Twój pies cierpi na lęk separacyjny? To może być choroba duszy!


Jeśli twój pies ma problem z zostawaniem samemu w domu, może się okazać, że cierpi na lęk separacyjny. Co wtedy, jak sobie z tym poradzić? Sprawa wcale nie jest taka, na jaką z pozoru wygląda!

O lęku separacyjnym napisano już wiele. Wszędzie znaleźć można mnóstwo porad dotyczących tego, jak poradzić sobie z tym problemem u swojego psa. To, co obserwuję, to fakt, że 95% informacji (tak mniej więcej) jest skupionych na samym psie. Na tym, jak przeprowadzić trening, na tym, że to on – pies – ma lęk, na tym, że to poważny problem behawioralny. Pisze się też o tym, że pies odczuwa stres lub strach. W tym artykule chcę jednak zwrócić uwagę na to pozostałe „5%”, w którym zawiera się – moim zdaniem – najważniejszy element. Człowiek.

Niemalże każda osoba, z której psem pracowałam, szczególnie przy okazji tzw. lęku separacyjnego, sama odczuwała całą gamę nieprzepracowanych emocji, lęków, wyrzutów sumienia. Od dawna byłam przekonana, że to może mieć wpływ na psa oraz jego zachowanie. Dziś już jestem tego pewna.

Wyciszenie to podstawa

Nieco bardziej zaczęłam się temu przyglądać, gdy rozpoczęłam swoją edukację na trenerkę metody Tellington TTouch. Wówczas nauczyłam się, jak ważne jest to, żebym umiała wyciszyć się, pracując ze zwierzęciem. Żebym oddychała, żebym zwracała uwagę na swoją mowę ciała i na to, czy nie mam wyrobionych nawykowych sposobów reagowania, które nie pomagają psu w odnalezieniu harmonii w sobie. I dopiero wówczas, wykonując TTouch na ciele psa, zaobserwowałam, że faktycznie wstrzymywałam oddech (co swoją drogą jest naturalne, gdy uczymy się czegoś nowego i mocno się na tym koncentrujemy), usztywniałam nadgarstek, zapominałam o swojej wygodzie. Natomiast trzymając smycz, mogłam ją nieświadomie napinać i skracać, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Bo w końcu jesteśmy na co dzień w dużej mierze sterowani przez nasze nawyki, ten nasz autopilot. Dopóki nie uświadomimy sobie tego, dopóki nie zaczniemy żyć bardziej uważnie, nic się nie zmieni.

Na pewno słyszeliście, że nasze emocje mają wpływ na zachowanie naszego psa. Dosyć sporo mówimy też o tym w podcaście z Alicją Milewską („Ala od Jazza” www.alaodjazza.pl). Jednak dlaczego tak się dzieje, w jaki sposób możemy to troszkę poprzeć naukowymi dowodami?

Koherencja serca

Niesamowite badania zostały przeprowadzone przez Instytut HeartMath® w Boulder Creek w Kalifornii (www.koherencjaserca.com) na temat m.in. połączenia pomiędzy sercem a mózgiem. Analizy dotyczyły także aktywności serca, która zmienia się pod wpływem różnych emocji, uspokajając się i wracając do równowagi pod wpływem odczuwania emocji pozytywnych. W szczególności moją uwagę przykuł eksperyment, w którym syn doktora Rollina McCraty’ego wziął udział razem ze swoim psem, Mabel.

Josh (syn) został poproszony o wejście do pokoju, w którym usiadł, a następnie świadomie zaczął generować myśli pełne miłości do swojego psa. Co ciekawe, wówczas rytm jego serca znacznie się uspokoił (stał się koherentny), a to z kolei wpłynęło na… uspokojenie rytmu serca Mabel, mimo że nie byli oni w bezpośrednim fizycznym kontakcie.

„Wierzę, że w przyszłości ujrzymy badania, które pokażą, że wzajemnie wpływamy na swój nastrój, emocje. Zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, poprzez elektromagnetyczne pola, które wszyscy wydzielamy” – napisał doktor McCraty po badaniach.

Żal przy wychodzeniu z domu

Badania badaniami, ale moim zdaniem każdy z nas doświadczył tego ze swoim psem. Wystarczy się trochę przyjrzeć jego zachowaniu, gdy sami jesteśmy zestresowani, mamy w głowie negatywne myśli. Pies wówczas bardzo często sam jest bardziej poddenerwowany, łatwiej reaguje na różne bodźce, może nawet nie chce za bardzo przebywać w naszym otoczeniu. Z kolei gdy mamy dobry dzień, czujemy się pozytywnie, spokojnie, gdy medytujemy, psy chcą być blisko, same przy tym znacznie się uspokajając.

Uważam, że eksperyment ten powinien dać nam dużo do myślenia w kwestii tego, jakie emocje my mamy w momencie, gdy zostawiamy nasze psy same w domu, niejako już oczekując, że zwierzaki będą tym faktem zestresowane, nerwowe, że zaczną szczekać czy wyć. Wielu opiekunów, którzy mają psy z tym problemem, czuje wyrzuty sumienia, żal, smutek, wychodząc z domu. To te emocje, które wytrącają ich ze stanu koherencji serca, a to z kolei uniemożliwia ich psom w tym stanie się znaleźć.

Najpierw spójrz w lustro

Dlatego lubię powtarzać na każdym kroku: zanim przyjrzymy się psu, przyjrzyjmy się sobie i temu, jakie myśli, oczekiwania, emocje kreujemy w swoim wnętrzu. Emocje, które niekoniecznie pomagają nam pomóc naszym psom, a które przecież tak bardzo są z nami związane.

Zuzanna Rybarczyk

smutny beagle
fot. Shutterstock

Czy mój pies cierpi na lęk separacyjny?

Wielu opiekunów psów doświadcza tego problemu, często nawet o nim nie wiedząc. Wielu z nas przyzwyczaja się do zniszczonych rzeczy, pogryzionych dywanów czy mebli, a także tego, że pies zwyczajowo szczeka i nie chce nas wypuścić z domu. Czasami nas to denerwuje, a czasami jest to niby „pocieszne i słodkie”.

Podejście do problemu i to, czy coś z nim robimy, zależą od różnych czynników – na pewno chodzi o skalę problemu. Jeśli nasz pies wyciąga rzeczy z szafy i trochę poszczekuje przez 10 minut od naszego wyjścia, to dość łatwo jest nam zaakceptować ten stan i się „przyzwyczaić”. Zdecydowanie gorzej sprawa wygląda wtedy, gdy nasz pies za każdym razem patroszy kanapę, wyje w niebogłosy 8 godzin lub defekuje na łóżko i wykładzinę, po czym roznosi to po całym mieszkaniu (często te objawy się łączą…).

Czas i motywacja do pracy z psem nad problemem zależy także od naszej tolerancji na różne psie zachowania, zasobności portfela (niektórzy bez mrugnięcia okiem mogą pozwolić sobie na wymianę kanapy na nową co miesiąc, a dla niektórych kupno nowej ładowarki będzie stanowiło wydatek, którego nie chcieliby ponieść) i wrażliwości opiekuna na emocje psa. Niektórzy wychodzą z założenia, że „nic mu się nie stanie, jak trochę poszczeka”, z kolei inni nie mogą normalnie pracować, myśląc cały czas o tym, co dzieje się właśnie w domu.

Mały problem może stać się duży

Problemy separacyjne jednak zwykle nie chcą stać w miejscu i lubią się pogłębiać, dlatego prędzej czy później każdy z nas dojdzie do granicy swojej wytrzymałości. Kiedy więc pewne rzeczy zaczynają nas lekko denerwować, często szukamy pomocy w „internetach”. Media społecznościowe są obecnie pełne grup poświęconych psiej tematyce, na których niemal każdy mieni się specjalistą i jest skłonny podzielić się ze światem którąś ze swoich „złotych rad”. Często są one co najmniej pozbawione sensu, a w innych wypadkach bardzo szkodliwe w skutkach. Oto tylko kilka z nich: „kup klatkę i go tam zamknij”; „musisz zdominować swojego psa!”; „zostawiaj go na kilka minut i wracaj dopiero, gdy jest cicho”; „nie dawaj mu wody, to nie będzie sikał”; „kup obrożę antyszczekową”; „weź drugiego psa”; „idź na kurs posłuszeństwa”; „włącz radio”.

Gdy już dochodzimy do etapu, w którym szukamy pomocy specjalisty, często problem jest już w dość zaawansowanym stadium rozwoju, a przetestowane przez nas „złote rady z internetu”, zamiast poprawy, przyniosły pogorszenie. Dlaczego?

Czemu takie rady nie działają?

Ponieważ zespół problemów separacyjnych (celowo nie używam określenia „lęk separacyjny”, gdyż jest on tylko jedną z przyczyn wyżej wymienionych zachowań psów pozostawionych samotnie) ma podłoże emocjonalne, często jest świadectwem braku bądź nieodpowiednio budowanej więzi. Bywa też reakcją na przebyte traumy lub może być sygnałem jakichś problemów ze zdrowiem psa.

Każda z metod postępowania, która opiera się na zmianie ZACHOWANIA, jest z góry skazana na porażkę, bo zachowania są tylko zewnętrznym objawem tego, co się dzieje w środku psa i jakich EMOCJI on doznaje. Tylko praca nad zmianą emocji, postrzegania przez psa pewnych sytuacji i faktów może nam pomóc rozwiązać jego problem.

Dlatego zamknięcie psa w klatce może spowodować, że do już odczuwanego przez psa stresu i strachu dołożymy jeszcze frustrację – lub odwrotnie. Założenie psu obroży antyszczekowej sprawi, że do lęku, który odczuwa, dołożymy jeszcze bodziec awersyjny (tak, psikanie w psi nos cytrynowym zapachem, rażenie prądem lub wibrowanie na karku jest dla psa bardzo nieprzyjemnym i strasznym doświadczeniem). Zatem lęk jeszcze spotęgujemy.  Z kolei wychodzenie od razu na kilka minut w przypadku psa, który już w  momencie naszego szykowania się do wyjścia biega i popiskuje, sprawi, że postawimy go w sytuacji, w której jego mózg nie jest w stanie się niczego uczyć, bo jest zalany kortyzolem, czyli hormonem stresu.

Odbudowa zaburzonej więzi

Żeby skutecznie rozwiązać problem psa, potrzeba przede wszystkim dokładnej analizy problemów. Należy wykonać nagrania i poprzez widoczne na nich zachowania psa określić, jakie targają nim emocje. Trzeba też zebrać szczegółowy wywiad o trybie życia psa i jego opiekunów, aby znaleźć elementy potęgujące problemy z zostawaniem zwierzaka. Należy także przebadać psa pod kątem zdrowotnym – często okazuje się, że przyczyną zaburzeń jest nieprawidłowe działanie narządów wewnętrznych lub ból spowodowany zwyrodnieniami w układzie ruchu. Trzeba przyjrzeć się, jak czuje się emocjonalnie opiekun i czy nie ma jakichś trudności osobistych, na ile może przenosić swoje emocje na psa, a na ile poprzez swoje zachowania sprzyja budowaniu zaburzonej więzi z psem. Bierzemy także pod uwagę historię psa – jeśli pies wracał z adopcji już cztery razy, nie ma się co dziwić, że odczuwa lęk przed porzuceniem i nawet wzorowo postępujący opiekun może spotkać się z tym, że jego nowy pies wyje i drapie drzwi. Czasami niezbędne jest wsparcie farmakologiczne, by obniżyć niepokój psa do takiego poziomu, żeby w ogóle był w stanie uczyć się nowych zwyczajów i strategii.

Najlepszym lekarzem jest czas

Do odpowiednio dobranego planu postępowania, konkretnych ćwiczeń i pracy nad emocjami opiekuna i jego prawidłową więzią z psem, trzeba dodać pierwiastek CZASU. Chętnie przytoczę tutaj stare przysłowie, że „najlepszym lekarzem jest czas”, gdyż sprawdza się ono w tym wypadku idealnie. Czas jest tutaj niezbędnym elementem, bez którego nic nie zadziała. Praca nad emocjami nie polega na szybkich i  spektakularnych efektach (choć i takie mają czasem miejsce). To proces, który trwa – minimum kilka tygodni, kilka miesięcy czy nawet do ponad roku, w zależności od psa i jego poprzednich doświadczeń.

W przypadku terapii problemów separacyjnych trzeba się nastawić na regularną, „żmudną i nudną”, ale konsekwentną pracę z psem. Tu nie ma fajerwerków i magicznej różdżki, ale z pewnością można doświadczyć wiele satysfakcji, radości i ulgi, gdy widzimy, że nasze działania, z pozoru niewiele znaczące, zaczynają przynosić konkretne, namacalne efekty w postaci coraz mniejszej ilości zniszczonych rzeczy, coraz krótszego czasu wycia, coraz dłuższych odcinków ciszy na nagraniach i coraz bardziej zadowolonych sąsiadów, a przede wszystkim naszego spokojnego, radosnego, wyciszonego psa, który wita nas po powrocie do domu, przeciągając się leniwie i mrużąc jeszcze zaspane oczka.

Jak pracować z takim psem?

Na najbliższym październikowym seminarium, które poprowadzę wspólnie z Zuzanną Rybarczyk, będziemy mówić o tym, jakie są przyczyny i co można zrobić, by do lęku separacyjnego nie dopuścić. Pokażemy, jak pracować z psem, który JUŻ cierpi z powodu problemów separacyjnych i nie potrafi zostawać samemu. Omówimy je z wielu stron, przeanalizujemy nagrania i pokażemy, jak w zdrowy i prawidłowy sposób budować więź z psem tak, by nie przyczynić się niechcący do jego problemów z zostawaniem.

Jeśli chcesz nauczyć się technik TTouch, które pomagają osiągnąć wewnętrzny stan spokoju i koherencji – i to zarówno nam, jak i naszym psom, by w ten sposób pomóc swojemu psu z lękiem separacyjnym – zapraszam na seminarium. Organizujemy je wspólnie z Alicją Milewską we Wrocławiu, w dniach 19-20.10. Szczegóły na stronie: http://lekseparacyjny.pl/.

Alicja Milewska

Autorki: Zuzanna Rybarczyk i Alicja Milewska