Mruczący przedmiot pożądania - Psy.pl - mamy nosa!

Mruczący przedmiot pożądania

Relacje między kotem i człowiekiem kultury Zachodu są powikłane i niejednoznaczne. Zwierzę to od dawien dawna wywoływało lęki, obsesje i namiętności. Niegdyś nienawidzono kota za to, że wydawał się odmieńcem. Dziś wielu ludzi chciałoby się do niego upodob

Z jakiegoś powodu wszelkie przymioty przez nas poważane, jak wierność, lojalność, przywiązanie, uczciwość, prawość i odwagę przypisujemy psom, kotom zaś te wszystkie zalety, które pragnęlibyśmy mieć sami – błyskotliwość, niezależność i zdolność podobania się. Można wręcz powiedzieć, że kot jest postrzegany jako zwierzę sukcesu, charyzmatyczna istota osiągająca to, co sobie zamierzy, bez podejmowania szczególnych starań. Czyż nie jest to bohater naszych czasów, ucieleśnienie współczesnego ideału? Bezsprzecznie kot jest również stworzeniem medialnym, zdolnym sprzedać niemal każdy produkt kojarzący się z finezją, wdziękiem, ciepłem, smukłą sylwetką, luksusem, karierą lub… kobiecością. Może nie zareklamuje towarzystwa ubezpieczeniowego (ta rola jest zarezerwowana dla postawnego bernardyna), ale znakomicie poradzi sobie we wszelkich innych spotach – począwszy od damskich rajstop, a na reklamie kaloryferów skończywszy.

Czy kot jest kobietą
Kobiety – posiadaczki kotów nierzadko wyrażają pogląd o wspólnocie duchowej słabej płci i kociego rodu, choć Magda Czapińska w piosence „W moim magicznym domu” wyraźnie zdyskredytowała przymioty swojego kocura: „Przedstawię ci Macieja kota / Fascynujący z niego facet / Całymi dniami tkwi w fotelu / i lekceważy każdą pracę”. Kot jednak, leniwy czy nie, może być ucieleśnieniem partnera doskonałego – takiego, który cierpliwie wysłucha, wykaże się wrażliwością i na dodatek obejrzy bez protestów romantyczny film, nie narzekając, że na Sport Channel trwa właśnie mecz stulecia. W poczekalniach psychiatrów przesiadują całe rzesze mężczyzn, którzy żalą się, że „żona bardziej kocha kota”. Mimo to panowie coraz częściej deklarują, że najlepszą przyjaciółką mężczyzny jest urodziwa, zgrabna (i przy tym małomówna oraz wyrozumiała) kotka. O obsesji, jakiej padli ofiarą panowie, świadczą imiona nadawane przez nich czworonożnym ulubienicom: Lolita, Nana, Messalina, Pani Walewska… Zastanawiające, że samotny mężczyzna z kotem (lub dwoma, nawet trzema) nadal wywołuje znacznie lepsze skojarzenia (sfeminizowany, wrażliwy, bez uprzedzeń) niż samotna dziewczyna z jednym choćby mruczkiem (dziwaczka, „kocia mama”, sfrustrowana stara panna). Może feministki powinny popularyzować określenie „koci tata”, zwłaszcza, że brzmi ono niezwykle sympatycznie.

Najlepszy przyjaciel pracoholika?
Wojciech Muża z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przypomina, że koty zwykle wybierają na towarzyszy ci, którzy spędzają większość dnia poza domem. Spora część tych osób uważa zapewne, że w ten sposób decyduje się na stosunkowo niekłopotliwe zwierzę. Może to w owej „niekłopotliwości” tkwi przyczyna kariery kota w naszych domach na przestrzeni ostatniej dekady? Istotnie, kot wydaje się „łatwiejszy w obsłudze” od psa – nie szczeka, nie żąda „siusiu”, lecz grzecznie kieruje się do kuwetki, sypia w granicach 20 godzin na dobę. Kiedy zaś pracoholik wraca na noc, emanujący ciepłem domowego ogniska kot może go skutecznie wyciszyć – obniżyć poziom adrenaliny i ukoić wzburzone emocje. Ale czy jesteśmy fair wobec zwierzęcia, gdy traktujemy je jak wyściełany element wystroju naszego mieszkania? Gdy przeznaczamy mu rolę tego, który wciąż na nas czeka? Gdy cieszy nas jego „niewidzialność” (wywołana głównie tym, że nie chcemy go dostrzec)? Podobno cztery proc. posiadaczy kotów w ciągu tygodnia ani razu nie głaszcze swoich zwierząt… Przyszły właściciel powinien rozważyć, czego oczekuje od swojego czworonoga. Może potrzebuje kota, aby mieć coś całkowicie zależnego od siebie? A może będzie szukał w więzi z kotem substytutu związku z drugim człowiekiem, przypisując zwierzęciu ludzkie motywy i oskarżając je o swoje własne porażki? Może będzie z nim dzielił dom jedynie z tego powodu, że nie hałasuje, nie brudzi? A może dlatego, że nie płaci się za kota podatku…? Czy, powodowany snobizmem, uda się po zwierzę do hodowli, czy raczej poszuka tego „jednego jedynego” w przytulisku?

Miszka czyta „Mojego Psa”
Na szczęście poza pracoholikami wciąż istnieją posiadacze kotów, którzy tak kochają swoich czworonożnych przyjaciół, że nie mogą się z nimi rozstać nawet w godzinach pracy. Kot zresztą – to rzecz sprawdzona – ułatwia (a nie odwrotnie) porozumienie z klientem i jest z natury znakomitym marketingowcem. Najlepszym przykładem jest Miszka pani Reginy Szczypek, kioskarki z ulicy Gagarina w Warszawie. Kotka oczarowuje przechodzących, przysiadając na zewnętrznej ladzie kiosku, pozornie zajęta jedynie czyszczeniem swego futerka. Łaskawie przyjmuje pieszczoty zachwyconych przechodniów, którzy w takich momentach przypominają sobie, że można by kupić gazetę… Miszka jest podrzutkiem (pani Renia znalazła ją z karteczką „proszę się zaopiekować kotkiem”) i nie lubi zostawać w domu. W kiosku towarzyszą jej często psy Busia lub Ściborek lub inni z sześciu czworonożnych podopiecznych pani Szczypek. Nie prowadzi to jednak do nienawiści na tle gatunkowym. Zwierzaki zgodnie czytają „Mojego Psa” (ostatnio nawet zaprenumerowały naszą gazetę…).
Pani Renia spotyka się zazwyczaj z życzliwością ludzi. A zdumienie, że można przychodzić do pracy z kotem, szybko przeradza się u obserwatorów w chęć naśladownictwa. Może to wskazówka dla wszystkich „zaganianych” właścicieli kotów, zajętych wyłącznie własną karierą? Nie pytaj, co twój kot może zrobić dla ciebie, ale zastanów się, co ty możesz zrobić dla swojego kota.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *