Kundelek bury, czyli Ferdynand Wspaniały

Bohater przedstawienia kundelek Ferdynand śni, że jest… człowiekiem. Obserwujemy jego kolejne wcielenia – jest generałem, wygrywa wystawę rasowych psów, choć miał być jej sędzią, występuje w cyrku, a nawet trafia na rozprawę sądową w roli oskarżonego. Zawsze jednak okazuje się wspaniałym, życzliwym, dobrym i uczynnym młodzieńcem, a w związku z tym staje się ulubieńcem otoczenia.

Magiczny nastrój przedstawienia tworzy świetna scenografia, wydobywająca się kolorowymi plamami z ciemności. Jak to w snach bywa, część przedmiotów jest realistyczna, jednak ma nieco większe rozmiary. W jednej ze scen w tle wirują kolorowe parasolki, unoszą się i tańczą. Pojawia się również parasol gigant, na który dzieci reagują pełnym zachwytu westchnieniem: „Ooo”…
Spektakl zaintryguje nie tylko dzieci, ale i ich dorosłych opiekunów. Jak w każdej bajce, również w „Ferdynandzie Wspaniałym” pojawiają się bowiem satyryczne podteksty odnoszące się do świata dorosłych, ich nadmiernego przywiązania do swoich życiowych ról i rytuałów, które łagodnie burzy radosny i anarchistyczny Ferdynand.
Finałowa scena, w której Ludwik Jerzy odnajduje nie tylko swego najukochańszego psa, ale i prawdę o nim, czyli o Ferdynandzie Wspaniałym, wzrusza i skłania do refleksji o roli czworonożnych pupili w naszym życiu.

Agnieszka Majewska, fot. archiwum teatru