przyzwyczaiły się, że pani Joanna nie jest ich wrogiem.
– Plączą mi się pod nogami i przy każdej okazji włażą do domu. Ale w zasadzie żyją na swobodzie, po swojemu. W kuwecie ze specjalnym żwirkiem, którą im postawiłam na tarasie, z upodobaniem… sypiają.

Psia i kocia wrażliwość
W domu Joanny Chmielewskiej nie ma w tej chwili żadnego psa. – To nie ze względu na koty, ale dlatego, że pies jest zwierzęciem zbyt uczuciowym. Kot to egoista, robi co chce i swojego pana ma w nosie. Pies obdarza człowieka uczuciem i pragnie, aby je odwzajemniać, ale mnie już na to nie stać. Wcześniej – jak mówi – przez całe życie miała do czynienia z psami i kotami.
– Dlatego mogę porównać ich stosunek do człowieka. Koty kochają, ale też chcą mieć człowieka dla siebie. Mają przy tym szczególną właściwość. Jeśli człowieka coś boli, kot kładzie się na chorym miejscu i zazwyczaj to pomaga, przynosi ulgę. Kot ma za to swoje wymagania. Kotka mojej przyjaciółki musi być zawsze powiadamiana o zamiarach pani, np. o jej późnym powrocie do domu. Jeśli pani znikła z oczu bez słowa i wróciła po wielu godzinach, robiła jej tysiączne złośliwości z zabarykadowaniem drzwi włącznie. Kiedyś wyciągnęła z szafy w przedpokoju wszystko, czego zdołała dosięgnąć, tak, że drzwi nie dawało się otworzyć. Obrażona była bardzo długo.

A jak jest z psami?
– Pies przebacza wszystko i na widok ukochanego pana nawet po dwóch latach wybucha samym szczęściem. Inna moja przyjaciółka, dziennikarka z krakowskiej telewizji ma psa, który, po trudnym dzieciństwie, chodzi za nią jak przylepiony. Nosa od jej łydki nie odrywa. Jeździ z nią wszędzie. Będąc u mnie, oczywiście z psem, musiała wyjść na spotkanie. Pies został ze mną i stanął w przedpokoju, niczym posąg, wpatrzony w drzwi. Zdołałam mu wyjaśnić, że pani wróci, ale nie za chwilę, tylko za parę godzin, zgodził się więc położyć. Kwadrans przed jej powrotem poderwało go. Już wiedział, że pani jedzie.

Zrozumieć język psów
Joanna Chmielewska pamięta, że podobna sytuacja miała miejsce, gdy jej dzieci wyjechały na dwa tygodnie i zostawiły pod jej opieką psa. – Cały wieczór tłumaczyłam mu, żeby nie wychodził na balkon na każdy warkot samochodu, bo to jeszcze za wcześnie. Suczka zrozumiała, ale ostatnią noc spędziła tupiąc po całym mieszkaniu. Dzięki temu wiedziałam, że dzieci już jadą do domu. Gdy się nad tym zastanawiałam, doszłam do wniosku, że albo pieski doskonale znają się na kalendarzu, co przed nami starannie ukrywają, albo mają wręcz telepatyczny kontakt ze swoim ukochanym właścicielem. Potrafią odczytywać jego myśli nawet, gdy ten jest daleko.
Zdaniem pisarki psy rozumieją ludzki język, a to człowiek jest ograniczony i nie pojmuje, co zwierzę do niego mówi. Jest jeszcze jeden powód, dlaczego pani Joanna nie chce zdecydować się na psa mimo, że znajomi ciągle ją na to namawiają. – Często wyjeżdżam. Nie chcę unieszczęśliwiać stworzenia. Zabieranie psa ze sobą zazwyczaj jest wykluczone, a wyraz zrozpaczonych oczu jest czymś, czego nie chcę więcej doświadczać. Psu trzeba ponadto stworzyć odpowiednie warunki egzystencji. Gdybym miała wokół domu przynajmniej jakieś pięć hektarów…

Ze szczeniakiem w garażu
– Miałam kiedyś taką przygodę nad morzem – opowiada Joanna Chmielewska. – Gospodarze sprowadzili sobie pieska od suki rybaka. Leżę sobie w pokoju i słyszę, że jakieś parszywe dzieciaki obdzierają psa ze skóry. Takie dźwięki były. Lecę jak oszalała na dół i cóż się okazuje. W takiej wnęce, na słoneczku, siedzi sobie szczeniaczek i straszliwie rozpacza. Pies z kulawą nogą żadnej krzywdy mu nie robi. A on widać poczuł się strasznie osamotniony. Skutek był taki, że całe dnie siedziałam w garażu gospodarzy razem z pieskiem. Siedziałam na stołeczku i czytałam książkę. A szczeniaczek był szczęśliwy, że nie jest sam i leżał pod tym stołkiem, który chyba przypominał mu budę. Kiedy po dwóch miesiącach wyjeżdżałam, szczeniak zaczął już przypominać wilka. Wyleciał na drogę, patrzył mi w oczy i chciał ze mną jechać. Ja nie patrzyłam przed siebie, tylko w lusterko samochodu, na tego szczeniaka i serce szarpało mi się w drobne kawały.
Joanna Chmielewska

To pseudonim literacki jednej z najbardziej poczytnych polskich powieściopisarek. Opublikowała blisko 50 tytułów. Szczególną popularność zyskała jako autorka powieści kryminalnych. Pisze też dla młodych czytelników i wydaje dowcipne poradniki, np. „Jak wytrzymać z mężczyzną”, „Jak wytrzymać ze sobą nawzajem”. W 1994 r. ukazała się pięciotomowa „Autobiografia”, w której Chmielewska ujawniła wiele szczegółów ze swojego życia prywatnego i kariery literackiej. Jej utwory osiągają imponujące nakłady w Rosji (ponad 8 mln egzemplarzy), gdzie uznawana jest za jedną z najważniejszych pisarek zagranicznych. O swojej twórczości mówi: „Mnie się albo kocha, albo nie trawi. Ci, którzy nie trawią, to ludzie, którzy nie mają poczucia humoru, albo mają specyficznie uwarunkowane. No i mają do tego prawo. U mnie poczucie humoru jest bardzo ważne, zresztą to u nas rodzinne.”

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *