Kotlet z psa - Psy.pl

Kotlet z psa

Z przerażeniem przeczytałam o psich transportach na wietnamskie stoły. Zresztą słowo „wietnamskie” nie ma tu żadnego znaczenia. Chodzi o stół.

Jakikolwiek byłby, jest hańbą dla całej ludzkości. Coraz bardziej mi wstyd za moje człowieczeństwo, a i za polskość.

Z jednej strony moi krajanie chcą zalegalizować ubój rytualny dla wyznawców islamu i judaizmu, z drugiej wytapiają z psów smalec, więc co ich może obchodzić wysyłka „najlepszych przyjaciół” na rzeź. I nie ma tu znaczenia to, że psy jadą z Tajlandii.

Jestem pewna, że miejsce nie ma znaczenia, bo i u nas znaleźliby się chętni do łatwego zarobku. Gdzie się urodziłam? Wśród bestii rządnych zysku za wszelką cenę?

Wychowano mnie w szacunku dla polskości z ułanem na koniu i psem u boku. Koń i pies to zwierzęta wpisane w polską historię jako druhowie. Towarzyszyły nam zawsze. Nawet w poezji i literaturze. Kto jednak dziś o niej pamięta? Zastąpił ją brzęk mamony. Otumanił bez reszty. Konie wysyłamy do włoskich rzeźni, a mięso z rytualnego uboju do krajów, w których jest halal lub koszerne. A jeśli zgłoszą się chętni na „psinę”, to co? Też poślemy? Oczywiście, jeśli zapłacą. To jedyny warunek podejmowania najbardziej haniebnych działań.

Zastanawiam się, jak można to zmienić i czy w ogóle można. Myślę, że nadzieja w tych jeszcze nieopętanych potrzebą zysku. Wątpię, aby ludzie zajmujący się tym procederem, zrozumieli zło, które czynią, i zaniechali go z własnej woli. Ale przecież my możemy powiedzieć: Nie. Tak, ale by powiedzieć, najpierw trzeba zrozumieć, dlaczego mówimy: Nie. Przecież w naszej kulturze zabija się i zjada inne zwierzęta. One też czują i się boją. Tak, też czują i ja ich nie jem, ale nie potępiam tych, którzy to robią.

Najpierw przyjrzyjmy się historii zwierząt gospodarskich. Czy kiedykolwiek świnia, krowa czy kura towarzyszyła człowiekowi jako przyjaciel? Czy selekcjonowano je tak, aby rozumiały ludzki język i umiały z nami współpracować? Czy dzielono z nimi łoże i stół? Czy pomagały nam w codziennych obowiązkach? A może były przewodnikami niewidomych? Nie. Żyły obok i interesowało nas tylko to, jak szybko rosną i ile dają mleka lub jaj. Oczywiście są wyjątki. Zdarza się, ktoś zaprzyjaźni się z kurą czy świnią. Odkrywa, jak mądre i ciekawe to zwierzęta. Mimo to nie mają zapisanego w genach „uczłowieczenia”.

Pies jest „półczłowiekiem”. Spędził tysiące lat w bezpośredniej bliskości naszego gatunku. Zaufał mu i całkowicie się odeń uzależnił. Zostawił wilczą watahę dla ludzkiej rodziny. Od człowieka oczekuje tylko dobrych uczuć. Świni, krowie i kurze wystarcza towarzystwo pobratymców. Pies nie istnieje bez człowieka. Dziś okazuje się, że jego oddanie nie ma żadnego znaczenia. No, może przydaje się, bo nie broni się jak świnia i krowa, gdy pakują go klatki i podrzynają mu gardło. Ufa.

Autor: Dorota Sumińska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *