Nastroje czarnoksiężnika - Psy.pl - mamy nosa!

Nastroje czarnoksiężnika

Tomasz Kamel mieszka pod trzynastką, a jego dziewczyna Ewa to, jak mówią niektórzy znajomi, dobra czarownica. Nie mogło więc być inaczej. Mają czarnego kota. I drugiego, siwego do towarzystwa

Prześliczne, duże kocury nie są nami zainteresowane. Leniwie wodzą wzrokiem i oddają się błogiemu nicnierobieniu. Pastelowe kolory w mieszkaniu wpływają na nie relaksująco.
– Dla Mietka środek dnia to czas, kiedy chowa się pod łóżkiem, aby samotnie pomieszkać, przemyśleć pewne rzeczy. Nic go wtedy nie obchodzi, nawet goście. Wizard z kolei nie ma dziś chyba nastroju – usprawiedliwia zachowanie swoich ulubieńców Tomasz Kamel.
Te, jakby wiedziały, że o nich mowa, rozłożyły swoje puszyste ogony i patrzą na siebie z zaciekawieniem, jakby nigdy się nie widziały. „Czas na harce” – zdają się mówić ich magiczne oczy.
– Jak dotąd zjadły tylko trochę kwiatów i pozrzucały doniczki. Meble okazały się dosyć odporne. Obydwie sofy wytrzymują ich skomasowane ataki. Całe szczęście, że to nie skóra – mówi z ulgą w głosie pan Tomasz. – Lubię harmonię, co przekłada się również na moje podejście do kolorów. Ponieważ jeden kot był cały czarny, drugi musiał być cały szary – dodaje.

Jak hrabia z dachowcem
Z Tomaszem Kamelem i jego dziewczyną mieszkają od dwóch lat. Duże, widne mieszkanie doskonale rekompensuje im brak własnego domu z ogrodem.
– Zadawalają się spacerem po klatce schodowej, gdzie mają wszystko dokładnie sprawdzone. Na zewnątrz nie lubią wychodzić. Tam czują się trochę zagubione.
Wizard (Czarnoksiężnik) to typowy dachowiec. Urodził się w firmie, w której pracowała Ewa. Kotka, którą pracownicy firmy od dawna dokarmiali, pewnego dnia – ku ich zdumieniu – zaczęła rodzić. Na świat przyszły trzy koty: czarny i dwa mieszane.
– Niektórzy mówią, że Ewa to taka dobra czarownica, więc czarny kot bardzo do nas pasował – opowiada z rozbawieniem pan Tomasz.
Przez dwa miesiące małe kociaki mieszkały w piwnicy firmy, były dokarmiane, tak jak ich matka, a Ewa uczyła je chodzić po schodach.
– Kiedy ten najpiękniejszy – czarny miał dwa miesiące, postanowiliśmy wziąć go do siebie. Jednak po trzech tygodniach doszliśmy do wniosku, że małemu się nudzi i trzeba mu szybko znaleźć kolegę.
Z pomocą przyszła znajoma projektantka, Joanna Klimas. To od niej dostali Mietka, siwego, czarującego olbrzyma o elektryzujących oczach.
– To kot rosyjski z delikatną domieszką nieszlacheckiej krwi. Jego matka, rosyjska syberianka, zapałała miłością do pewnego dachowca i dlatego jest taki oryginalny – wyjaśnia dumny właściciel. – Mietek to typowy hrabia. Czasem dyskutujemy na temat jego zachowań. Nie możemy ustalić, czy biorą się one z arystokratycznych skłonności czy z głupoty. Można nim np. obracać, nawet powiesić za kark, a on w ogóle nie reaguje. Takimi banalnymi sprawami nie przejmuje się, najwyraźniej uważa, że jest stworzony do wyższych celów.
Na te słowa Mieczysław ostentacyjnie odmaszerował w kierunku sypialni, obrzucając nas powłóczystym spojrzeniem i opuszczając zdumionego Czarnoksiężnika.

Noc grozy
– Pierwsza noc z kotami była dramatyczna – wspomina pan Tomasz. – Zafundowały nam dzikie wrzaski i piski. Tak zajadle walczyły o swoje terytorium, że słychać je było na całym osiedlu. O trzeciej w nocy przerażony zadzwoniłem do kolegi weterynarza i zdałem relację z tego, co się dzieje. Ten na to: – Zamknijcie się w sypialni, włóżcie sobie stopery do uszu i idźcie spać. Pozwólcie im się wyszumieć. Zobaczycie, co będzie rano.
Wstaliśmy o siódmej a koty… spały razem jak aniołki. Od tamtej pory nie rozstają się. Kiedy nikogo nie ma w domu pilnują się nawzajem. Są rówieśnikami i zachowują się jak bracia.
Kiedy Tomasz Kamel opowiadał nam dalej historię swoich kotów, Mietkowi najwyraźniej znudziło się leżenie pod łóżkiem, bo dumny powrócił do kuchni, by sprowokować Wizarda do zabawy.
– Mietek najpierw wylizuje go a potem podgryza. Od tego zaczyna się bójka. Koty najpierw tłuką się, potem razem śpią i tak w kółko. Nigdy jednak nie dąsają się na siebie – dodaje pan Tomasz.
Tym razem Wizard zignorował prowokacje Mietka i przyszedł kokietować swojego pana.
– Uwielbia, gdy się nim kręci. Rozkłada się wtedy na podłodze i czeka na tę swoją karuzelę. No chodź, bąbelku, pokażemy jak latasz! Jak śmigło!

Orient z psimi cechami
Tomasz Kamel przyznaje, że przez całe dzieciństwo miał psa.
– Lubię psy, ale koty imponują mi swoim charakterem, niezależnością. Poza tym nie trzeba ich wyprowadzać, same sobie radzą, co jest ważne ze względu na charakter mojej pracy. I jeszcze jedno – żeby zasłużyć sobie na ich przyjaźń, trzeba się dużo bardziej napracować – mówi pan Tomasz.
– Jeżeli kiedyś wybuduję dom, na pewno będą w nim i psy i koty. Chciałbym, żeby towarzystwo żyło w symbiozie.
Po chwili wpada na inny pomysł.
– Wie pani co? Marzy nam się kot-orient, z wielkimi uszami, który przypominałby trochę psa. Nie dość, że inteligentny to jeszcze oddany człowiekowi. To byłaby taka wersja pośrednia. Zamiast psa, kot z psimi cechami – kwituje z uśmiechem.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *