Lek na agresję - Psy.pl

Lek na agresję

Skutecznym sposobem na agresję nie jest przemoc wobec psa, lecz łagodne szkolenie. Wielu osobom udało się oduczyć swoich podopiecznych takich zachowań - spróbuj i ty!

Emma Parsons ma psy od zawsze. Szkolenie czworonogów do zawodów sportowych to jej hobby, z czasem zaczęła się dzielić swoją wiedzą z innymi właścicielami, dając lekcje w miejscowym klubie. Golden retriever Ben, którego wzięła do domu, gdy ukończył siedem tygodni, miał być jej kolejnym psem do uprawiania psich sportów. Wcześnie rozpoczęte, oparte na pozytywnych metodach szkolenie dawało wspaniałe rezultaty. Półroczny Ben był prymusem w swojej grupie i bezbłędnie wykonywał wszystkie polecenia przewodnika.

Agresywny szczeniak
Niespodziewanie, w wieku siedmiu miesięcy, Ben zaczął się stawać agresywny w stosunku do innych psów. Na widok niektórych szczekał i ciągnął Emmę w ich kierunku. Było to dla niej duże zaskoczenie, ponieważ do tej pory żaden z jej psów nie wykazywał ani cienia agresji. – Zachowanie Bena mnie wystraszyło. Nie miałam pojęcia, jaka jest jego przyczyna – wspomina Emma. Aby jak najszybciej uporać się z problemem, postanowiła pójść do psiego trenera, który miał opinię eksperta od agresji. Liczyła się z tym, że wobec szkolonego do tej pory wyłącznie metodami pozytywnymi Bena zostanie zastosowana jakaś kara, ale nie miała pojęcia, jaką formę ona przybierze. Rzeczywistość przeszła jej najgorsze oczekiwania.

Emma i Ben (na zdjęciu obok) spotkali się ze szkoleniowcem na parkingu. Ben zaczął szczekać na jego psa. Wtedy trener założył Benowi przyniesioną przez siebie kolczatkę i gdy agresywne zachowanie się powtórzyło, uniósł na niej psa do góry. Emma nie wierzyła własnym oczom. W odpowiedzi na takie traktowanie Ben pokazał zęby. Szkoleniowiec zastosował jeszcze ostrzejszą korektę. Tym razem pies się poddał, a trener zwolnił chwyt. Ben upadł na ziemię i zrobił siusiu. Wydawał się nieobecny. Trener wziął go na próbę między inne psy i Ben zachowywał się jak baranek.

Po tygodniu Emma zaczęła dostrzegać, jaka krzywda została wyrządzona jej podopiecznemu. Na widok innego psa wpadał we wściekłość. Już nie tylko ujadał i rzucał się na smyczy, ale obnażał też zęby, a z pyska leciały mu wodospady śliny.

Co więcej zaczął atakować pozostałe psy Emmy, a nawet takie, które widział tylko w telewizorze. Trzymanie go w domu stało się niebezpieczne. – Miałam wybór między uśpieniem go a terapią. Oczywiście wybrałam to drugie – wspomina Emma. Nadal jednak brakowało jej pomysłu, jak się do tego zabrać. Po incydencie ze szkoleniowcem wiedziała już, że kary nie pomogą.

Półtora smakołyka na sekundę
Szukając pomocy dla Bena, Emma spotkała się z Karen Pryor, słynną trenerką, zwolenniczką szkolenia klikerowego. Wysłuchawszy historii Bena, Karen poradziła Emmie, aby spróbowała pracy z klikerem (patrz ramka). – Ze smutkiem odpowiedziałam jej, że agresja Bena jest tak silna, iż nie ma w jego reakcjach żadnego prawidłowego zachowania, które można by wzmacniać klikerem – wspomina Emma. Karen odpowiedziała przewrotnie: – Przecież on oddycha, prawda? Klikaj wtedy, gdy łapie oddech. Zdumiona Emma zaczęła się zastanawiać, czy to rzeczywiście jest możliwe do zrealizowania. Postanowiła jednak spróbować. Nad poprawą zachowania Bena pracowała przez pięć dni w tygodniu. Na początku ćwiczenia, podczas których Ben widział inne psy, trwały trzy sekundy, później wydłużone zostały do 15-20 minut.

Zaczęła od klikania i dawania Benowi smakołyków między wybuchami agresji. Duże znaczenie miała częstotliwość klikania i nagradzania – 25 razy w czasie 15 sekund! Było to niezbędne, by powstrzymać go przed kolejnymi atakami agresji. Po pewnym czasie w jego zachowaniu pojawiły się małe okienka niereagowania.

Terapia składała się z kilku etapów. Najpierw trzeba było wyciszyć emocje psa do takiego poziomu, na którym zaczął on akceptować dany bodziec. Dla Bena był nim widok innego psa – ale może to być wszystko, co znajduje się w otoczeniu czworonoga i wywołuje jego dyskomfort: ludzie, pojazdy, hałasy itp.

Drugim etapem było wprowadzenie zachowania zastępczego, które wyklucza zachowanie agresywne. Może to być nawiązanie kontaktu wzrokowego z przewodnikiem, siad, wzięcie smyczy w pysk lub cokolwiek innego. Emma nauczyła Bena, by na widok innego psa kierował wzrok na nią. Teraz może nakazać mu marsz przy nodze i Ben nie spuści z niej wzroku bez względu na to, ile psów znajduje się w pobliżu!

Benowi pomogło również to, że Emma miała inne psy. Rozpoczynając terapię, nie przerwała szkolenia Bena w psich sportach, które bardzo lubił. Wpadła na pomysł, by przeprowadzać te ćwiczenia w obecności pozostałych podopiecznych. Przyczyniło się to do poprawy relacji między Benem a pozostałymi psami. Gdy Emma uczyła go trzymać koziołek, one siadały obok, grzecznie czekając. Po wykonaniu przez Bena zadania klikała i dawała smakołyk jemu oraz pozostałym czworonogom. – Wyglądało to tak, jakby dopingowały Bena do wykonania ćwiczenia, aby wszyscy mogli dostać nagrodę – mówi Emma. Dzięki wspólnym ćwiczeniom psy zaczęły postrzegać siebie jak partnerów, a nie rywali – stały się członkami tej samej drużyny.

Golden po przejściach
Gdy Goldi trafił do Jacka Gałuszki, był psem po przejściach. Miał dwa lata i pięciokrotnie zmieniał miejsce zamieszkania. Najpierw pracował jako stróż na budowie, a następnie – prawdopodobnie dlatego, że łudząco przypomina golden retrievera – miał być towarzyszem dzieci. Gdy pogryzł jedno z nich, przywiązano go w kolczatce do drzewa. Nie wiadomo, jakie piekło przeszedł ten pies, ale miał blizny na szyi i można się domyślać, że był bity po przywoływaniu, ponieważ reagował agresją na swoje imię. Poza tym gryzł bez ostrzeżenia, atakował rękę wyciągniętą w swoim kierunku, bał się ludzi i był bardzo pobudzony. Rehabilitacja, którą zgodził się przeprowadzić Jacek, była jego ostatnią szansą – gdyby się nie powiodła, Gringo (bo takie nowe imię otrzymał) miał zostać uśpiony.

Jacek zdecydował się na szkolenie klikerowe. Nie miał zresztą wyboru, ponieważ wszelkie próby porozumienia się za pomocą gestu lub słowa były skazane na niepowodzenie – negatywne skojarzenia psa były tak silne, że potrzebne było inne narzędzie komunikacji. – Gringo nie znał dźwięku klikera, więc nie kojarzył go z czymś nieprzyjemnym. Mogłem go łatwo nauczyć, że oznacza on nagrodę i że ma związek z jego zachowaniem – tłumaczy Jacek.

Pracował z Gringiem przez trzy miesiące. Pierwsze dwa tygodnie, gdy pies przyzwyczajał się do nowego otoczenia, wykorzystał na zbudowanie zaufania. Ignorował Gringa i niczego od niego nie wymagał. Następnie przyszedł czas odwrażliwiania na bodźce, które do tej pory wywoływały w psie agresję. Na przykład Jacek klikał i nagradzał Gringa za spokojne zachowanie podczas dotykania różnych części jego ciała. Na wszelki wypadek szkolił go w rękawiczkach, co nie raz oszczędziło mu przykrych doznań. Z czasem zaczął pracować nad zachowaniami zastępczymi. – Gdy pies czuł się zagubiony, podpowiedź z mojej strony w postaci komendy „siad” była przez niego przyjmowana z ulgą – wspomina Jacek. – Miałem wrażenie, że dzięki temu wie, że w tej sytuacji nie powinien wpadać w panikę, ale po prostu usiąść.

Magia klikera
Historie obu psów zakończyły się szczęśliwie. Z agresji Bena pozostało jedynie szczekanie, gdy jakiś pies mocno go zdenerwuje. Gringo odbudował swoją wiarę w ludzi i znalazł nowy dom, w którym zachowuje się wzorowo. Przebieg jego szkolenia Jacek Gałuszka, który ukończył kurs trenerski w fundacji Alteri, opisywał w blogu internetowym. Zapytany, czy szkolenie klikerem można polecić każdemu, odpowiada: – W odróżnieniu od innych metod za pomocą klikera nie da się niczego zepsuć. Najwyżej uzyskamy nie to zachowanie, którego oczekiwaliśmy, co łatwo da się naprawić. Można pracować z psem samemu, chociaż warto zapoznać się z podstawami, które są dostępne między innymi w internecie.

Emma Parsons sama jest dziś specjalistką od agresji i prowadzi kursy dla psów z problemami. Zapytana o tajemnicę skuteczności klikera odpowiada: – Nie znam lepszego narzędzia, za pomocą którego można by tak szybko i tak skutecznie oduczyć psa niepożądanego zachowania. Źródło sukcesu tkwi w tym, że dźwięk klikera oznacza dla niego zawsze to samo: że to, co przed chwilą zrobił, jest prawidłowe. Jeszcze nie spotkałam psa, z którym nie dałoby się pracować w ten sposób. Ta metoda jest nieoceniona zwłaszcza w szkoleniu przedstawicieli ras, które nie zostały stworzone do pracy z ludźmi. Skoro uczymy za pomocą klikera walenie, by trzymały otwarte pyski podczas zabiegów dentystycznych, to z pewnością możemy nauczyć psy tych zachowań, na których nam zależy.

 

Poskramiacz z pudełka
Kliker to pudełko z blaszką, która po naciśnięciu wydaje metaliczny dźwięk – „klik”. Jeśli – na zasadzie odruchu warunkowego – spowodujemy, że pies skojarzy ten sygnał z nagrodą (będziemy mu ją dawali zaraz po kliknięciu), z czasem kliknięcie zacznie wywoływać u niego równie pozytywne odczucia co sama nagroda, którą dostanie później. Efektem tego będzie utrwalenie (wzmocnienie) tego zachowania, które pies prezentował, gdy usłyszał klik.
Metoda klikerowa szczególnie dobrze się sprawdza w pracy z psami pobudliwymi – także dlatego, że dźwięk klikera zawsze brzmi tak samo.
W związku z tym lepiej zaznacza on prawidłowe zachowania niż na przykład słowa wypowiadane przez przewodnika, poprzez które przekazuje on psu mimowolnie swoje emocje. Poza tym, ponieważ kliknięcie trwa krótko, pozwala bardzo precyzyjnie wskazać naszemu czworonogowi, które z jego zachowań będą nagrodzone. Niektóre zwierzaki postępują w sposób pożądany przez tak krótką chwilę, że niemożliwe byłoby utrwalenie tego zachowania za pomocą innych metod.
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *