Najpiękniejsze na zwierzęciu - Psy.pl - mamy nosa!

Najpiękniejsze na zwierzęciu

Widok pięknego futra na wystawie eleganckiego sklepu nie kojarzy się z zabijaniem zwierząt. Często za to słychać argument, że futra są szyte ze skór zwierząt specjalnie hodowanych. Ale czy to coś zmienia?

Po okresie szoku, wywołanego akcjami protestacyjnymi po tzw. „pogrzebach futer”, wracamy do odruchów człowieka z epoki kamienia. Tu i ówdzie futra znów są „w modzie”. Naszego pra-przodka broni jednak skutecznie natura w jakiej żył – chronił się przecież przed głodem i zimnem, tymczasem współczesna kobieta, która sięga po futro, nie zaspakaja przecież swoich podstawowych potrzeb, tylko jedynie kaprys.
Wydawało się jednak, że oddziaływanie tego kaprysu zostało ograniczone, że chwila refleksji nad tym, czym jest futro, obudziła ludzką wrażliwość i, w konsekwencji, wywołała sprzeciw wobec tego rodzaju deformacji i likwidacji świata przyrody. Niestety, widok szokujących zdjęć działa niezwykle krótko a informacja o tym, że za futrami kryje się męczarnia zwierząt, nie jest przyjmowana do wiadomości. A jeżeli nawet dociera, spychana jest jako niewygodna. Futro w sklepie nie kojarzy się z zabijaniem zwierząt, tymczasem właśnie tam najbardziej potrzebna jest świadomość „historii futra”. Prawda bowiem jest szokująca, a liczby krzyczą.
Według danych, skrupulatnie zebranych przez ekspertów wielu towarzystw ochrony zwierząt, uszycie jednego tylko futra kosztuje życie: 40 do 60 norek, 14 rysiów, 12 wilków, 110 wiewiórek, 130-200 szynszyli, 6 ocelotów, 18-42 lisów.

„Specjalnie hodowane”
Zdarza się, że zwolennicy futer przytaczają argument, iż szyte są one ze zwierząt „specjalnie hodowanych”, zatem ich ofiarami nie padają wolno żyjące zwierzęta. Argument to absurdalny i wręcz perwersyjny: „specjalnie hodowane” – zatem pozbawione atrybutów „normalnych” zwierząt, „specjalnie hodowane” – stanowiące z definicji produkt, a nie żywy organizm. Tylko w 1999 r. na świecie zostało najpierw wyhodowanych a później zabitych, dla kobiecego kaprysu – 25 mln 746 tys. norek. Mięso, które po nich pozostało było karmą dla kolejnych.
Rachunek ten jest oczywiście niepełny. Na świecie giną zwierzęta „specjalnie hodowane” i te żyjące w wolnej przyrodzie, jak foki – rocznie kilkadziesiąt tys., zabijane drewnianymi maczugami. Z próżności i ludzkiej chciwości wymiera rzadki gatunek tybetańskich antylop, które zresztą od 1972 r. są pod całkowitą ochroną. Padają one ofiarą morderców-kłusowników, ponieważ nie brakuje niestety na świecie kobiet, które podnieca myśl posiadania „czegoś” z tybetańskiej antylopy. Tylko jeden szal kosztuje życie od czterech do pięciu antylop, jego cena zaś – około 50 tys. euro – odpowiada skali ryzyka. Tak dostawcy jak i nabywcy wiedzą bowiem doskonale, że popełniają przestępstwo. Antylopę chroni m. in. waszyngtońska konwencja w sprawie ochrony gatunków, łamana na życzenie nienasyconych kobiet. Dlatego czasem interweniuje policja, jak choćby w Nowym Jorku, kiedy funkcjonariusze odebrali jednej z kobiet na ulicy szal z antylopy i wymierzyli jej grzywnę w wysokości pięciu tys. dolarów.

Futrzane żniwo
Absolutną grozą przejmują praktyki dotyczące karakułów, żyjących w stepach i na pustyniach Namibii, Afganistanu i rosyjskiej Azji Centralnej. Trzeciego dnia po urodzeniu, 80 proc. tych owieczek zostaje zabitych i obdartych z futerek. Na świecie głośne są także odrażające wzmianki o okrutnych sposobach wywoływania wczesnego porodu bądź rozpruwania brzuchów owcom w zaawansowanej ciąży, by z wyjętych w ten sposób płodów robić poszukiwane w pewnych kręgach futra.
To przecież żywi ludzie, głównie kobiety, dobre matki, wrażliwe na cierpienie i ból, wyrozumiałe, kochające. A jednak nie dostrzegające krwi, którą spływa każde futro. Nie dostrzegające, ponieważ rzadko która z „dam w futrze” widziała na własne oczy farmę hodowlaną, gdzie futro, które nosi, bierze swój początek. Życie trzymanych tam zwierząt jest krótkie, pełne cierpienia. Karmione są breją, nie mogą się poruszać, są wygłodzone, spragnione i na granicy szaleństwa, często odgryzają sobie łapki, by wydostać się na wolność. Ich zmaltretowaną egzystencję kończy drakońska egzekucja przy pomocy gazu, elektrycznego szoku, duszenia, trujących zastrzyków albo zwykłe uderzenie pałką w tył głowy. W fachowym żargonie obdzieranie ich ze skóry nazywa się „futrzanym żniwem”.

Zachód kontra wschód
Niezgoda na masowe uśmiercanie zwierząt rośnie i będzie z pewnością coraz większa, ponieważ pozbawianie ich życia dla kaprysu nie jest godne współczesnego człowieka. Zrozumiały to dwie sieci niemieckich domów towarowych, Quelle i Karstadt, które także pod naciskiem Towarzystwa Ochrony Zwierząt jak i samych klientów zrezygnowały ze sprzedaży futer i ubrań z ich dodatkami.
Akcje przeciwników futer są coraz głośniejsze i praktycznie żaden jesienno-zimowy pokaz mody nie odbywa się już bez ich udziału. Do grupy tej należą aktorki, modelki, ludzie show-bussinesu. Projektanci mody jak Calvin Klein czy Giorgio Armani nie lansują w swoich kolekcjach futer a metki na zaprojektowanych przez tego ostatniego okryciach futro-podobnych zawierają treść „dziękujemy za uratowanie nam życia”. Przykładem determinacji aktywistek organizacji chroniących życie zwierząt, np. PETA był ostatni paryski pokaz mody „Jesień-Zima”, kiedy podczas pokazów Versace czy Valentino wdarły się one na wybieg z transparentami „śmierć futrom” i okrzykami „zakończyć rozlew krwi w imię mody”.
Na szczęście ustawodawcy w wielu krajach nie pozostawiają już tych spraw tylko modzie i pragnieniom kobiet. W Szwajcarii, Hesji, czy Bawarii hodowla lisów i norek w klatkach jest zabroniona. W 1998 r. zakazano komercyjnej hodowli tych zwierząt w Austrii, podobną ustawę przygotowuje parlament brytyjski. Niestety, wysiłki po zachodniej stronie Europy niweczone są zdziczeniem obyczajów po stronie wschodniej: mordowanie zwierząt w Rosji i na wschodzie przybiera rozmiar wręcz epidemii.

Futro tylko na zwierzęciu
Chociaż na Zachodzie przybywa przeciwników futer (65 proc. badanych Niemek zapowiedziało, że nigdy nie kupi futra, zaś 70 proc. Niemców opowiada się za całkowitą likwidacją hodowli zwierząt z przeznaczeniem na futra), nadal w Europie nie brakuje kobiet, które nie chcą zrezygnować z tego symbolu „luksusu” w każdej postaci – futra czy futerkowych naszywek, futrzanych aplikacji i elementów stroju. Dlatego nic dziwnego, że mimo wielu wysiłków, starań i kampanii, ofiarą tego egoizmu znów padnie – choćby – cztery miliony lisów.
Większość z nich zginie „legalnie”, uśmiercone na farmach. Legalnie nie oznacza jednak potrzebnie. Futro bowiem jest wprawdzie piękne, ale tylko tam gdzie być powinno – na zwierzęciu.
Co znane osoby sądzą o noszeniu naturalnych futer?

Beata Tyszkiewcz, aktorka: – Od kilku lat noszę czarne futro z norek, bo od kilku lat zima mocno daje znać o sobie. Ale dziś mam inne podejście do spraw zwierząt, niż kiedyś. Ponad 30 lat temu miałam futro z lamparta, mogłam kupić miniaturki z kości słoniowej, czy buty ze skóry węża, ale dziś nie zdecydowałabym się na coś takiego. Teraz nie kupiłabym sobie nawet futra z norek, ale i tak mam świadomość, że istnieje cały przemysł futrzarski, gdzie przerabia się skóry cieląt czy słodkich baranków. Całe szczęście to wszystko powoli się zmienia. Czekam, kiedy królowe i królowie przestaną nosić futra z gronostajów.
Teresa Rosati, projektantka: – Może się komuś narażę, ale noszę futra. Nie mam kolekcji i nie zakładam ich na co dzień, ale jednak noszę. Nie lubię sztucznych rzeczy. Nigdy nie zakładam plastykowych butów, ani sztucznych futer. W mojej kolekcji są tylko naturalne tkaniny, wełny, lny, jedwabie. W takich rzeczach skóra się nie poci, nie męczy jak w wyrobach ze 100 proc. poliestru. To jest niezdrowe, nieestetyczne i nieeleganckie.
Zyta Gilowska, poseł (PO): – Noszę futra. Dlaczego? Sztuczne są szkodliwe dla zdrowia i dla środowiska. Elektryzują się, a później gdy je wyrzucamy, bardzo długo się rozkładają – przecież to jest sama chemia. Przy naturalnych futrach nie ma takich problemów. Nie mam dylematów związanych z noszeniem naturalnych futer, bo zwierzęta też są śmiertelne, poza tym większość osób je albo mięso, albo przynajmniej ryby i nie widzi w tym problemu. A przecież nikt żywcem nie zdziera skóry ze zwierząt.
Violetta Villas, gwiazda estrady: – Chodzę i chodziłam tylko w sztucznych futrach. Mam co prawda prawdziwe, z białych lisów, które kiedyś dostałam, ale go nie noszę. Założyłam je tylko kilka razy, teraz wisi w szafie. Jestem przeciwna zabijaniu zwierząt i głośno o tym mówię. Dziś mamy takie piękne materiały, że nie ma potrzeby zabijać zwierząt i robić z nich futra.
Małgorzata Niezabitowska, dziennikarka, była rzecznik rządu: – Nawet gdybym miała ochotę na prawdziwe futro, to przeszłaby mi ona całkowicie po wizycie na fermie lisów. W małych, ciasnych klatkach jedne zwierzęta obijają się o pręty, drugie są skulone w kącie, wszystkie o smutnych oczach. Nie chcę wspierać tego typu biznesu. A jeśli ktoś lubi futra to są świetne imitacje – ciepłe, eleganckie, modne. Sama noszę takie od lat. (Janina Blikowska)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *