Mały jamnik, wielka lady - Psy.pl - mamy nosa!

Mały jamnik, wielka lady

Kasia Cichopek nie stresowałaby swojej jamniczki Puni pracą na planie serialu "M jak miłość". Jej mała suczka nie musi pracować

Zauważyła Pani, że bohaterowie seriali nigdy nie wyprowadzają psów na spacer?
W „M jak miłość” nie wyprowadzamy psów, bo ich nie mamy. Na planie jest natomiast Bruder (w rzeczywistości to suczka), i jeszcze dwa inne psy – ludzi, u których gramy. Są bardzo przyjazne i zawsze wpadają znienacka w trakcie ujęcia. Dlatego przyjęło się, że należą do serialowych postaci – Lucjana i Barbary – choć w rzeczywistości całkiem niechcący plączą się między nogami. Ekipa się zrzuciła i kupiliśmy im budy na zimę. Poza tym, gdy zaczynaliśmy kręcić, były chude, a teraz są strasznie grube.

W serialach kształtuje się dużo pozytywnych wzorców zachowań. W „M jak miłość” nadarzyła się świetna okazja, aby na planie wystąpił pies, bo grana przez Panią postać była początkowo niewidoma. Reżyser nie pomyślał wtedy, by włączyć do akcji psa przewodnika?
Nie, bo to przysporzyłoby problemów technicznych. Praca z psem na planie jest ciężka i stresująca dla zwierzęcia. Ja bym swojego psa nigdy nie dała do filmu. Nie wyobrażam sobie, aby moja Punia – mały jamnik z manierami wielkiej lady – musiała pracować na planie 12 godzin.

A jak Pani – tak długo pracując – znajduje czas dla psa?
Dużo czasu poświęcają Puni moi rodzice… Mama jest od jedzenia, tata od spacerów, a ja od kąpieli, weterynarza i… zabawy!

Za to do weterynarza pewnie chodzi Pani często? Punia ma już przecież 13 lat.
Wcale nie. Zresztą proszę tylko spojrzeć – czy ona wygląda i zachowuje się na 13 lat?

Ludzie, którzy nie mają czasu na psa, często biorą kota.
Ale kot też nie jest po to, by siedzieć cały dzień sam w domu!

Studiuje Pani psychologię – myślała Pani o tym, żeby się zająć psychologią zwierząt?
To jest bardzo ciekawa dziedzina, odkryłam ją niedawno. Odwiedziłam schronisko w Józefowie i widziałam dwa szczeniaczki w depresji. Leżały jeden na drugim, by czuć swoją bliskość, w ogóle nie interesowały się otoczeniem… Kogoś, kto je weźmie, czeka gigantyczna praca, by przywrócić im radość życia. Bez doświadczenia i wiedzy z zakresu psychologii zwierząt może sobie z tym problemem nie poradzić.

Skąd się bierze, Pani zdaniem, znieczulica wobec zwierząt? Czy to jest kwestia złego wychowywania dzieci?
To jest raczej forma leczenia swojego chorego ego i kompleksów – podobnie jak bicie żony czy dzieci – wyładowywanie się na kimś, kto nie odda. Mnie takich zwierząt żal bardziej niż ludzi, bo człowiek ma dwie ręce i rozum, może z nich zrobić użytek i poradzić sobie w sytuacji zagrożenia. A pies, przywiązany w lesie do drzewa? Jak można zrobić zwierzęciu coś takiego?!

To są ekstremalne przypadki, choć niestety się zdarzają. Ale więcej jeszcze jest takiego bezmyślnego okrucieństwa jak niedanie psu wody w upał.
To po co tacy ludzie w ogóle biorą psy?

Bo pokutuje u nas takie absurdalne przekonanie, że psa trzeba mieć, żeby siedział na łańcuchu…
Ja tych łańcuchów nie mogę znieść! Psa trzeba pilnować, ale przecież można to inaczej rozwiązać: ogrodzić teren, postawić kojec…

Pani często bywa za granicą – tam też są takie elementarne problemy z psami jak u nas?
We Francji zawsze mogłam wejść z psem do centrum handlowego, a w Polsce zostałam z niego wyrzucona. Może ochrona przestraszyła się, że pies nabrudzi? Przecież można go „wysiusiać” przed wejściem… Że będzie niegrzeczny? To można go wziąć na smycz i założyć mu kaganiec. Na wszystko znajdzie się rada, trzeba tylko chcieć. A u nas się powszechnie nie chce. Pies jest na Zachodzie traktowany z dużo większym szacunkiem niż u nas.

Może dlatego, że na Zachodzie psy są przeważnie lepiej wychowane?
Być może. Tam jest tyle obowiązków i opłat związanych z psem, że ma go tylko ten, kto może sobie na niego pozwolić i jest w pełni świadom, na co się decyduje.

Chciałabym skorzystać z Pani wiedzy psychologicznej, aby poradzić naszym młodym czytelnikom, jak namówić rodziców na psa.
Ja płakałam przez trzy dni.

I to wystarczyło?
Były tysiące argumentów… Pytałam: – Mamo, ty miałaś psa, jak byłaś mała? Tak, miałam. Tato, a ty miałeś? Miałem. No widzicie?! A mnie tej szansy nie chcecie dać! Nie chcecie, żebym poznała, co to znaczy żyć ze zwierzętami, uczyć się miłości i odpowiedzialności…

A rodzice nie targowali się, że do nauki miłości i odpowiedzialności wystarczy chomik?
Miałam już myszki, papugi, żabki.

One były pewnie takie „zastępcze”, zamiast psa?
Właściwie tak, bo ja zawsze marzyłam o psie… Żółwia mam zresztą do dziś.

Lubią się z Punią?
Tolerują. Ale gdy jest pora żółwiego lunchu, trzeba ich separować, inaczej lunch znika za jednym mlaśnięciem języka Puni. I nieważne, czy to marchewka czy truskawka – ważne, że trzeba mu zabrać.

Punia chyba generalnie ma dobry kontakt z innymi istotami?
To pies może nie jednego pana, ale jednej rodziny. Nie podbiega do obcych, a gdy ją ktoś woła, zaszczyca go najwyżej przelotnym spojrzeniem, a w oczach ma pytanie: – Czego chcesz, no czego? Pamiętam, że gdy ją dostałam, codziennie pytałam rodziców: – Kiedy ona się do nas wreszcie przywiąże? Czy ona już jest do nas przywiązana? Bo na początku piszczała za mamusią.

Gdy dostałam pierwszego psa, nie mogłam się doczekać, aż urośnie i będę go mogła prowadzić na smyczy…
Ja też chciałam z Punią chodzić na spacery! Miałam taką zwijaną smycz, która zwijała… Punię – taka była wtedy malutka.

Jest Pani osobą bardzo rodzinną – w planach pewnie własna rodzina, dzieci… pies?
Jestem wielkim podróżnikiem. A nie oddałabym psa „na bagaż” ani do hotelu dla zwierząt. No i miałabym z nim problem… Więc pewnie moje dzieci będą ze mną walczyć: – Mamo, ty przecież miałaś psa…?!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *