Małe pieski mają dobrą energię - Psy.pl

Małe pieski mają dobrą energię

O swoich rozmowach z Misią i Farihem, robieniu wszystkiego na dwie ręce i o wiecznych poszukiwaniach maleńkich psiaczków na 27 metrach kwadratowych opowiada aktorka Karolina Nowakowska

Chihuahua to jest jedyna rasa dla mnie – mała i niekłopotliwa. Malutki piesek robi malutkie siusiu, więc nie ma tego ci śnienia, że trzeba wstać wcześnie rano, co przy moim trybie pracy byłoby szaleństwem. Wystarczy ceratka… W ogóle nie planowałam psa, pies sam się zaplanował: na planie serialu „M jak miłość”, w domu Olgi – bohaterki, którą gram.

Przecież trochę jestem
Były tylko dwa szczeniaki. Gdy je zobaczyłam, od razu przyszło mi na myśl, żeby któregoś wziąć, lecz starałam się wybić to sobie z głowy. Ale zdjęcia trwały i trwały, a ekipa wciąż mnie szukała: „Gdzie Karolina?”. „Z psami!” – i niemal siłą ściągali mnie na plan. Te psy zaczęły już na mnie reagować, podchodzić. Próbowałam urobić grunt: „Mamo, na planie jest taki piesek – mówiłam najpierw tylko o jednym –  taki ładny…”. „Gdzie ty psa, teraz!”. Wpadłam więc na pomysł, żeby zrobić suczce zdjęcia telefonem: taka śliczna biała kuleczka każdego chwyci za serce. Pokazałam je mamie, a ona spojrzała i mówi: „Rozumiem cię…”. Kułam więc żelazo, póki gorące: że mało jedzą, że nie trzeba z nimi tyle wychodzić…
Wszyscy mówili: ty i pies? Przecież ciebie wciąż nie ma… Aż w końcu się zreflektowałam: jak to wciąż mnie nie ma? Przecież jestem domatorką! Trochę mnie nie ma, to fakt – ale bez przesady…

Psy do pary, skarpetki od pary
Najpierw wzięłam suczkę. Była bardziej powściągliwa od pieska, ale mimo to zaczęła do mnie podchodzić, kołysząc się na tych swoich cienkich łapkach – i strasznie mnie tym rozbrajała. Jego wszędzie było pełno, a ona tylko tak patrzyła, patrzyła – i wypatrzyła.
Przemek Cypryański mówił: ona taka ładna, nazwij ją jakoś odpowiednio, może Bonita? A ona mi się od razu skojarzyła z takim misiem – białym o czarnych oczach. I została Misią.
Farih dołączył po tygodniu i właściwie namówiła mnie na niego… mama. Gdy go wzięłam, jeszcze go nie znałam – wydawał mi się takim trochę śmiesznym ciamajdą. A że klimaty arabskie są mi bliskie, nazwałam go Farih (wesoły). Gdy Misia nie miała jeszcze towarzysza, a zdarzyło się, że mnie dłużej nie było, to leżała taka smutna… A teraz dwie kulki zostają razem. Gdy wracam, mam wszędzie porozwalane ciuchy, buty, pranie… jest zabawa – i o to chodziło! Zaczepiają się, biją, gryzą, później liżą i przepraszają – obserwowanie tego jest pasjonujące. Najbardziej lubią zabawki hand made: na przykład mój wałek do włosów zaczepiony o smycz. Kiedyś odpadła mi plastikowa klapka od telewizora, nie mogłam jej znaleźć – okazało się, że też włączyły ją do zbioru ulubionych zabawek. Należą do nich zwłaszcza rzeczy, które można ciągnąć z dwóch stron – strasznie fajne są skarpetki, które w związku z tym mam wszystkie nie do pary.

Mała wielka dama
Miałam świnkę morską, chińskie myszki, które ganiałam po całym mieszkaniu, bo wyskakiwały z akwarium – ale z tymi zwierzętami nie ma takiego kontaktu, nie można sobie z nimi pogadać – a ja lubię pogadać. Misia i Farih siedzą, patrzą na mnie, kiwają głowami, przyglądają się, o co mi chodzi. Opowiadam im, co się u mnie dzieje albo narzekam, albo pytam, gdzie coś schowałam… Farih jest lepszym słuchaczem. Bardziej charakterna Misia szybciej się nudzi, odwraca, idzie spać i ma wszystko w nosie. A on jest większą przylepą, więc siedzi cierpliwie i… nie ma wyboru. On też czeka pod drzwiami zawsze, gdy wracam, a Misia tylko jeśli nie śpi. Cieszy się, ale czeka, aż to ja do niej podejdę – mała wielka dama. Jemu też nie pozwala na wszystko, choć jest mniejsza, potrafi się odgryźć.
Są o siebie bardzo zazdrosne – dlatego wszystko muszę robić na dwie ręce: głaskać, drapać za uchem czy brać na kolana.

Mały bodyguard
One chyba nie mają świadomości, że są takie małe, bo im większy pies stanie im na drodze, tym większy przypuszczają atak. Farih od razu stroszy grzywę jak lew, a Misia nauczyła się zadziorności od niego. On zachowuje się jak bodyguard – nie odstępuje jej na krok i szczeka na wszystko, co się rusza. Duże psy głupieją – nie wiedzą, skąd ten głos się dobywa. Na wszelki wypadek chodzimy tylko na smyczy. Staram się nie dopuszczać do zbyt bliskich kontaktów, bo ja bym nie wytrzymała na miejscu dużego psa, jakby mi coś tak skakało i szczekało piskliwie do ucha…
Staram się traktować je normalnie, a nie jak maskotki, które się trzyma pod pachą. Gdy były małe, nosiłam je w torbie, ale już z niej wyrosły – i dobrze, bo co to byłby dla nich za spacer. A tak biegam za nimi i to jest moja gimnastyka.
Mają wprawdzie lepsze kosmetyki niż ja, czeszę je, kąpię – ale to chyba nie przesada, skoro zdecydowałam się na psy długowłose. Oczywiste jest też dla mnie, że muszę im wycierać oczy czy łapy. To dobre przygotowanie do macierzyństwa – zwłaszcza dwójka… Nie jestem walnięta na punkcie ubranek, ale być może okażą się konieczne zimą – w ubiegłym roku psiaki były jeszcze tak małe, że nie wychodziły na dwór.

Małe wielkie przylepy
Oczywiście śpią ze mną w łóżku i to nie jest żadna tajemnica. Kupiłam im wprawdzie rozkładaną kanapkę, lecz używają jej tylko w dzień. Misia uwielbia spać pod kołdrą – zwykle wystaje spod niej tylko nos albo ucho… Gdy były małe, bałam się je brać do łóżka, żeby ich nie zgnieść – teraz to są dla mnie olbrzymie. Do tej pory mam przy łóżku poduszkę, po której musiały wchodzić – choć potrafią już wskoczyć. Ale cały czas trzeba uważać, żeby ich nie nadepnąć czy żeby na nie nic nie spadło. „Tato, uważaj na psy!” – krzyczę nieraz ostrzegawczo. „A gdzie są?” „Nie wiem – gdzieś są…”.
Myślałam, że będę je zabierać do pracy. Ale one wywołują takie reakcje, że ojejejej!! I od razu wszyscy zaczynają je głaskać. Chcę im tego oszczędzić. Jest im sto razy lepiej, jeśli pod moją nieobecność mogą w domu robić, co chcą, a często odwiedza je mama czy moja przyjaciółka. Teraz na planie znów są nowe pieski i widzę, jak się trzęsą, bo co rusz ktoś je bierze na ręce i stawia, bierze i stawia…
Małe psy są inne, nawet inaczej pachną. Do mnie świetnie pasują, wiele nas łączy: jesteśmy przylepy, długo śpimy, lubimy jeść. Wcześniej miałam jamniczkę szorstkowłosą Szelmę, która umarła trzy lata temu – wtedy jamnik wydawał mi się malutki… Kiedyś o mały włos kupiłabym owczarka podhalańskiego – ale on by mi zajął pół mieszkania! A dla moich małych to raj. Małe pieski mają taką dobrą energię – już sobie nie wyobrażam życia bez nich. Tak wypełniły ten mój i tak pełny dzień…

Karolina Nowakowska – Aktorka znana telewidzom przede wszystkim jako Olga z serialu „M jak miłość”, mistrzyni Polski w stepowaniu.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *