Niebieski kot niewidzialny – podróże Beaty Pawlikowskiej

Niebieski kot, który wyglądał jak dym, nie pojawił się więcej. Zawsze jednak na moje spotkanie wychodził czarny kot sąsiadów i czujnie mnie obserwował

Spotkałam kiedyś kota, który wyglądał jak niebieski dym. W recepcji jednego z tanich hoteli w Ameryce Południowej stał drewniany stół i dwa stare fotele. Postawiłam plecak pod ścianą i w oczekiwaniu na właściciela usiadłam ostrożnie w fotelu. Zatrzeszczał cicho, a potem przyjął mnie na wyściełane wytartym aksamitem siedzenie. Nagle nad podłogą przepłynął kot. Był błękitny, o krótkiej, gładkiej sierści i mocnej budowie. Poruszał się tak zwinnie i płynnie, jakby w ogóle nie dotykał ziemi. Minął moje nogi i zniknął pod pustym fotelem. Siedziałam przez długą chwilę w ciszy. Recepcja była tak samo pusta i spokojna, jak poprzednio. Zaczęłam się już zastanawiać czy kot był prawdziwy, czy też powstał tylko w mojej zmęczonej upałem wyobraźni, gdy niespodziewanie poczułam dotknięcie. Błękitny kot otarł się o moje stopy, a potem odpłynął z powrotem pod fotel, tym prędzej, że nagle rozległy się ludzkie kroki. Do recepcji weszła Indianka z warkoczami. – Buenos dias – powiedziałam. – Dzień dobry. Szukam pokoju. Indianka rzuciła mi badawcze spojrzenie. – Jest pokój – odparła wreszcie. – Z widokiem na ogród. Szybko załatwiłyśmy formalności, ale zanim odeszłam we wskazanym kierunku, dodałam: – Macie pięknego kota, nigdy wcześniej nie widziałam takiej błękitnej sierści. Wygląda całkiem tak, jakby był zrobiony z dymu. Indianka zesztywniała. – Tutaj nie ma żadnego niebieskiego kota – odrzekła ostrym tonem. – Mieszkam tu od dziecka, nigdy go nie widziałam. Proszę, oto klucz do pokoju. – Nie ma kota? – zdumiałam się i spojrzałam na fotel, pod którym siedział błękitny kot. – Przed chwilą tu był! – To nieprawda, co mówią ludzie – powtórzyła z uporem Indianka. – Nie ma żadnego niebieskiego kota. Jedyny kot w okolicy jest czarny i mieszka u sąsiadów. – Naprawdę? – zapytałam i podniosłam fotel. – Przecież tu… Ale pod fotelem nie było nikogo. Pod drugim też nie. – Widziałam go przed chwilą – powiedziałam do Indianki. – Ocierał się o moje stopy. – Zdawało ci się – odrzekła z przekonaniem. – Tu nie ma żadnego niebieskiego kota. Mieszkałam w tym hotelu przez trzy dni. Niebieski kot, który wyglądał jak dym, nie pojawił się więcej. Zawsze jednak na moje spotkanie wychodził czarny kot sąsiadów i czujnie mnie obserwował. Jak strażnik, który stoi na warcie kociej tajemnicy.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *