Nazywał się Dioklecjan - Psy.pl

Nazywał się Dioklecjan

W tym kocie wszystko było wyjątkowe. Miał dziwne imię, dziwne zwyczaje, dziwne i wyjątkowo długie życie. Niedawno, w wieku ponad 23 lat, odszedł na drugą stronę kociej tęczy

Pięciomiesięczny czarno-biały kotek, reprezentant popularnej u nas rasy kotów europejskich (nie wypada o tak czcigodnej postaci mówić: dachowiec!) został jednak w domu, a zadaniem chłopca było nadanie mu imienia. Dioklecjan był tym rzymskim cesarzem, który zrezygnował z rządów, wycofał się na prowincję i tam dożył swych dni nie skrócony o głowę ani nie zasztyletowany. – Dobrze go wyposażyłem – uśmiecha się dorosły dziś pan Tomasz na wspomnienie kociego imienia.

Z Dżonem i Bambusem
Łaciaty kocurek nie był kastratem. Całe życie przeżył jako kot domowy i rzadko miał okazję opuszczać mieszkanie. Obdarzony łagodnym usposobieniem nie sprawiał kłopotów. Pobyt w domu Tomka rozpoczął od bliskiej przyjaźni ze spanielem, Dżonem. Spaniele, mimo swego anielskiego wyglądu, są psami z charakterem i taka przyjaźń to rzadkość. A co dopiero jedzenie ze wspólnej miski z kotem i spanie w pełnym ufności przytuleniu!
Tak się stało, że po kilku latach Dioklecjan stracił swojego najlepszego przyjaciela i bardzo to przeżył. Los jednak postanowił być dla niego łaskawy, gdy nieco już podrośnięty Tomek znalazł na ulicy kalekiego psa. Prawdziwych przyjaciół nie ma się w życiu wielu, więc z Bambusem połączył Dioklecjana pakt o nieagresji oraz tolerancja. Tak przeżyli pod jednym dachem około 5 lat, kiedy to schorowany Bambus odszedł do krainy psiej szczęśliwości.

Whisky od sąsiadów
Kiedy Dioklecjan ukończył 12 lat zaczął się wyraźnie starzeć, jak przeciętny kot w tym wieku. Ale i wtedy szczęście go nie opuściło. Od sąsiadów przeszła balkonem młoda kotka i za zgodą właścicieli pozostała. Niejako sama wybrała sobie dom. Whisky, bo tak ma na imię, jest śliczną czarnulką z białą „pasmanterią” i niezwykłym urokiem osobistym.
Nic więc dziwnego, że Dioklecjan odmłodniał. Właścicielka, pani Barbara przyznaje, że niestety nie zawsze był wobec niej gentlemanem i „łapoczynami” ustalił kto tu rządzi. Ustalone to zostało dokumentnie i na zawsze. Ba, do tego stopnia, że gdy kiedyś pani Barbara pomyliła kolejność karmienia kotów i najpierw dała jeść Whisky, a potem Dioklecjanowi. Kotka nie tknęła jedzenia a kocur się obraził. Cóż, w końcu różnica wieku była taka, że Dioklecjan mógłby wysyłać Whisky po myszy, a nie robił tego zapewne dlatego, że był pacyfistycznie usposobiony do świata.

Harmonia ducha
Do niedawna Dioklecjan był pacjentem lecznicy przy ulicy Uniwersyteckiej, przy której został znaleziony. Miałam zaszczyt go poznać, kiedy poproszono mnie o wzmocnienie go energią. Przez kilka lat pracy jako bioenergoterapeuta zwierząt moimi pacjentami były różne stworzenia, łagodne i agresywne, duże i małe, młode i stare. Ten jednakże był wyjątkowy. W drobnym, kruchym jak szklanka ciałku drzemał potężny duch i wielka wola życia, a jego wielkie, mocno zielone oczy patrzyły bystro i rozumnie jak oczy młodego kota. Zabiegi z nim były czystą przyjemnością. Może życie w duchowej harmonii ze światem i łagodność charakteru jest receptą na długowieczność, również dla kota?
Jeśli nie był najstarszym kotem w naszym kraju to z pewnością był jednym z najstarszych. Gdy w zeszłym roku ukończył 23 lata, życzono mu… 30! Niestety, tak długo koty nie żyją. Dioklecjan odszedł na drugą stronę kociej tęczy 8 stycznia.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *