Maria Kaczyńska - Psy.pl

Maria Kaczyńska

Kot Rudolf, dawniej zwany Prezesem, pojawił się w naszym domu dwa tygodnie po premierze słynnego musicalu "Koty" w Teatrze Roma. Nie planowaliśmy wtedy przygarniać żadnego zwierzaka w Warszawie, ponieważ mieliśmy już dwa psy i kota w naszym mieszkaniu w Sopocie. Co prawda mąż czasami wzdychał, że tu pusto, ale ja uważałam, że przy naszym trybie życia, przy częstych wyjazdach, byłoby to zbyt kłopotliwe.

Kiedy jechałam na spektakl do Romy, wiedziałam już, że podczas tej premiery kwestował będzie na rzecz schroniska prawdziwy kot z Palucha. I rzeczywiście: na szklanej, przezroczystej skrzynce, do której należało wrzucać pieniądze, siedział wielki, czarny kocur w czerwonych szelkach, białej muszce i spokojnie obserwował publiczność. Zachwyciłam się nim, pogłaskałam, skomplementowałam jego urodę i porozmawiałam z opiekunką. Wtedy jedna z dziennikarek spytała, czy go zaadoptuję. Dowiedziałam się wówczas, że Prezes jest do wydania. Nie od razu jednak się zdecydowałam. Nieco później miałam trudny czas – odwiozłam ciężko chorą mamę do szpitala, byłam sama w domu i było mi smutno. Wtedy właśnie zadzwoniłam do schroniska i powiedziałam, że biorę Prezesa.

Na Paluchu mieszkał w biurze. Był typowo domowym kotem i chyba trudno byłoby mu przyzwyczaić się do życia w schronisku. Podobno jego właścicielka umarła, a jej krewni po prostu się go pozbyli.

Wydawać by się mogło, że przeżycia odbiją się na jego charakterze, ale nic podobnego. Kot elegant, bardzo piękny, jak Rudolf Valentino – tak mówiły nasze babcie – i dlatego nazwaliśmy go Rudolf. Reaguje na swoje imię, jeździ razem z nami do Sopotu i jest zaprzyjaźniony z naszą sopocką gromadką.

Maria Kaczyńska, żona prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *