Osiem tysięcy ocalonych - Psy.pl

Osiem tysięcy ocalonych

Jeszcze ponad miesiąc po ataku huraganu Katrina w Nowym Orleanie wolontariusze z narażeniem życia ratowali zwierzęta

Kilkadziesiąt organizacji, wspieranych przez tysiące wolontariuszy z całych Stanów Zjednoczonych, a nawet Kanady, zajęło się ratowaniem zwierząt z kataklizmu. Zorganizowano kilkanaście schronisk na terenie Luizjany oraz kilka w okolicznych stanach – Teksasie i Mississippi. Powstała internetowa baza zwierząt, dzięki której właściciele poszukujący swoich podopiecznych mogli sprawdzić wszystkie przytułki. Uruchomiono informacyjne centra telefoniczne, które koordynowały pracę wolontariuszy i udzielały porad.

Wszystkie zwierzęta, których właściciele się nie odnaleźli, zostały zaczipowane, wprowadzone do ogólnokrajowej bazy danych i rozwiezione do schronisk. Ich adopcje w większości przypadków są czasowe – do końca roku właściciele mogą się starać o odzyskanie swoich podopiecznych.

BABY MIAŁA SZCZĘŚCIE
Aggie Liccriadi w wyniku huraganu Katrina straciła cały swój dobytek. Mieszkała na obrzeżach Nowego Orleanu ze swoją goldenką Baby. Z zalanego domu uciekły przez okno na piętrze. Podczas akcji ewakuacyjnej zostały jednak rozdzielone, ponieważ nie wolno było zabierać zwierząt do schronów przeznaczonych dla ludzi. Aggie wymusiła na ratownikach obietnicę, że suczka zostanie otoczona profesjonalną opieką w jednym z tymczasowych schronisk dla zwierząt. Aggie Liccriadi była przewożona kolejno do pięciu różnych miejsc. – Za każdym razem, gdy mnie przenoszono, myślałam, że znów oddalam się od Baby – wspomina. Na szczęście dzięki sprawnie prowadzonej akcji informacyjnej Aggie nie miała problemów ze zlokalizowaniem miejsca pobytu suczki. Dwanaście dni później obie odjechały do Teksasu.

ROZPACZ ROZDZIELONYCH
Jeszcze ponad miesiąc po ataku Katriny wolontariusze organizacji zaangażowanych w ratowanie zwierząt wciąż ryzykowali życie w odpowiedzi na ponad cztery tysiące próśb od zrozpaczonych właścicieli, by dotrzeć do ich domów i ratować ich zwierzęta. Tym, których nie udawało się od razu odłowić, ratownicy zostawiali jedzenie i świeżą wodę.

Wolontariusze zmagali się z brakiem benzyny, a także z epidemią zapalenia wątroby. Zanim ruszyli do akcji, przeszli specjalne szkolenie, zostali zaszczepieni oraz pouczeni o koniecznych środkach ostrożności, m.in. zabezpieczaniu się przed kontaktem ze skażoną wodą. Wszystkie odłowione zwierzęta musiały zostać wykąpane i pozostawać pod ścisłą kontrolą weterynaryjną. W sumie z terenów dotkniętych kataklizmem uratowano 8 tys. zwierząt domowych.

EWAKUUJCIE NAS RAZEM
Mimo tak szeroko zakrojonej akcji ratowniczej wiele zwierząt straciło życie – w wyniku utonięcia lub z głodu, przywiązane do ogrodzeń, zamknięte w pomieszczeniach lub klatkach. 80 psów ratownicy musieli uśpić z powodu agresywnego zachowania lub beznadziejnego stanu zdrowia. Nie da się precyzyjnie określić, ile zwierząt pozostawiono na zalanych terenach. Szacuje się, że prawie dwie trzecie gospodarstw domowych posiadały co najmniej jedno zwierzę.

W związku z zaistniałą sytuacją największe organizacje prozwierzęce wystosowały do Kongresu petycję z prośbą o przyjęcie ustawy nakazującej na przyszłość lokalnym władzom uwzględnienie ewakuacji zwierząt razem z ich właścicielami.

Dlaczego jesteśmy tu sami?

Nie wszystkim zwierzętom możemy pomóc – ubolewali wolontariusze
11 dni po ataku huraganu na terenie hrabstwa Orlean zwierzęta wciąż rozpaczliwie walczą o życie – czepiają się drzew, stoją na dachach samochodów… Na zalanych terenach pomoc jest coraz bardziej potrzebna. Zjeżdżamy z drogi I-10, wiodącej nad oceanem, i parkujemy samochód na brzegu wody – dawniej były tu ulice Nowego Orleanu. Wolontariusz Ken Ray odczepia łódź. Dotarł aż z Alabamy, aby pomóc. Gdy zobaczył, że potrzebujemy łodzi, przejechał następne 1000 km, by przywieźć swoją własną. Spędzamy dzień w obrębie zaledwie trzech przecznic.

Jest nas troje. Najpierw widzimy dwa pitbulle, stojące na skraju łodzi turystycznej, zaparkowanej na podjeździe. Przebywają tam zapewne od dnia, gdy zaatakował huragan. Przebijamy się przez ogrodzenie, żeby do nich podpłynąć. Skaczą do nas i szaleńczo liżą na powitanie. Dwa następne psy stoją na dachu samochodu. Gdy się do nich zbliżamy, jeden z nich skacze do wody i płynie w naszym kierunku. Wciągamy go do łodzi i podpływamy do jego towarzysza. Jest zmęczony i wystraszony, niepewny, czy jesteśmy przyjaciółmi czy wrogami… Uff, mamy go. Jest bezpieczny.

Zbieramy 10 psów. Dotarcie do każdego z nich oznacza przeprawę przez ogrodzenia i kurczowe chwytanie się gałęzi drzew. Niektóre psy są na we randach, inne wciąż w domach. Pod jednym z domów słyszymy szczekanie psa za oknem. Stoi na łóżku, tuż ponad linią wody. Nie wszystkim jesteśmy w stanie pomóc. Nie udaje się nam przerwać ogrodzenia, mimo że słyszymy miauczenie… Kilka razy dziennie wracamy do samochodu, by zostawić uratowane psy. Pod koniec dnia, znów z łodzią pełną zwierząt, wracamy ostatni raz do auta. Robi się ciemno. Wciągamy łódź na samochód i prawie już ruszamy, gdy słyszymy przejmujące wycie w mroku, niosące się po okolicy. Może weźmiemy tego psa jutro? Spoglądamy po sobie i bez słów ponownie odczepiamy łódkę.

Znajdujemy go jakieś 300 m od nas. Stoi na dachu starej ciężarówki, wychudzony i odwodniony. Woda w tym miejscu ma półtora metra głębokości. Zabieramy go z sobą. W drodze powrotnej widzimy na dachu kota. Staramy się do niego dotrzeć, ale się nam nie udaje. Mamy zdjęcia, opisy i adresy każdego z uratowanych zwierząt – i nadzieję, że ich właściciele też ocaleli. To, co dziś zrobiliśmy, jest tylko kroplą w morzu potrzeb. Tam są tysiące pozostawionych zwierząt, którym pozostało już niewiele dni życia.

Dlaczego jesteśmy jedynymi ludźmi na tym terenie? Dlaczego innych zawrócono, skoro jest tu tyle do zrobienia? Czy wpuszczą nas tu znów jutro? (Troy Snow)

Imię na pamiątkę

Podczas patrolu ratownicy zauważyli leżącą przy drodze, przewróconą na bok łódź. Na jej burcie ktoś czerwonym sprayem napisał „pies w łodzi”. W środku znajdowała się biała suczka. Obok niej leżał worek suchej karmy. Suczka była w złym stanie – miała bąble od poparzenia słonecznego i cała pokryta była ropą z silnika łodzi. W schronisku otrzymała imię Diesel.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *