Latający Holender - Psy.pl - mamy nosa!

Latający Holender

Kot ze skraju puszczy w Gujanie Brytyjskiej - podróże Beaty Pawlikowskiej

Mieszkał w małej osadzie indiańskiej na skraju puszczy w Gujanie Brytyjskiej. Do najbliższego miasta było kilka dni drogi. W wiosce stał tylko jeden porządny dom – zbudowany z desek, uniesiony półtora metra nad ziemią, żeby nie został porwany przez rzekę podczas pory deszczowej. Pozostałe chaty były znacznie mniejsze i skromniej wyposażone – składały się najczęściej z prostej konstrukcji z belek krytej liśćmi palmowymi. Nie wiem dokładnie, w której chacie mieszkał kot, ponieważ widziałam go tylko parę razy – i albo szykował się wtedy do biegu, albo mknął już jak błyskawica, siejąc wokół spustoszenie. Odnoszę wrażenie, że wszyscy trochę się go bali. W środy wieczorem uroczyście podłączano do generatora prądu stary, czarno-biały telewizor i na szerokiej werandzie największego domu można było oglądać mecz piłki nożnej. Nawet gole drużyny gospodarzy nie budziły tak wielkich emocji, jak pojawienie się łaciatego kota. Przybiegał zawsze niespodziewanie, a wyprzedzał go o kilka sekund hałas przewracanych garnków, krzeseł i desek przygotowanych do budowy. Galopował po schodkach na piętro, by jednym długim skokiem znaleźć się na telewizorze, a z niego popędzić dalej po głowach widzów, po pustych i zajętych krzesłach, by w końcu miękkim ślizgiem wylądować na balustradzie, a stamtąd udać się w powrotny galop do miejsca, z którego przybył. Był szybki jak wiatr i tak samo nieuchwytny. Nikt też nie próbował go przeganiać. Łaciaty kot był w tej wiosce czymś w rodzaju zjawiska naturalnego, o którym wiadomo tylko tyle, że istnieje na świecie tak jak słońce i deszcz – jest nieprzewidywalny i nikt nie ma wpływu na jego pojawianie się i znikanie. Podczas dwóch tygodni spędzonych w wiosce nie mogłam się oprzeć myśli, że jednak Gujana Brytyjska nie leży aż tak daleko od Europy, a wioska w dżungli być może ma więcej wspólnego z dalekomorskim pływaniem niż mi się wydaje – szczególnie wtedy, gdy na horyzoncie pojawiał się łaciaty kot i zaczynał pędzić po głowach Indian, nie zważając na ich protesty, krzyki lub śmiechy. Bo był to jedyny znany mi Latający Holender wśród kotów. www.beatapawlikowska.com

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *