Legwany nasza miłość - Psy.pl

Legwany nasza miłość

Bernadetta z dumą pokazuje boa w terrarium. Ewa rozpieszcza swoje jaszczury, od dziecka lubiła gady. A krokodyl Andrzeja pływa w domowym basenie

– Proszę zdjąć sweter, bo u mnie zawsze tropik – już w drzwiach zarządza Andrzej Kowalski. Na termometrze 30 stopni, parno jak w dżungli amazońskiej. W salonie na parterze króluje papuga żako, obrażona na otoczenie, na piętrze ogromne terrarium. Osiem legwanów pod wodzą wielkiego Lexusa, żółwie, kameleon przywieziony w ciężkim stanie z Tunezji, agawa błotna zielona. – Nie jest jadowita – uspokaja gospodarz.

Kubuś w basenie
Na gałęzi w hamaku buszują dwie małpiatki, uratowane przez Andrzeja od śmierci. Wyjdą, jak się ściemni. Samiec chrząka niezadowolony, bo iguana leży na jego gałęzi. W dzień spokój, a w nocy harce. – Ludzie nie zdają sobie sprawy, że egzotyczne zwierzęta trzeba dogrzewać przez 10 godzin dziennie, doglądać. A kiedy zaczynają chorować, przynoszą je do mnie.
W oddzielnym terrarium na piasku wygrzewa się Kubuś. Nawet nie łypnie okiem na gościa. – To krokodyl roślinożerny? – zaczynam niepewnie. – Skądże, to zabijaka! Kupiłem go 13 lat temu. Miał być wypchany i służyć za dekorację, to lepiej niech tu siedzi.
Kubuś ma basen z automatycznie dotlenianą i podgrzewaną wodą, przez całą dobę zagwarantowany tropik, scenerię miłą dla oka – zwisające liany z Brazylii i prawdziwe rododendrony, a na obiad ryby. Ma też jaśniepańskie maniery i fochy. – Normalnie patrzy mi w oczy jak pies i wtedy rozmawiamy. Ale jak jest ktoś obcy, lekceważy mnie.
W nocy w całym domu słychać odgłosy jak w dżungli. Małpiatki gwiżdżą, Kubuś ugania się za rybami w basenie, tylko iguany spojne. – Dlaczego to znoszę? – zastanawia się Andrzej, z zawodu inżynier konstruktor. – Po prostu, szkoda mi tych stworzeń. Mieszka sam w ogromnym domu, więc nikt się nie wtrąca. Czasem wpada dorosła wnuczka, by pomóc przy zwierzętach. Wtedy opowiada jej o przemycie zwierząt, o legwanach przywożonych w torbach z Brazylii, o żółwiach, które z zaklejonymi pyskami szmuglowano w kartonach. W Polsce nikt nie chroni egzotycznych zwierząt. Ale na widok Andrzeja przemytnicy na giełdzie zoologicznej biorą nogi za pas.

Świat iguany
Ewę Kapłon zawsze interesowały zwierzęta. Ale nie tylko takie jak pies czy kot. Jeszcze w dzieciństwie pochylała się nad każdą żabką, bez obrzydzenia mogła wziąć w rękę ropuchę albo godzinami obserwować gąsiennicę pełzającą na główce kapusty. Nie krzyczała a widok pająka, a w zoo pierwsze kroki kierowała do działu z gadami.
Przez blisko 12 lat trzymała w domu żółwia greckiego, ale po sałacie dostał krwawej biegunki i umarł. Potem pojawił się żółw stepowy, znaleziony na trawniku, chory, zagrzybiony, dziś cieszący się dobrym zdrowiem. A teraz legwany. Godzinami może podglądać ich świat. Patrzeć, jak Leginka drzemie na telewizorze lub jak Legi człapie środkiem pokoju, rozgląda się, czy lepiej wyciągnąć się na kanapie, czy na regale z książkami.
Kiedy Leginka z wdziękiem akrobatki skacze z parapetu na telewizor, a potem na fikus, który regularnie obgryza, Legi się zastanawia, czy w ogóle opuścić terrarium. Dwa legwany podobne jak bliźnięta i dwie skrajne osobowości. – W odróżnieniu od bojowej towarzyszki Legi wydaje mi się bardziej tajemniczy – przyznaje Ewa, asystentka w poważnej zagranicznej firmie.
– Kiedy powolnie kiwa głową z góry na dół, to jakby pokazywał niesfornej akrobatce, kto tu rządzi. Każdy ruch głowy coś oznacza. – W Polsce brak książek o legwanach. Są bardzo wrażliwe, wymagają odpowiedniej diety. Sprzedawcy zachwalają je jako zwierzęta nieuciążliwe, a potem hodowcy, bez fachowej wiedzy, nie radzą sobie z problemem.
W naturze legwany zielone (łac. nazwa Iguana iguana) żyją nad rzekami Ameryki Środkowej i północnej części Ameryki Południowej. Siedzą na czubkach drzew i skubią liście. Gdy nadciąga niebezpieczeństwo, skaczą do wody, bo świetnie pływają. – Psy nie kryją w sobie tylu tajemnic co legwany, ale też je lubię – dodaje Ewa.

Stracić głowe dla ropuchy
W małym mieszkaniu Bernadetty i Marcina Bilińskich królują zwierzęta. Trudno im się z nimi rozstać nawet na krótko. Kiedy jechali na urlop, zabrali ze sobą żółwie, kanarka, ropuchę Agatę i szynszyla Dżinksa. Bo kto by mu pozwolił na nocne harce, skoki po ścianach? Dżiniu miał w zwyczaju wdrapywać się na śpiącego człowieka. Nie czuł respektu nawet dla kaktusa, który notorycznie podgryzał.
– Rozpieściliśmy go – usprawiedliwia pupila Bernadetta. – To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedział smutny w sklepie zoologicznym, bez jednej łapki. Nie mogłam się oprzeć. Agata to zdobycz mojego męża Marcina. Spojrzał w żabie oczy i stracił głowę. To duża, drapieżna ropucha i jadowita, ale jad wypuszcza tylko w samoobronie. Inni lubią przesiadywać w kawiarniach, a my lubimy zwierzęta. Sprawiają, że jesteśmy blisko natury, nawet mieszkając w bloku. To dodatkowi członkowie rodziny.
W domowym zwierzyńcu są też dwie tarantule. – Na widok tych wielkich, włochatch pająków każda dziewczyna dostaje gęsiej skórki, ale nie moja żona – żartuje Marcin, na co dzień handlowiec. Z dumą pokazuje ostatnie nabytki – dwa młode węże boa, zamknięte w szczelnym terrarium: – Mają około jednego metra, a mogą urosnąć nawet do czterech. Są łatwe w hodowli, nie hałasują. – Nie znoszę tylko patrzeć, jak atakują myszki, którymi się żywią – mówi Bernadetta. – Serce mi wtedy pęka. Ale takie są prawa natury.
Na piwo z tygrysem

– Ludzie przeważnie hodują zwierzęta egzotyczne, dopóki są małe. Potem oddają je do zoo – mówi Ewa Zbonikowska, szefowa działu dydaktycznego warszawskiego ogrodu zoologicznego. – Nie radzą sobie nawet z żółwiami, nie wspominając o małpach i pytonach. Niewytrwałym hodowcom polecamy sponsoring. Dzięki comiesięcznym wpłatom mogą zostać opiekunami zwierząt.
Największym wzięciem cieszą się kotowate: tygrysy, lwy, geparty. Nawet wysokie stawki 1-2 tys. zł miesięcznie nie studzą zapału sponsorów. Już za 100 zł można zostać opiekunem legwana, pytona lub pięknego bazyliszka i mieć na klatce tabliczkę z własnym nazwiskiem. – Na razie mamy 150 sponsorów, dla których organizujemy pikniki. Czy można w lepszym towarzystwie wypić piwo i zjeść kiełbasę, jak nie wśród tygrysów?

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *